USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Dlaczego fani zrobili by to lepiej?
 Strona:  1  2  3  4  5  6  7  »» 
Autor Wiadomość
Picard
Użytkownik
#1 - Wysłana: 1 Lip 2009 20:11:02
Odpowiedz 
Zobaczcie i przekonajcie się sami: Star Trek: Geek Space Nine
http://www.youtube.com/watch?v=KoYO_N9K1Zc
http://www.youtube.com/watch?v=G-SmyG2Bfwg&feature =related
Ciekawi mnie tylko skąd wzięli mojego klona - aby grał głownego bohatera tego filmu - i skąd wytrzasneli mu włosy?
Pisarz
Użytkownik
#2 - Wysłana: 1 Lis 2009 08:58:30 - Edytowany przez: Pisarz
Odpowiedz 
Nie miałem czasu wcześniej. Dopiero teraz zauważyłem, że to jest świetne :-P Neil mówi podobnie do Bashira, przynajmniej akcentem.
Queerbot
Użytkownik
#3 - Wysłana: 26 Sier 2010 21:20:25
Odpowiedz 
To rzeczywiście jest zabawne i fajne. Swoją drogą porusza bardzo ważną sprawę. Mianowicie producenci mieli okazję stworzyć w Treku coś zupełnie nowego, DS9 otworzył takie możliwości. Zamiast tego wybrano starą jakość - VOY. W konsekwencji doprowadziło to całe "przedsięwzięcie" do upadku, którego tytułem jest nazwa tego działu.
Eviva
Użytkownik
#4 - Wysłana: 26 Sier 2010 21:44:08
Odpowiedz 
Queerbot

Ależ VOY jest lepszy niż DS9. Przynajmniej nie jest nudny jak flaki z olejem i ponury jak noc listopadowa.
Queerbot
Użytkownik
#5 - Wysłana: 26 Sier 2010 21:54:07
Odpowiedz 
To jest twoje zdanie. Faktem jest natomiast, że DS9 jest czymś odmiennym od pozostałych Treków, a przez to stanowi nową jakość. VOY natomiast to przebrane TNG, a ta formuła się wyczerpała. Uważasz, że VOY jest lepszy - ale nie wprowadza nic nowego i nie chodzi mi o nowe wątki fabularne, nie wprowadza żadnych zmian strukturalnych, a wręcz grzebie te, które zostały wypracowane w DS9.
Eviva
Użytkownik
#6 - Wysłana: 26 Sier 2010 21:57:43
Odpowiedz 
Queerbot:
To jest twoje zdanie.

Równie dobre, jak Twoje.

Queerbot:
Faktem jest natomiast, że DS9 jest czymś odmiennym od pozostałych Treków, a przez to stanowi nową jakość.

Niekoniecznie to, co nowe, jest przez to samo dobre i godne pożądania. I okupacja była kiedyś czymś nowym.

Queerbot:
VOY natomiast to przebrane TNG,

Nie odniosłam takiego wrazenia.

Queerbot:
nie wprowadza żadnych zmian strukturalnych,

Po co poprawiać doskonałość?

Queerbot:
wręcz grzebie te, które zostały wypracowane w DS9.

I chwała mu za to.
Queerbot
Użytkownik
#7 - Wysłana: 26 Sier 2010 22:10:40 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
Eviva:
I okupacja była kiedyś czymś nowym.

Bardzo mi się to podoba.

