USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek XI / ST XI - Pierwsze wrażenia, opinie, itp
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  125  126  127  128  129  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#91 - Wysłana: 9 Maj 2009 00:43:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Hmm... Musiałem zostac w domu (jak zwykle chory kot - tym razem solidny stan zapalny gardła i przełyku) i jestem uboższe o doświadczenie, które Wy macie juz za sobą. Przeczytałem wszystko (spoilery odstraszają mnie tylko w klasycznych kryminałach). I dochodzę do wniosku, że nie pomyliłem się w ocenach na podstawie trailera.

Cóż. Nadgonię zaległosci i wrócę do dyskusji z własnymi spostrzeżeniami.

ps. jedno jest pewne: nowa linia czasu to wiele nowych możliwości (acz, czytajac co piszecie, nie wiem czy nowy serial powinien koniecznie tworzyć Abrams).
Pinki
Użytkownik
#92 - Wysłana: 9 Maj 2009 00:43:37
Odpowiedz 
Byłem, widziałem i dopiero wróciłem z kina
Jak mi się podobał hmmm, ocena 7/10, a dlaczego... za dużo by pisać niestety, ale jako fan jestam bardzo zadowolony że mogłem obejrzeć coć nowego bo w końcu nie często sie to zdarza
Oby powstały dalsze filmy, serial ale tym razem proszę o starszą wiekiem załogę, oraz przyszłość bo inaczej to może być koniec Star Treka takie są moje odczucia niestety.
theczarek
Użytkownik
#93 - Wysłana: 9 Maj 2009 00:55:44 - Edytowany przez: theczarek
Odpowiedz 
Witam po długiej przerwie.

Spoilery

Zabijcie ale mi się podobało. Preqel, czy seqel nowy trek to diabelnie trudny temat. Trzymając się ściśle kanonu robimy film dla nerdów i starych trekkies - ostatni jak mniemam.
Szczególnie wobec niespójności kanonu zawsze można się czepiać. Nowa rzeczywistość to pewien kompromis - nie kompletny restart serii (jaki swego czasu część forumowiczów dla treka optowała) a furtka awaryjna - zawsze można spiąć z odcinkiem w którym Vulcan jest ratowany a stara rzeczywistość przywracana lub ciągnąc dalej w tej samej formie w zupełnie nowym kierunku.

I ludziska co się czepiacie że mostek źle wygląda - to nie są lata 60te XX wieku. Wybaczcie ale tektury i styropianu bym nie przełknął, wtedy wyglądała jak przyszłość dziś niestety jak tandeta.

Co do akcji, mordobić i strzelanin. Kirk zawsze taki był, nie raz sięgał po fazer lub korzystał z pięści. (Choćby finał W Poszukiwaniu Spocka) Skądś mu się to wzięło, nie? Nawet w Galaxy Quest parodiowali jego strzał z przewrotką, którego w filmie nie zabrakło (nie w sensie dosłownym).
Kirk to kirk - kowboj, nie Picard - dyplomata.

Są przegięcia i to liczne ale jakoś mi nie przeszkadzały bawić się na filmie dobrze. Pewnie nigdy nie pogodzę się do końca ze zniszczeniem Vulcanu.

Średnio podobał mi się motyw ze Spokiem, który wyrzucił Kirka ze statku. Choć akurat potem wyraźnie powiedziano że działał pod wpływem emocji (a te u Vuclan są przecież dużo silniejsze niż u ludzi). No a poza ty Kirk sam go sprowokował.
Struktura dowodzenia we flocie wyglądała jak pomieszanie z poplątaniem - ale trudno.
Brakło też trochę klasycznych ras - jak np. Andorianie

Uważam że bezsensów i tak było o wiele mniej niż w powiedzmy w Nemezisie. Nikt nie łamał pierwszej dyrektywy by popykać samochodem po pustyni (co najwyżej złamał przepisy drogowe - bywa ). Nie było geniuszu fabularnego pt. "tylko Picard jest tak zaj**ty może pokonać Picarda. Więc wrogiem musi być jego klon, dodatkowo wyposażony w superokręt by sztucznie podkręcić napięcie". Nie było genialnych dowódców, którzy nie przewidują, że mgławica gdzie siada komunikacja to doskonałe miejsce na zasadzkę i nie wiedzą, że ich okręt w taką mgławicę leci. I ich przełożonych, którzy wysyłają posiłki by czekało przed miejscem oczywistej pułapki. No i nie ma geniuszy, którzy ot tak pozwalają pałętać się po pokładzie bratu Daty - nie mając w pamięci jak poprzedni braciszek narobił rabanu.

Tak, film jest szybki, widowiskowy i przepełniony akcją ale w przeciwieństwie do Nemezisa jet to płynne i naturalne a nie wymuszone i na siłę udziwnione - reżyser wiedział co che zrobić i nie poplątał się zbytnio.

Star trek lat 60 miał estetykę i klimat swoich czasów, TNG było na wskroś przesiąknięte latami 80tymi kiedy zaczęło powstawać. I tak dalej i tak dalej. Dzisiejszy trek będzie... dzisiejszy. Nawet jeśli starym wygom, jak część z nas to nie pasuje. Też wolałbym bardziej intelektualnego Treka bliżej serialowego TNG. Ale dziś to nie możliwe i tyle.
Dla mnie w porównaniu z ST X nowy film to znaczna poprawa i to mnie cieszy.

I jeszcze jedno - Nie daruję Scottiemu, że zabił psa Archera. To zwierze miało taki inteligenty wyraz pyska w porównaniu z właścicielem
Nasty Rudolf
Użytkownik
#94 - Wysłana: 9 Maj 2009 01:01:42 - Edytowany przez: Nasty Rudolf
Odpowiedz 
Wlasnie wrocilem z seansu, wiec dorzuce swoja ocene "na swiezo", z premedytacja nie czytajac uprzednio opinii szanownych poprzednikow.

Konstruujac sobie ograniczony do 170 znakow opis dzisiejszych przezyc na komunikator doszedlem do czegos takiego:

Nie był to prawdziwy Star Trek, ale film jadalny, a miejscami smaczny.