W każdym razie nie zależy mi na wzniecaniu dyskusji "co jest lepsze - ds9 czy voy", bo sam lubię te dwa seriale. Próbuję odpowiedzieć na pytanie dlaczego Star Trek umarł i powód taki widzę właśnie w skostnieniu i schematyzacji. Wg ciebie Voy nie przypomina TNG, a jednak oś jest identyczna: okręt leci, poznaje, odkrywa. Że trzeba genialnych scenarzystów, by taka formuła się utrzymała pokazuje dobitnie klęska ENT. Na siłę można takich seriali nakręcić jeszcze 10, zmienić czasy, bohaterów, dodawać ciągle nowe rasy, które pojawią się tylko w jednym odcinku. W pewnym momencie zabrakło żywotności. Pisałem kiedyś na tym forum, że Star Trek moim zdaniem zamienił się w Rikera - zasiedział się na jednym stanowisku i zwyczajnie zestarzał.
Jurgen
Moderator
#8 - Wysłana: 26 Sier 2010 22:49:50
Odpowiedz 
Eviva:
Ależ VOY jest lepszy niż DS9. Przynajmniej nie jest nudny jak flaki z olejem i ponury jak noc listopadowa.

Następną sesję zrobię w stylu VOYa. Podejrzewam, że skończyłaby się szybciej niż wszystkie wczesniejsze, a na pewno byłaby jedną z ostatnich albo nawet ostatnią.
kanna
Użytkownik
#9 - Wysłana: 26 Sier 2010 22:54:40 - Edytowany przez: kanna
Odpowiedz 
Jurgen:
Następną sesję zrobię w stylu VOYa.



Piszę się w ciemno. Chciałam od razu zaznaczyć, jako moja rekomendację ;), że znam Voya zdecydowanie lepiej niż ds9 widziałam dużo więcej odcinków. 4. Co procentowo daje coś koło 200. Chyba
Adek
Użytkownik
#10 - Wysłana: 26 Sier 2010 22:59:43 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Eviva:
Ależ VOY jest lepszy niż DS9. Przynajmniej nie jest nudny jak flaki z olejem i ponury jak noc listopadowa.

Wydaje mi się, że Voyager od 3 sezonu rzeczywiście nabiera rozmachu. Pod względem akcji, wrogich ras i zagrożenia faktycznie moim zdaniem bije na głowę DS9. DS9 o ile pamiętam w połowie serialu robi się troszkę monotonny, dopiero od konfliktu z Dominium nabiera kolorytu, nowe fajne postaci, w tym powracającego demonicznego Dukata.

kanna
Widzę, że możemy sobie ręce podać. Ja DS9 obejrzałem cały ale chyba znacznie więcej razy powtarzałem Voya. Dziś już tylko co jakiś czas wracam do ulubionych odcinków.
Jurgen
Moderator
#11 - Wysłana: 26 Sier 2010 23:14:51
Odpowiedz 
Adek:
DS9 o ile pamiętam w połowie serialu robi się troszkę monotonny, dopiero od konfliktu z Dominium nabiera kolorytu, nowe fajne postaci, w tym powracającego demonicznego Dukata

Proponuję jeszcze raz obejrzeć DS9.

kanna:
Piszę się w ciemno.

To miał być żart. Ja chcę sobie jeszcze w St trochę pograć, a nie swojaka strzelić.
Arek
Użytkownik
#12 - Wysłana: 26 Sier 2010 23:19:11
Odpowiedz 
Jurgen:
Adek:
DS9 o ile pamiętam w połowie serialu robi się troszkę monotonny, dopiero od konfliktu z Dominium nabiera kolorytu, nowe fajne postaci, w tym powracającego demonicznego Dukata

Proponuję jeszcze raz obejrzeć DS9.

Jak mu się wtedy wydawało nudne to pewnie i po ponownym obejrzeniu takie się wyda. A szkoda, bo fabularnie DS9 nie zostawia suchej nitki na innych ST [chociaż tu trzeba przyznać że VOY przynajmniej podejmuje walkę i się jakoś broni w przeciwieństwie do reszty].
Jak bym miał wracać do jakiegoś serialu powiedzmy rok po obejrzeniu, to byłby to właśnie DS9 [mimo że ogólnie to jednak Voyager bardziej mi pasuje ]
Jurgen
Moderator
#13 - Wysłana: 26 Sier 2010 23:22:11
Odpowiedz 
Arek:
Jak mu się wtedy wydawało nudne to pewnie i po ponownym obejrzeniu takie się wyda.

Chodziło mi o to, że coś takiego, o czym pisze Adek może i było, ale w zupełnie innej kolejności i czasie wystąpiło.
Picard
Użytkownik
#14 - Wysłana: 27 Sier 2010 14:40:22
Odpowiedz 
Queerbot:
Star Trek moim zdaniem zamienił się w Rikera - zasiedział się na jednym stanowisku i zwyczajnie zestarzał.

Częściowo masz racje, ale uważam, że brak innowacji w VOY to tylko symptom większego problemu: braku jakości w serialu i dojenia go do granic możliwości. Trek miał już wiele momentów, w którym mógł odejść w blasku chwały: zakończenie Star Trek VI, ostatni odcinek TNG - każda z tych rzeczy była świetna i stanowiła by doskonałe zwieńczenie serii. Finał DS9 był już dużo gorszy - czuło się już zmęczenie materiału i przesyt wątków, które wszystkie musiano zamknąć w tym jednym odcinku - ale też był dobrym momentem na zakończenie serii. Ale nastał VOY... Serial wydawał się mieć spory potencjał: pierwszoplanową postacią miała być po raz pierwszy kobieta kapitan - lubię silne babki: Sarahe Connor, Ellen Ripley nawet Buffy - , załoga miała się po raz pierwszy składać z przykładnych gwiezdno flociarzy i wyrzutków społeczeństwa, jakimi byli Maquis, a co najważniejsze tytułowy Voyager miał być uwieziony w zupełnie nieznanym zakątku galaktyki, z dala od Ziemi i wszelkiej pomocy. Do dziś zachodzę w głowę jak tak świetny pomysł można było tak koncertowo schrzanić? Ale jednak się udało bo widać nikt z producentów, ani autorów tego serialu nie włożył serca w to co robił - poza kilkoma odcinkami - i efektem tego jest właśnie ta nieudolna kalka TNG, o której piszesz.
Queerbot
Użytkownik
#15 - Wysłana: 27 Sier 2010 15:39:16
Odpowiedz 
Picard

Czyli co, wniosek jest, że Star Trek zamienił się w Klan przez presję producentów, by taśmowo produkować naiwne historie? Bo ja niestety odnoszę takie wrażenie. Z pewnością wszyscy kojarzycie rodzinę Ryszarda Lubicza. Za każdym razem kiedy trafię na to w telewizji widzę taką samą scenę od 15 lat - siedzą przy stole w kuchni i tylko "Bożenka, umyj rączki".
Picard
Użytkownik
#16 - Wysłana: 27 Sier 2010 21:50:58
Odpowiedz 
Queerbot:
Czyli co, wniosek jest, że Star Trek zamienił się w Klan przez presję producentów, by taśmowo produkować naiwne historie? Bo ja niestety odnoszę takie wrażenie. Z pewnością wszyscy kojarzycie rodzinę Ryszarda Lubicza. Za każdym razem kiedy trafię na to w telewizji widzę taką samą scenę od 15 lat - siedzą przy stole w kuchni i tylko "Bożenka, umyj rączki".

Słowo daje, nigdy nie widziałem ani jednego odcinka Klanu - zwyczajnie mnie to nie interesuje - więc się nie wypowiem, czy ten serial zawiera wyłącznie naiwne historie czy nie? Wiem tylko, że dojenie krówki - jaką był Star Trek - na dłuższą, matę pewnie musiało się tak skończyć: wszyscy producenci myśleli, że ,,głupi" fani kupią wszystko, oby tylko miało ST w tytule i działo się w kosmosie. Więc po co było się wysilać i produkować serial z klasą?