Rozwine temat, ale prostymi, krotkimi zdaniami, bo jest w tym temacie sporo innych opinii do poczytania.

1. Fabula banalna, plytka, oparta na konflikcie i walce. Brak znaczacych elementow idei Treka. Spodziewalbym sie tego po kazdym pelnometrazowym Treku, wiec specjalnie sie nie rozczarowalem. (-)

2. Niektore "powazniejsze" sceny zbyt infantylnie uproszczone. Chocby ta, kiedy Nero opowiada praktycznie caly "background" fabuly, albo scena "wyduszania" emocji ze Spocka przez Kirka. Tego mozna bylo uniknac. (-)

3. Pare scen bardzo niewiarygodnych, np. przejecie dowodztwa przez Kirka, albo wydalenie Kirka ze statku. (-)

4. Potezna dawka humoru. Przewaga jakosciowa scen humorystycznych ("Łulkan" ) nad powaznymi moze i nadala filmowi lekki charakter parodii, ale czymze bylby owy twor bez tych pierwszych? (+)

5. Bardzo interesujaco przedstawione mlode wersje TOSowych bohaterow. Swietny Chekov, McCoy, Scotty i Sulu, Kirk ze Spockiem dosc wiarygodni, a Uhura, choc nie przypominala mi oryginalu, caloksztaltu nie psula. Fajny pomysl z Pikiem. Skrajnie ryzykowny zabieg odswiezenia klasycznych bohaterow stal sie niespodziewanie sila napedowa filmu. (+)

6. Troche smaczkow dla starych fanow, jak np. Beagle Archera (Scotty, ty morderco! ), albo Kobayashi Maru. (+)

7. Zmiana linii czasowej. Na razie pozostawie bez komentarza, bo nie ogarniam. (?)

Na RottenTomatoes.com film musi otrzymac 60% pozytywnych recenzji, aby calosc byla klasyfikowana jako "fresh". Przyjmujac to zalozenie, ocenilbym "Star Trek" na wlasnie takie 60%. Moze troszeczke wiecej. "Fresh", ale bez rewelacji. Na prawdziwym RT poszlo mu znacznie lepiej.

W skali szkolnej? Moze dam z 4/6.

Wszelkie wyrazenia typu "IMO" pominalem. Mozna je dopisac do calosci. Tyle pierwszych wrazen.

Edit: A tam, zostawie to slowo "scena" po 2 razy w kazdym punkcie i reszte powtorzen. W koncu to nie recenzja.

Dodam jeszcze:

8. Sceny smierci bardziej "doslowne" od tego, co znamy z Treka. Wessanie w proznie z krzykiem czy przygniecenie w biegu kolumna? To nigdy wczesniej nie bylo pokazane w TAKI sposob. Jest inaczej, jest bardziej dotkliwie. Nie daje ani plusa, ani minusa.
Hicek
Użytkownik
#95 - Wysłana: 9 Maj 2009 01:51:33 - Edytowany przez: Hicek
Odpowiedz 
bo obejzeniu tegoz dziela mam mieszane wrazenia. Gdybym nie znal treka to bym powiedzial ze dobry film SF akcjii. Niestety (naszczescie znam i cenie)treka znam i byly pewnie rzeczy ktore mnei razily:
1. Maszynownia, ktora wykladala jak ORP Blyskawica, a o rdzeniu warp to juz nie wspomne, bo te kanistry to masakra.....
2, Co to za nowa bron byla, takie male gowno co strzealo jak karabin masyznowy z jasnych kulek?
3. co oni porobili z data wiezdna? byla podawana jak normalne lata ziemskie......
4. USS Kelvin: jego wyglad wewnetrzny wykladal jak dekoracja bez plyt gipsowych, najlepsza byla ewakuacja..... prpmow bylo tyle ze statku by nie staczylo na hangar.......
5. Bar w ktorym kirk poznaje uhure i pikea... speluna, mordo bicie nic co by siwadczylo o zmianie ludzkiej mentalnosci, i uhura zamawiajaca kardasianskie cos tam......... kardasjanie z tego co pamietam to sie pojawili w TNG?
Slovaak
Użytkownik
#96 - Wysłana: 9 Maj 2009 02:12:54
Odpowiedz 
4. USS Kelvin: jego wyglad wewnetrzny wykladal jak dekoracja bez plyt gipsowych, najlepsza byla ewakuacja..... prpmow bylo tyle ze statku by nie staczylo na hangar.......

Fakt. W dodatku musiało w tych promach zmieścić się... 800 osób.


5. Bar w ktorym kirk poznaje uhure i pikea... speluna, mordo bicie nic co by siwadczylo o zmianie ludzkiej mentalnosci, i uhura zamawiajaca kardasianskie cos tam......... kardasjanie z tego co pamietam to sie pojawili w TNG?

Ludzka mentalność? eh, przecież mordobicie to przede wszystkim TOS. Kardasjanie fakt, pojawili się pierwszy raz w TNG i też mi to przeszkadzało ale że TNG nie znam dokładnie to zapytam kiedy był pierwszy kontakt z Kardasjanami?


3. co oni porobili z data wiezdna? byla podawana jak normalne lata ziemskie......


Kurcze, nie spostrzegłem od razu że podał rok ziemski choć zwróciło moją uwagę że się zawahał na pytanie o datę gwiezdną. I nie ma tutaj nic dziwnego, data gwiezdna nie wiadomo kiedy została dokładnie wprowadzona.


2, Co to za nowa bron byla, takie male gowno co strzealo jak karabin masyznowy z jasnych kulek?

Nie podoba mi się Twoje słownictwo, co to nie można nowej broni wprowadzić? Ja bym do nazwał lekkim działkiem...


1. Maszynownia, ktora wykladala jak ORP Blyskawica, a o rdzeniu warp to juz nie wspomne, bo te kanistry to masakra.....

Maszynownia i w ogóle wnętrza to tragedia. Ale reaktor nie jest wcale taki zły...
Delta
Użytkownik
#97 - Wysłana: 9 Maj 2009 04:11:25 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Nie wytrzymam, muszę parę słów napisać.
Kto nie chce znać szczegółów zanim obejrzy film niech sobie odpuści czytanie.

Właściwie to nie wiem od czego zacząć. Więc zacznę od końca, czyli od tego co IMHO w filmie było niezłe, aczkolwiek w większości też solidnie popsute przez twórców.

(wszystko IMHO )

1. Aktorzy stanęli na wysokości zadania. Nie jest to stara ekipa bo naturalnie być nie może, ale robią co mogą. Szkoda tylko, że nie dano im w sumie pograć. Scenariusz ma tak minimalną ilość tekstu rozpisaną na kilkanaście osób, że w sumie to, żaden poza Kirkiem, oboma Spockami i Chekovem wiele nie powiedział (przy czym Chekov też w sumie niewiele powiedział, ale daje się zapamiętać przez akcent, niestety przesadnie wyeksponowany, chociaż aktor zasłużył na uznanie za niego) niektórzy to ledwie zaznaczyli swoją obecność w filmie. Smutnym wyjątkiem jest Leonard Nimoy, który po raz pierwszy od niemal 20 lat nie kojarzy mi się ze Spockiem. Nie zachowuje się jak Spock. Miło go było znów zobaczyć, ale to, że nie odegrał swej roli tak, jak do tej pory zawsze to robił, psuje przyjemność z ponownego zobaczenia go na ekranie.
2. Wolkan. Ładnie przedstawiona planeta, ale wydaje się mieć chłodny klimat a nie gorący jak do tej pory ją w ST pokazywano.
3. Scena z U.S.S. "Kelvin" chyba jedyna scena, która była naprawdę porządnie napisana.
4. Jedyny moment, który wydał mi się zabawny to scena z McCoyem podającym Kirkowi rozmaite lekarstwa, od szczepionki począwszy na próbie jej leczenia skończywszy. Ale i tu pojawia się nieścisłość -od kiedy osoba potraktowana hypospray'em odczuwa tak silny ból?
5. Efekty specjalne. Muszę przyznać, że mam co do nich mieszane uczucia. Z jednej strony są na tyle dobre, że nie ma się o co czepiać. Z drugiej nie widać po nich tak dużego budżetu, jaki władowano w film. Nie są lepsze niż efekty specjalne ze ST:NEM, a przynajmniej nie sprawiają takiego wrażenia, momentami wydawało mi się nawet, że oglądam serial a nie wysokobudżetowy film. Wyjątkiem (poza Wolkanem) jest chyba tylko wygląd zewnętrzny "Enterprise", ale do tego jeszcze wrócę.
6. Aktor grający McCoya rzeczywiście jest do niego podobny. Podobnie Quinto grający Spocka.

Tyle względnych plusów. Teraz minusy.