P.S Nie mogę się nadziwić sukcesowi takich seriali jak Klan! Mógł by mnie ktoś oświecić czemu takie ,,życiowe" historie się sprzedają? Bo ja mam dość życia w życiu - oglądając telewizje wole ,,poleczyć" choroby wraz z dr Housem , ,,rozwikłać zagadki morderstw" z Detektywem Monkiem, czy ,,polatać po kosmosie" z bohaterami Star Treka.
Eviva
Użytkownik
#17 - Wysłana: 28 Sier 2010 07:18:31
Odpowiedz 
Picard
Queerbot

Wierszyk dla Was:

Znów emocje niesłychane
Coś się dzieje w "Klanie"!
Główna bohaterka
nastawiła pranie.
Wpadła też sąsiadka
z jakąś sprawą pilną
i już napięcie takie
jakbyś grał o milion.
Picard
Użytkownik
#18 - Wysłana: 3 Wrz 2010 10:35:12
Odpowiedz 
Dość zabawna recenzja - ,z którą niezupełnie się zgadzam -, ale która odsłania źródło problemów współczesnego Hollywood: 96% produkcji nakręconych tam przez ostanie dwa lata to remaki - zgroza!
http://www.redlettermedia.com/
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 10 Lis 2011 05:35:22
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
W pewnym momencie zabrakło żywotności.

Zgadzam się, z tym jednak przyczyn tego braku żywotności nie doszukiwałbym się wyczerpaniu liczby możliwych scenariuszy ekspoloracyjnych (IMO do tego jeszcze b. daleko, trzeba się "tylko" silić na większą oryginalność niż kolejne humanoidy tygodnia), a w skostnieniu w ramach kanonu... i tu przechodzimy do odpowiedzi na tytułowe pytanie. Otóż, moim zdaniem, Trekowi ery B&B zaszkodziły dwie rzeczy:
1. fakt, że producenci mogli pozwolic sobie na (prawie) wszystko wiedząc, że bezkrytyczny fan wszystko kupi*,
2. fakt, że fani od początku sabotowali plany uczynienia Treka ambitniejszym (dowodem niechęć wobec TMP czy planów reBootu TOS z jednej, a entuzjastyczne przyjęcie ST II i FC z drugiej; dowodem też obie skrajne reakcje na ST XI - i ta bezkrytyczna wobec jego rozrywkowej, blockbusterowej, konwencji, i ta zarzucająca mu gwałcenie Kanonu Świętego).

* akcja KillEnterprise w swym paroksyzmowym charakterze była przegięciem w drugą stronę....

Podsumowując, uważam, że to jaki powinien być wpływ fanów na ST najlepiej ilustruje znany cytat z Andrzeja Sapkowskiego: "Terry Pratchett miał bezwzględną rację, gdy kiedyś mówił, że tylko głupi pisarz nie słucha tego, co mówią fani, ale że tylko supergłupi pisarz robi to, czego oni chcą." (wywiad w: „Polityka” nr 51/52, 23 grudnia 2006).

Jednym słowem: sugestie od fanów mile widziane, nadesłane fanowskie scenariusze (że wrócę do starej dyskusji z innego topicu) - jeśli dobre - można wykorzystywać i ekranizować, ale bezkrytyczne schlebianie gustom fanów do niczego dobrego nie prowadzi (wiedzał to Roddenberry, wie do dziś Lucas, ktory umiał zaakceptować fanowską nazwę Coruscant czy wyjść naprzeciw oczekiwaniom by rozwinąć postać Boby Fetta, ale umiał też wprowadzać rozwiązania - jedne b. dobre, inne fatalne zresztą - idące w poprzek fanowskich oczekiwań; Paramount natomiast z jednej strony umie bezkrytycznie schlebiać fanowskim gustom, z drugiej natomiast stawia na fanów równie bezkrytycznie podchodzących do jego produkcji, co daje efekt błędnego koła).
Dukat
Użytkownik
#20 - Wysłana: 10 Lis 2011 12:34:07
Odpowiedz 
Oj tam... DS9 to i tak najlepszy Trek i nie boje się waszych fazerów :P
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 10 Lis 2011 17:51:58
Odpowiedz 
Dukat