1. O Nimoy'u mówiłem, więc nie ma co się powtarzać.
2. Scenariusz: miałki, schematyczny i prosty do bólu. Nemesis jest pod tym względem lepszy. Niewiele, ale jednak lepszy. Całość sprowadza się do tego, że dzieciak zostaje kadetem, potem bierze udział w misji, na którą nikt początkowo nie zamierza go zabrać, no i w końcu zostaje superbohaterem, dzięki któremu ocalony zostaje świat. Pomysł oklepany w wielu filmach, niestety dla ST XI w wielu filmach lepiej też przedstawiony. Począwszy od tego, że tam superbohaterowie mają jakieś unikalne cechy powodujące, że są rzeczywiście niezastąpieni, a Kirk takich nie posiada (równie dobrze mógł skończyć jak, robiący za Anonimowego Chorążego, kadet Olsen i nie czyniłoby to wielkiej różnicy), skończywszy na tym, że fabuła jest przedstawiona w ciekawszy sposób. A przede wszystkim w tych dobrych filmach nie ma się wrażenia chaotyczności scenariusza. Tymczasem w ST Abramsa przypomina to, co mówił kiedyś Tom Paris na temat pisania holo-nowel -że muszą mieć jak najwięcej zwrotów akcji i mniejsza o ich spójność i logiczne umocowanie. Jednym słowem chaos i sceny przedstawione po łebkach.
3. Jeśli ktoś liczył na pokazanie eksploracji, to niestety, nie ma o niej ani wzmianki (nie licząc końcówki z nieśmiertelnym: space, the final frontier...). Przesłania, także nie ma i nie ma się co nad tym rozpisywać. W NEM to Picard chociaż wspomniał o tym jakie są ideały Federacji, a potem próbował tłumaczyć Shinzonowi, że ma on szansę na zmienienie się na lepsze. Także Data mówił o tym, że tym się różni od B4, że stara się rozwijać, a B4 podobnie jak Shinzon stoi w miejscu. Tu, w ST XI, nie ma nawet takich drobnych wzmianek. Pike próbuje coś takiego powiedzieć po tej bójce Kirka z kadetami, ale Kirk szybko mu przerywa mówiąc, jeśli dobrze pamiętam, coś w rodzaju: "skończyłeś?", co rzeczywiście kończy rozmowę.
4. Wniosek po obejrzeniu tego fragmentu z bójką w barze: kadeci Floty to bydło, w dodatku nie grzeszące inteligencją. Począwszy od tego zdania powiedzianego przez Uhurę (ładna dziewczyna ) do Kirka o "bzykaniu zwierząt", skończywszy na tych kadetach obijających Kirka, który jedyny wykazał się jakimś rozumem, starając się uniknąć bójki. A już szczytem wszystkiego był kadet obijający Kirkowi facjatę mimo tego, że zaczęto mu zwracać uwagę, że Kirk ma już dosyć. Oczywiście Kadeci nie wylecieli z Akademii, widać Flota potrzebuje takich, co najlepiej o niej nie świadczy (dosłownie zatęskniłem za Wesleyem Crusherem). Drugim takim przykładem fatalnego wizerunku Floty jest komandor Spock (ciekaw jestem jakim cudem tak wysoko awansował zaraz po Akademii?) wywalający Kirka w kapsule przez śluzę okrętu. Po pierwsze, istnieje przecież coś takiego jak bryg. Po drugie, za takie narażenie cudzego życia w ten sposób za byle bzdurę, to Spock nie tylko powinien być wywalony na pysk z Floty, ale jeszcze przydałoby się go zamknąć na długo. Po trzecie, marnowanie kapsuł ratunkowych na okręcie mającym kilkaset osób załogi jest debilizmem (zwłaszcza na okręcie mającym w niedalekiej przyszłości toczyć walkę). I nic Spocka nie usprawiedliwia, nawet zniszczony Wolkan.
5. Beznadziejnej schematyczności scenariusza ciąg dalszy. Oto, Kirk trafia na Deltę Vegę, gdzie mało nie zostaje pożarty przez jedno z miejscowych zwierząt, które nadziewa się przy tym polowaniu na słynnego już na Forum "czerwonego potwora". Potwór oczywiście błyskawicznie atakuje i zabija to zwierzę, ale dziwnym trafem na Kirka tylko wrzeszczy i nie może go dogonić, a sama scena pościgu to groteska, bo to już nawet śmieszne nie jest. Jakby było mało absurdów, oto Kirk wpada do jaskini i natrafia na starego Spocka ratującego go z opresji. Jaki to cudowny zbieg okoliczności, że na dziesiątki tysięcy km kwadratowych powierzchni, Kirk natrafia akurat na miejsce przebywania Spocka, nieprawdaż?
6. Bzdur ciąg dalszy. Nikt z fachowców na pokładzie nie umie namierzyć spadających osób, poza genialnym dzieckiem z Rosji, czyli Chekovem. Namiar razem z poprawkami jest konieczną podstawą, bo okręt zawsze jest w ruchu, zresztą Kirk i Sulu mieli nadajniki, komputer więc nie miał problemu z zbadaniem ich prędkości spadania. Właściwie spece od transportera to powinni z zamkniętymi oczami zrobić. A tu wychodzi na to, że wyszkoleni ludzie nie potrafią zrobić tego, co w zasadzie robi komputer. Oni tego nie potrafią, za to kolejny fachowiec siedzi na wygnaniu na Delcie Vedze, a potrafi w cudowny sposób przetransportować się z planety na pędzący w warp, diabli wiedzą gdzie przebywający (bo powiedzcie mi jak oni go w ogóle namierzyli?) "Enterprise". Czy tylko ja widzę skrajność w obu tych przypadkach? Nie mówiąc o tym, że takie sztuczki to co najwyżej Q potrafili. W całej tej genialności Scotty mało się nie utopił materializując się w rurze pełnej wody. A właściwie to chyba powinien się utopić, gdyby to była rzeczywistość lub Abrams zadbał choćby o cień realizmu. Wstrząs mózgu po wypadnięciu z tej rury też nie powinien być mu obcy.
7. "Enterprise". Wnętrze mostka tragiczniej wygląda na zdjęciach niż na filmie, ale nadal jest bezsensownie oświetlone jak dyskoteka. Maszynownia nie przypomina maszynowni tylko jakąś halę fabryczną i to przy dużej dozie dobrej woli. Lot w warp -nic szczególnego, równie dobrze mogło zostać po staremu. A jeśli chodzi o widok kadłuba z zewnątrz. Gdy niektórzy narzekali na Forum, że kadłub częściowo zmieniono. Zwolennicy tych zmian twierdzili, że teraz wygląda lepiej i że nie mógł zostać taki jak w TOS lub w filmach kinowych. Przyjrzałem się kadłubowi nowego "Enterprise" i podtrzymuję to co m.in. ja pisałem na jego temat. Z powodzeniem mógłby zostać kadłub Constitution po reficie (a kto wie, czy nawet nie oryginalny, gdyby go tylko dopracować i po prostu powiększyć). Wystarczało zbudować (lub stworzyć komputerowo) nowy model w większej skali i pokazać jego zbliżenia dokładnie tak jak zrobił to Abrams. Co więcej Refitowana Constitution znana jeszcze z TMP prezentuje się dużo lepiej, choć to skrajnie subiektywna opinia, ale na pewno nie prezentowałaby się gorzej, zwłaszcza, że wersja Abramsa jakiegoś oszałamiającego wrażenia nie robi. Zresztą nieszczególnie ten okręt pokazano. Na sceny takie jak np. scena z TMP, gdy Kirk przybywa na Enterprise, to nie ma co liczyć.
8. Kirk zdający Kobayashi Maru. Pomysł sceny nie był zły, ale wydaje mi się, że był nieprzemyślany. Na logikę, gdybyście mieli pogrzebać w oprogramowaniu symulatora, to zrobilibyście to na bezczelnego jak Kirk, czy zmieniając jakiś drobiazg, umożliwiający wygranie, ale bez tej ostentacyjnej pozy podczas egzaminu i wygranej bez strat? Kobayashi Maru nie przeszedł nikt i Kirk wiedział o tym, a jednak Flota nie wywalała kadetów z tego powodu. Kirk nie miał więc potrzeby narażać się na to, że wyleci z Akademii za oszukiwanie. Mógł go spokojnie oblać i dać sobie spokój. Trzeba pamiętać o tym, że ani nie wiedział, że dostanie pochwałę za pomysłowość, ani nie jest to oryginalna linia czasu, więc i pochwały wcale nie musiało być.
9. Awans Kirka na kapitana. Po pierwsze, ST zawsze podkreślał ile zależy od własnej pracy zajmującej lata. A tu przychodzi rozwydrzony szczeniak i za jedną misję, w której każdy mógł go zastąpić, zostaje od razu kapitanem, nie kończąc chyba jeszcze formalnie Akademii. To, razem z radą Spocka dla swojej młodszej wersji, zamykającą się w "chrzanić logikę" (o czym przypomniał FederacyjneMSZ ) to chyba całość "przesłania" nowego ST. A przy okazji. Jeśli ktoś liczył na to, że pokazana zostanie choćby jakaś namiastka przemiany Kirka-łobuza w Kirka-oficera Floty, to też się rozczaruje.
Delta
Użytkownik
#98 - Wysłana: 9 Maj 2009 04:12:28 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Pogadał sobie z Pike'em, poszedł do Akademii i pokazali go od razu trzy lata później.
10. Scena Kirka i Sulu na kadłubie Narady. Po pierwsze, to przydałby się tu jakiś człowiek-pająk to może miałby szanse (no i bardziej by pasował do tego typu filmu). Po drugie, taki skok ze spadochronami i lądowanie to debilizm i pewna śmierć (jak bym takie cuda chciał oglądać to oglądałbym Xenę i Herkulesa/Andromedę). Po trzecie, Kirk nie miał najmniejszych szans na dogonienie Sulu, bo Sulu zaczął spadać wcześniej od niego, i podobnie jak Kirk, bez spadochronu. Skoro obydwaj nie mieli go otwartego, nie ma szans na dogonienie się nawzajem. Byłaby może szansa, gdyby Sulu miał otwarty spadochron, bo Kirk wtedy leciałby od niego szybciej (coś w rodzaju skoku z opóźnieniem). Ale gdyby miał, to Kirk nie musiałby go w ogóle ścigać, prawda? Cała scena jest więc o kant tyłka potłuc. Już nie wspomnę, że szanse na to, że Kirk i Sulu spadaliby tak blisko siebie, że mogli się złapać są mniejsze niż to, że rozrzuciłoby ich na znacznie większą odległość. Także sceny skoków z pokładu na pokład są bezmyślne (o czym Reyden już wspominał).
11. Jak to jest, że nikomu w całej Flocie nie przyszło do głowy by odstrzelić wiertło Narady? A poza tym skoro ta substancja zwana "czerwoną materią" tworzy czarne dziury, bo taką stworzyła rozpylona na statku Nero, to po co wiercić dziurę w planecie? No i jak to jest, że wciągnęła Naradę, ale nie wciągnęła ani Układu Słonecznego, ani Ziemi, ani "Enterprise"? No i od kiedy statki Federacji i Imperium mogą przedostać się przez czarną dziurę i nie zostać zniszczone?
12. Uhura jako spec od obcych języków, tłumacząca z kilku dialektów romulańskiego (a przecież z Romulanami Federacja nie ma kontaktu) i klingońskiego, którego w dotychczasowym ST nie znała (pamiętacie scenę ze ST VI ze słownikami klingńskiego? ). I zanim ktoś powie, że linia czasowa została zmieniona. Otóż tego zmianą linii usprawiedliwić się nie da. A to z tego powodu, że takie zdolności językowe to cecha wrodzona a nie nabyta. Co to ma wspólnego z linią czasową? Ano chodzi o to, że linia czasowa zmienia się w momencie gdy statek Nero pojawia się w XXIII wieku i atakuje U.S.S. "Kelvin". Wcześniej zaś jest bez zmian. Na U.S.S. "Kelvin" rodzi się Kirk, a ST Abramsa wskazuje, że Uhura jest od Kirka starsza. Ergo: urodziła się nim linia czasu uległa zmianie, a więc linia czasu nie powinna mieć wpływu na jej cechy wrodzone, czyli w tym wypadku na zdolności językowe. Ot, kolejny burak wynikły ze scenariusza jakby bezmyślnie na kolanie napisanego.
13. Wg. Abramsa romulański jest niemal taki jak wolkański. Dziwne, że do tej pory tak nie było. Ani w ENT T'Pol go nie zna (nawet nie rozpoznaje, kto mówi), ani w poprzednich ST nic takiego nie powiedziano.
14. Sarek rozmawiający ze Spockiem. To samo co w przypadku Uhury. Sarek jest już ukształtowaną osobą. To, że nie pochwalał decyzji Spocka o wstąpieniu do Floty było powodem tego, że nie rozmawiali ze sobą przez długi czas. Tutaj nie ma nic z tych animozji jakie powinny być między nimi. Może by się pojawiły, gdyby scenarzyści jednak dopracowali i wzbogacili scenariusz zamiast nastawiać się na łatwy pieniądz z popcorn movie.
15. Wolkańskie dzieci wyzywające matkę Spocka od dziwek. Samo używanie tak obraźliwych określeń jest bez sensu, bo świadczą one o okazywaniu silnych emocji, czego nie tylko dorośli Wolkanie, ale nawet wolkańskie dziecko raczej nie okazuje.
16. Spock bijący Kirka na mostku. Czy mi się wydaje, czy Kirk dostał parę razy w pysk i śladu to nie pozostawiło? Przypomina to byle jakie filmy made in Hong Kong. I zresztą jest sprzeczne z samym ST XI, bo np. w scenie bójki w barze widać po Kirku to co oberwał. Ot, cuda.
17. Muzyka. soundtracku jeszcze nie słyszałem całego, jedynie kilka fragmentów dostępnych na oficjalnej stronie. W filmie zaś momentami nie słyszałem muzyki w ogóle i nie wiem czy to jest spowodowane moją nieuwagą, czy tym, że jej nie ma, lub jest zagłuszona resztą dźwięków. Motyw z początku filmu jest dobry, ale tej reszcie, którą miałem okazję usłyszeć, daleko do ścieżek dźwiękowych które robił Goldsmith (chociaż to bardzo subiektywna opinia, bo gusty są jak wiadomo różne ), jest łagodna, ale wydaje mi się, że brakuje jej wyrazistości, do tego zdaje się opierać na tym samym motywie.
18. końcowe napisy. Całych nie widziałem, bo nie mogłem się już doczekać wyjścia (zresztą całe szczęście bo dzięki temu zdążyłem w ostatniej chwili na autobus ), ale widziałem kawałek. I pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy, to to, że widzę jakiś film z lat mniej więcej 80-tych. Być może to wymagało kasy wydanej na efekty, ale z tego co widziałem, to jakiegoś dobrego wrażenia nie zrobiły i w zupełności mógłbym się bez nich obejść. Mogli kasę, którą na to wdali, dać jakiemuś dobremu scenarzyście, to może fabuła byłaby lepsza.