Pod niektóymi najlepszy. Pod innymi - wręcz przeciwnie. Pisałem wiele razy dlaczego tak sądzę...
Queerbot
Użytkownik
#22 - Wysłana: 10 Lis 2011 23:24:03
Odpowiedz 
Q__:
a w skostnieniu w ramach kanonu

W ogóle jakąś tragedią jest, że istnieje to pojęcie "kanonu". Bo kanon rozumiany zdrowo to po prostu jakiś ciąg zdarzeń, a w przypadku Treka sprawa zaczyna niebezpiecznie przypominać spory religijne.
Q__
Moderator
#23 - Wysłana: 11 Lis 2011 00:11:24
Odpowiedz 
Queerbot

Nic dodać, nic ująć... Podziękujmy za to Bermanowi.
Paradoks
Użytkownik
#24 - Wysłana: 11 Lis 2011 00:33:45
Odpowiedz 
Q__:
Nic dodać, nic ująć... Podziękujmy za to Bermanowi.

Brzmi to trochę jak "wojny religijne są obrzydliwe, jak gdyby ludzie nie umieli zatrzeć podziałów i wszyscy być chrześcijanami" albo "ja tam jestem ekumenistą, ale z muzułmanami bratać się nie będę). Negujesz spory pomiędzy różnymi wykładniami, ale nadal twierdzisz, że jest jedna jedynie słuszna (rodenedberry'owska), a wszystkie winne (np. bermanowska) są fałszywe i ich wyznawcy powinni się nawrócić na Twoją.
Q__
Moderator
#25 - Wysłana: 11 Lis 2011 01:02:47 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Paradoks

Paradoks:
Negujesz spory pomiędzy różnymi wykładniami, ale nadal twierdzisz, że jest jedna jedynie słuszna (rodenedberry'owska), a wszystkie winne (np. bermanowska) są fałszywe i ich wyznawcy powinni się nawrócić na Twoją.

Nie aż tak . Psioczyć, psioczę, ale zauważ, że choć owszem, wolę wizję roddenberry'owską, to jakoś łykam i wizję Meyera (ktora bywała z tą pierwszą sprzeczna), i wizję Abramsa (która jaka jest, każdy widzi) i nawet wizję z DS9 za której głównego twórcę wypadnie chyba uznać Moore'a (klnę, że się gryzie z RC, ale przecież nie twierdzę, że jest do d*** jako taka), także wizję Straczynskiego bym w Treku bezboleśnie zaakceptował , to samo wizję z AND, która - choć rownież roddenberry'owska jest znacznie mniej ateistyczna niż "Trek klasyczny".

(Tak samo zresztą jak w SW "łykam" i wizję Lucasa, i znacznie bardziej proimperialno-technokratyczną wizję Zahna, który b. lubi pokazywać pozytywne aspekty "tych złych" i negatywne "tych dobrych", i czerpiącą z filozofii Lucasa, ale zdecydowanie bardziej relatywistyczną i okrutniejszą wizję Stovera, i militarne - b. od siebie odmienne zresztą, bo pierwsza przedstawia głównie chwałę wojny, druga jej ponure okrucieństwo - wizje Stackpole'a i Traviss, i baśniowo-infantylną wizję Andersona, i "kryminalną" wizję Reavesa, i "intrygancką" Perry'ego, i "odbrązowniczą" z fanfiction Wiśniewskiego. Inna rzecz, że akurat wszystkie te opowieści z universum SW "gryzą się" ze sobą znacznie mniej niż ST II z TMP czy TNG z DS9 .)

Nie umiem natomiast zaakceptować bermanowsko-bragowskiego zamykania się we wszechograniczającym, sztywnym kanonie (co b. skutecznie dławi trekowe EU, a o mało nie zadusiło też ekranowego Treka).
Dukat
Użytkownik
#26 - Wysłana: 11 Lis 2011 09:43:52
Odpowiedz 
Queerbot:
W ogóle jakąś tragedią jest, że istnieje to pojęcie "kanonu". Bo kanon rozumiany zdrowo to po prostu jakiś ciąg zdarzeń, a w przypadku Treka sprawa zaczyna niebezpiecznie przypominać spory religijne.