I to by było chyba wszystko, tak na świeżo.

Jest też jedna dobra strona filmu Abramsa jaka została mi na pocieszenie -nadal TMP jest najlepszym kinowym ST.

I jeszcze jedna rzecz. Kiedyś dyskutowałem z Pah Wraithem o tym jaki powinien być dobry ST. Pah Wraith wtedy napisał, że gdy postacie są z innej linii czasowej i pokazane są tylko w sumie raz, to nie jest to dobre bo, w przeciwieństwie do oryginałów, są dla niego jako widza obojętne. I tak ciekaw jestem, Pah Wraith, czy to samo dotyczy postaci z ST XI, które przecież widzimy jedynie raz i bez wątpienia są one postaciami alternatywnymi względem oryginalnych?
The_D
Użytkownik
#99 - Wysłana: 9 Maj 2009 04:29:52
Odpowiedz 
choć zwróciło moją uwagę że się zawahał na pytanie o datę gwiezdną. I nie ma tutaj nic dziwnego, data gwiezdna nie wiadomo kiedy została dokładnie wprowadzona.

Jak dla mnie po prostu zdziwił się, że ktoś go o to pyta. W końcu nie wiedział, że Narada przybyła z przyszłości.

Za największą wadę filmu uznałbym nadmierne uproszczenie fabuły. Co prawda nie była naciągana, ale też nie wykroczyła poza schemat "ratujemy galaktykę przed złem". Druga sprawa to wnętrza. W przypadku okrętów federacyjnych przyjąłbym bez mrugnięcia zarówno hermetyczne wnętrzna znane z dotychczasowych seriali zarówno jak coś w stylu Nostromo. A wyszło takie lekkie niezdecydowanie: czasem mnóstwo świecidełek a czasem rury jak w jakiejść przepompowni. Sama Narada wygląda na mroczną i tajemniczą, ale za grosz nie przypomina statku górniczego. Podobnie jest w środku: wyziewy niewiadomo skąd, rozległe niedoświetlone przestrzenie, kładki i głębie.

Natomiast bardzo dobrze wypadli młodzi aktorzy, ale poprzednicy napisali już wszystko, więc nie będę się powtarzał.

Brawa dla tłumacza za to, że Wolkan nie stał się jakimś Wulkanem Wyłapałem tylko 2 dziwadełka:
- rozkaz "maximum warp " przetłumaczono jako "maksymalne przyspieszenie"
- "bones", które zostało przetłumaczone jako... napięcie rośnie... fanfary... McCoy. To ja wolałem nawet "gnatka" z pulsu.

Było kilka scen zrobionych dla efektów, które nie wnosiły nic do fabuły (jak choćby ten czerwony potwór), ale nie można powiedzieć, że cały film był taki.

Więcej napiszę jak się wyśpię
Q__
Moderator
#100 - Wysłana: 9 Maj 2009 04:31:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Delta

I zanim ktoś powie, że linia czasowa została zmieniona. Otóż tego zmianą linii usprawiedliwić się nie da. A to z tego powodu, że takie zdolności językowe to cecha wrodzona a nie nabyta. Co to ma wspólnego z linią czasową? Ano chodzi o to, że linia czasowa zmienia się w momencie gdy statek Nero pojawia się w XXIII wieku i atakuje U.S.S. "Kelvin". Wcześniej zaś jest bez zmian

No, chyba, że to pokłosie tego temporalnego zamieszania w ENT.

Wolkańskie dzieci wyzywające matkę Spocka od dziwek. Samo używanie tak obraźliwych określeń jest bez sensu, bo świadczą one o okazywaniu silnych emocji, czego nie tylko dorośli Wolkanie, ale nawet wolkańskie dziecko raczej nie okazuje.

Wbrew pozorom te szykany nie odstają aż tak od tego, co widzieliśmy w "Yesteryear".
Delta
Użytkownik
#101 - Wysłana: 9 Maj 2009 04:33:18
Odpowiedz 
Q__
No, chyba, że to pokłosie tego temporalnego zamieszania w ENT.

Ale Daniels mówił, że linia wróciła do normy.
Q__
Moderator
#102 - Wysłana: 9 Maj 2009 04:34:33
Odpowiedz 
Delta

Ale Daniels mówił, że linia wróciła do normy.

A po tym co widzieliśmy w ENT i NEM wierzysz mu?
Delta
Użytkownik
#103 - Wysłana: 9 Maj 2009 04:37:20
Odpowiedz 
Q__
A po tym co widzieliśmy w ENT i NEM wierzysz mu?

Cóż, jedna z Zasad Zaboru mówi: "słuchaj wszystkiego, nie wierz niczemu". Ale czy miał powody by kłamać? Zresztą no ile rzeczy można zwalać na jednego Entka?

The_D
Podobnie jest w środku: wyziewy niewiadomo skąd, rozległe niedoświetlone przestrzenie, kładki i głębie.

I woda na pokładzie. Któremuś ze scenarzystów się statek górniczy z prawdziwą kopalnią pomylił.
Vanja
Użytkownik
#104 - Wysłana: 9 Maj 2009 04:38:28
Odpowiedz 
Byłam, widziałam, dobrze się bawiłam Mimo że fabuła jest szyta koszmarnie grubymi nićmi, początek przypomina sieczkę a nagromadzenie buraków pasowało by bardziej do wigilijnego barszczyku (jakoś boli mnie jak widzę kwiatuszki w stylu zielonej krwi Spocka ściekającej z różowych warg, czarną dziurę powstającą z planety, znikająca bez śladu, zaniki pamięci Uhury i genialne pomysły Nero na zemstę) film mi się podobał a momentami doprowadził mnie do łez ze śmiechu. Fajnym akcentem były smaczki zafundowane specjalnie dla fanów (pies Archera czy 47 zniszczonych klingońskich statków), dobrze dopracowanym punktem są technobełkoty o alternatywnych rzeczywistościach (chyba po raz pierwszy ma to w ST ręce i nogi), a muzyka miażdży. Ogólnie znacznie lepszy film niż te z załogą Picarda.
Q__
Moderator
#105 - Wysłana: 9 Maj 2009 04:49:25 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Delta

Zresztą no ile rzeczy można zwalać na jednego Entka?

Dużo. Zobaczmy jeszcze jak zachowują się Picard i jego ludzie w FC i INS:

Badaczy z nagła zastąpiła grupa komandosów (no jeszcze ta scena gdy Picard strzela w holodecku jak rasowy gangster).

Jeśli to nie zmiana linii czasu to nie wiem co to może być?

ps. ST XI to nie jest (IMO) jakiś wielki negatywny szok, to raczej kontynuacja zabaw Bennetta i duetu B&B... Zabaw w kręcenie Treka o jakim sie Roddenberry'emu nie śniło...

Vanja

dobrze dopracowanym punktem są technobełkoty o alternatywnych rzeczywistościach (chyba po raz pierwszy ma to w ST ręce i nogi)

Czyli na coś się konsultantka naukowa jednak przydała. Dobrze wiedzieć.
Eviva
Użytkownik
#106 - Wysłana: 9 Maj 2009 06:57:54 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Q__
Wbrew pozorom te szykany nie odstają aż tak od tego, co widzieliśmy w "Yesteryear".

W zasadzie tak, jednak po pierwsze: Wolkanie nie uzywaja tak mocnych słów, a zeby dziecko mogło "się wyra żać", musi najpierw usłyszeć takie słowa od dorosłych. Samo ich nie wymysli. I jest to juz poważny burak. Użycie słowa "samica", a nawet "suka", byłoby bardziej na miejscu.

biter
CZYTAM TO CZYTAM I ZACZYNAM SIĘ CIESZYĆ ŻE NIE MUSIAŁEM WYDAWAĆ 15 ZETA NA BILET.

Bez przesady, film zobaczyć można, ale nie ma się do czego tak znowu spieszyć. To, co zobaczysz, to będzie rzeczywiście ST w wersji SW - i ten lapidarny opis najlepiej oddaje rzeczywistość, choć w SW nie było takiego piekielnego chaosu montażowego.

MOŻE JEDNAK JEST SPRAWIEDLIWOŚC NA TYM ŚWIECIE.

Gdyby była, to ktoś przed wzięciem się za te robotę złamałby pióro lub przynajmniej nogę.
Picard
Użytkownik
#107 - Wysłana: 9 Maj 2009 07:24:59 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Brain dead story… power rangers movie…roduct placement in $tar Trek???
Oto reakcje confusedmatthew i jego brata na nowy film LOL:
http://www.youtube.com/watch?v=ZsI7Mhu1G94
http://www.youtube.com/watch?v=k1WkVg3v9YQ&feature =channel_page
http://www.youtube.com/watch?v=QO5uXUcbmPw&feature =channel
Jeśli jeszcze nie wydaliście latinum na bilet – tak jak ja – widzicie, że nie nie warto…
Slovaak
Użytkownik
#108 - Wysłana: 9 Maj 2009 09:59:14 - Edytowany przez: Slovaak
Odpowiedz 
Delta

16. Spock bijący Kirka na mostku. Czy mi się wydaje, czy Kirk dostał parę razy w pysk i śladu to nie pozostawiło? Przypomina to byle jakie filmy made in Hong Kong. I zresztą jest sprzeczne z samym ST XI, bo np. w scenie bójki w barze widać po Kirku to co oberwał. Ot, cuda.

Kirk musi mieć naprawdę wytrzymały ryj... Volkan go okładał z całej siły i nic mu sie nie stało, no może go gardło bolało deczko...


15. Wolkańskie dzieci wyzywające matkę Spocka od dziwek. Samo używanie tak obraźliwych określeń jest bez sensu, bo świadczą one o okazywaniu silnych emocji, czego nie tylko dorośli Wolkanie, ale nawet wolkańskie dziecko raczej nie okazuje.

Oni nie okazywali emocji, oni chcieli by Spock okazał swoje.


11. Jak to jest, że nikomu w całej Flocie nie przyszło do głowy by odstrzelić wiertło Narady?

Flota została zniszczona a Enterprise był na celowniku, uszkodzony.


Mógł go spokojnie oblać i dać sobie spokój


No to że był jedynym kadetem który zdał ten test wiadomo od od samego początku, o tym że kilka razy rozwalił symulator też, więc co się czepiasz? hm...?


-----------------------------------
Z resztą sie zgadzam.
Dreamweb
Użytkownik
#109 - Wysłana: 9 Maj 2009 11:13:47
Odpowiedz 
Właśnie że zresetowali ENTka.

Nie zresetowali. Wydarzenia z udziałem USS Kelvin miały miejsce wiele lat po akcji serialu ENT, a wszystko co się stało przed zniszczeniem Kelvina nie uległo zmianie. Zatem to właśnie ENT jako jedyny zostaje "po staremu", reszta seriali w tej rzeczywistości nie istnieje bądź istnieje w innej formie. To tak na dobicie dla co niektórych. Co do skali warp - jak wiemy, inna jest w ENT/TOS, inna w TNG i później. Może w tej rzeczywistości po prostu nową skale wprowadzono wcześniej, już w czasach Kirka? To mi akurat nie przeszkadzało.

Brakło też trochę klasycznych ras - jak np. Andorianie

W ogóle poza ludźmi, Vulcanami, Romulanami i klingońskimi statkami a raczej ich symulacja w teście Kobayashi Maru nie było żadnych gatunków znanych z wcześniejszych filmów/seriali. Za to było parę nowych i nie nazwanych, np. panienka z wielkimi oczami odbierająca poród Kirka.
kanna
Użytkownik
#110 - Wysłana: 9 Maj 2009 11:20:54
Odpowiedz 
Delta
3. Scena z U.S.S. "Kelvin" chyba jedyna scena, która była naprawdę porządnie napisana.