Bo Trek to przecież swoiste wyznanie wiary zaprezentowane w przypowieściach o dzielnej kosmicznej załodze
Paradoks
Użytkownik
#27 - Wysłana: 11 Lis 2011 22:22:11
Odpowiedz 
Q__:
Nie umiem natomiast zaakceptować bermanowsko-bragowskiego zamykania się we wszechograniczającym, sztywnym kanonie (co b. skutecznie dławi trekowe EU, a o mało nie zadusiło też ekranowego Treka).

Nie za bardzo rozumiem, o co chodzi. Mi się zawsze zdawało, że Enterprise jest najbardziej neutralny wobec kanonu, bo rozgrywa się w alternatywnej linii historii. Cały incydent z Klaangiem rozbijającym się na polu kukurydzy był przecież ingerencją temporalną, i wszystkie jego skutku tworzyły nowy łańcuch historyczny. Dopiero w czwartym sezonie rzecz wróciła do normy (jeśli wierzyć słowom Danielsa) i znów była tożsama z tą historią, jakiej uczyli się w szkole Kirk, Picard i Sisko.

A że zamykali się w kanonie - czyli co, mieli całkiem abstrahować od poprzednich czterech seriali?
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 12 Lis 2011 02:52:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Paradoks

Paradoks:
A że zamykali się w kanonie - czyli co, mieli całkiem abstrahować od poprzednich czterech seriali?

Popatrz... TNG prawie w niczym nie przypomina TOS. DS9 znów - mimo identycznej scenografii - jest znów niemal całkowitym przeciwieństwem TNG. Tak samo TMP i filmy Meyera to dwie zupełnie różne poetyki... Mimo to mieściło się to wszystko w worku pod nazwą Star Trek właśnie dlatego, że każdą z tych historii - choć składały się nna pewną całość - można było indywidualnie analizować (na zasadzie podobnej do lemowskich opowieści o Ijonie Tichym czy utworów jakże miło się nam kojarzącego Przewodasa o Tomaszewskim - w obu wypadkach mamy do czynienia z pewną całością, darmo jednak próbować złożyć z tych opowiadań/powieści konsekwentny obraz świata, czy nawet losów bohatera), można więc było sobie wybrać zależnie od gustu eksploracyjną, ocierarającą się o hard SF poetykę TMP czy "Doomsday Machine" lub "piracką" barwność TWoK. Hołubić w sercu wizję UFP zdolnej wklepać wszystkim (sporo ocinków TOS, początki TNG) lub przeciwnie - Federacji słabej i skorumpowanej (DS9). Picarda niezłomnego ("The First Duty") lub złamanego ("The Chain of Command"). Kłopot zaczyna się wtedy gdy ze wszystkich tych - sprzecznych - wizji tworzymy kanon, bo wtedy UFP okazuje się jednocześnie superpotężna i gnijąca, Picard wielki i iście karłowaty duchem, GF pookojowo-naukowa w duchu NASA i wesoło-militarystyczna w stylu nieco operetkowej wariacji nt. Royal Navy.
Nie lubie kanonu bo lubię - w sumie - różnorodność i "antologiczność" Treka.

ps i jeszcze cytat z wywiadu z Maciejem Parowskim, IMO b. dobrze pasuje do tematu:

"Często się powtarza, że odbiorca coś tam na twórcach wymusza, podpowiada im. Ale stwierdzam z absolutną pewnością, że ludzie nie przychodzili pod okna pana Levinsona i nie krzyczeli „chcemy opowieści o idiocie, który szybko liczy zapałki”. Dopiero jak im nakręcił „Rain Mana”, zawołali „oto film, na który czekaliśmy”. Prawda jest taka, że zawsze czytelnicy idą za autorami, to pisarz jest w literaturze generatorem sztuki, inności, nowości, przełomu. Czytelnik go akceptuje albo nie, czasem akceptuje z opóźnieniem. Czytelnik najpierw robi awanturę o „batystowe majtki” w fantasy, następnie w pokorze przyjmuje, że są elementem postmodernistycznej gry. Autorzy i redaktorzy muszą mieć odwagę, by pójść na wojnę z czytelnikami i doprowadzać do pokoju na swoich prawach. Autorzy klasy Lema, Zajdla, Oramusa, Huberatha, Sapkowskiego, Dukaja zmuszali ludzi i innych pisarzy, by śnili, myśleli i pisali inaczej niż wcześniej."
http://www.sedenko.pl/?p=69
Otóż ból w tym, że Roddenberry, Wise, Meyer, Moore, a także Lucas, Straczynski, Wheedon czy nawet Abrams (w swojej mikro-skali) byli/są mniejszymi czy większymi wizjonerami. Berman, ani Braga nie...
Q__
Moderator
#29 - Wysłana: 8 Gru 2011 10:57:02
Odpowiedz 
A tu piękny dowód dlaczego - w 9 wypadkach na 10 - należy bać się fanów-scenarzystów:
http://www.angelfire.com/trek/rdrepublic/castofcha racters.html
http://www.angelfire.com/trek/rdrepublic/
Nie powiem, robi to pewne - nawet sympatycznie zabawne - wrażenie swoim rozmachem, przesadą i pakowaniem do jednego worka wszystkiego co się autorowi kiedyś spodobało, ale na tle takiego scenariusza już VOY i ENT jawią się szczytem sensu i umiarkowania...
Kor
Użytkownik
#30 - Wysłana: 8 Gru 2011 20:11:53 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Star Trek nie umarł dlatego, że powielał wzorce, lecz z powodu tego jak je powielał. Star Treka zabiła głupota.

Nieprawda np. że konwencja TNG się przejadła i nie można było stworzyć nowego serialu na jej bazie. Nie przejadła się i można było. Tyle, że tę konwencję zgwałcono.

Nieprawda, że DS9 to jakaś "nowa jakość". To próba stworzenia czegoś innego, która bardzo szybko okazała się jednak niewypałem. Dlaczego? Bo wszelkie dobre chęci i sensowne zamiary - zgwałcono.

Zgwałcono całą konstrukcję trekowego świata, całą jego wizję: nastroje, rasy, postacie, osie konfliktu, powagę i dowcip, wszystko to co te uniwersum usiłowało kiedyś powiedzieć i za pomocą czego mówiło. Pozostał plastik. W tym sensie - kanon był ważny i został sponiewierany.

Pytanie - co teraz? Niewiele już się chyba da zrobić. Reeboot to było jakieś rozwiązanie, ale - imho - zawiódł. Osobiście wysłałbym za pomocą urządzenia Ikonian (tak się chyba nazywali) ekspedycję do innej galaktyki i ją tam odciął, w ten sposób doprowadzając do swego rodzaju resetu. Wielkiej ostrożności wymagałoby jednak, żeby serial zachował w tym otoczeniu ducha Treka i nie zmienił się w kalkę nBSG, czy SG.

Obecnie nie ma co bronić kanonu tj. tego co zostało powiedziane, bo powiedziano tyle bzdur, tyle napsuto, że jedyną możliwością, że Trek wróci, jest wyrzucić masę rzeczy do kosza, lub w ich stronę z taktem nie spoglądać.

Co oczywiście nie przeczy temu, że Trek bywał różny w nastrojach i konwencjach, bywał - i bardzo dobrze. W tak wielkim świecie jest miejsce i na tragedię i na kabaret i na chłód naukowego dochodzenia i na skrzącą się barwami zawadiacką awanturę. Problemy zaczęły się wtedy, kiedy za podstawowy swój cel scenarzyści przyjęli, żeby Star Trek był głupi.
 Strona:  1  2  3  4  5  6  7  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Dlaczego fani zrobili by to lepiej?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!