A dodatkowo była to jedyna scena, która mnie poruszyła i przejeła, bo reszta filmu juz nie.

4. Jedyny moment, który wydał mi się zabawny to scena z McCoyem podającym Kirkowi rozmaite lekarstwa

Może skutkiem ubocznym tej grypy (?) jest wzrost reaktywności na ból?
Scena była nzakomita, + wielki plus za to machanie skaneram za Kirkiem

Checova pokochałam.

Jakby było mało absurdów, oto Kirk wpada do jaskini i natrafia na starego Spocka ratującego go z opresji.

To akurat jest scena rodem z Imperium Kontratakuje, gdzie Luke natrafia - przypadkiem oczywiście - na Jodę. Zreszta poscig za Kirkiem przez snieznego potwora te jest skopiowany stamtad.

Jak Kirk wbiega do jaskini, lezy z przerazeniem na twarzy, to tylko czekałam az padnie "Kirk, use the force" ale na szczescie Spock wyskoczył w zastępstwie.
Madame Picard
Moderator
#111 - Wysłana: 9 Maj 2009 11:46:44
Odpowiedz 
Picard

i rzeczywiście zdobyłaś się wraz z Madame Picard na szczerość i obiektywizm.
Czyli jeśli krytykuję film, to jest obiektywizm?
A poważnie: ja zawsze szczerze mówię to, co myślę .

Delta

Jestem pod wrażeniem tego, że pamiętasz wszystkie te absurdy i nonsensy fabuły. Ja próbowałam to zliczać, ale zawiesiłam się gdzieś po pół godzinie.
Teraz tak sobie myślę, że film był cokolwiek - pewnie celowo - niedopracowany. Wiele scen miało nawet spory potencjał, ale zostały kompletnie puszczone, a to psuło ogólne wrażenie. Choćby ta z Kobayashi Maru albo cała ta sekwencja z wyrzuceniem Kirka w kapsule: idiotyczna od samego pomysłu począwszy, poprzez cudowne odnalezienie starego Spocka, a na pogrzebaniu geniusza Scotty'ego na jakimś lodowym zadupiu skończywszy. A wystarczyło trochę pomyśleć...
Żałuję też, że nie wybrzmiały w bardziej wyrazisty sposób przemiana Kirka i nawiązanie przyjaźni ze Spockiem. Ogólnie jak już się pojawiało coś, co miało zadatki na coś poważniejszego, to było to kładzione. Świetna IMO była scena ze Spockiem bijącym prowokującego go Kirka, ale położył ją idiotyczny dowcip Scotty'ego na koniec.
Ale co ciekawe, tym, co dzisiaj pamiętam najlepiej z filmu, był nie cały ten kolorowy chaos, ale te przenikliwe czarne oczy Quinto...
Eviva
Użytkownik
#112 - Wysłana: 9 Maj 2009 11:57:33
Odpowiedz 
Madame Picard
Ale co ciekawe, tym, co dzisiaj pamiętam najlepiej z filmu, był nie cały ten kolorowy chaos, ale te przenikliwe czarne oczy Quinto...

Bo oczy to on ma rzeczywiście urzekające. Tego nie sposób mu odmówić.
Pah Wraith
Użytkownik
#113 - Wysłana: 9 Maj 2009 12:14:00 - Edytowany przez: Pah Wraith
Odpowiedz 
Delta
I jeszcze jedna rzecz. Kiedyś dyskutowałem z Pah Wraithem o tym jaki powinien być dobry ST. Pah Wraith wtedy napisał, że gdy postacie są z innej linii czasowej i pokazane są tylko w sumie raz, to nie jest to dobre bo, w przeciwieństwie do oryginałów, są dla niego jako widza obojętne. I tak ciekaw jestem, Pah Wraith, czy to samo dotyczy postaci z ST XI, które przecież widzimy jedynie raz i bez wątpienia są one postaciami alternatywnymi względem oryginalnych?

Bzdura. Nie zrozumiałeś / nie pamiętasz o co mi chodziło. Ważne nie było to, że w YOH pokazano je raz, ale że przestały istnieć (z tego co wiemy) wraz z naprawieniem linii czasu. W przypadku postaci z linii czasu STXI - ten wszechświat jest wszechświatem alternatywnym i postaci te istnieją dalej, ergo - ich dzieje mają znaczenie.

The_D
Brawa dla tłumacza za to, że Wolkan nie stał się jakimś Wulkanem

Zasługa po części moja, bo babka która tłumaczyła film konsultowała się ze mną w tej sprawie (w tej i w pytaniu czy kapitan to kapitan czy komandor). Niestety w kilku miejscach tłumaczenie leży, bo ewidentnie nie zrozumiała o co chodziło postaciom, w związku z czym pojawia się w 2-3 miejscach sieczka logiczna :|
Madame Picard
Moderator
#114 - Wysłana: 9 Maj 2009 12:26:16
Odpowiedz 
Eviva

Bo oczy to on ma rzeczywiście urzekające.
I za te oczi cziornyje wiele jestem w stanie temu - głupkowatemu w sumie - filmowi wybaczyć

I jeszcze:

Q__

to raczej kontynuacja zabaw Bennetta i duetu B&B... Zabaw w kręcenie Treka o jakim sie Roddenberry'emu nie śniło...
Nie przesadzaj. Gdyby Roddenberry był tak zdegustowany zabawami Benetta, to by zdekanonizował ST II-IV, tak jak to zrobił ze ST V .
Q__
Moderator
#115 - Wysłana: 9 Maj 2009 12:42:11
Odpowiedz 
Madame Picard

Nie przesadzaj. Gdyby Roddenberry był tak zdegustowany zabawami Benetta, to by zdekanonizował ST II-IV, tak jak to zrobił ze ST V

Kiedy z Bennettem (i Meyerem, nie zapomnijmy o Meyerze) sytuacja była w sumie dwuznaczna, bo oni byli w sumie wierni kanonowi, tylko inaczej rozkładali akcenty, wysuwając na plan pierwszy to, co u Roddenberry'ego było raczej nieuniknionym ukłonem w kierunku masowej widowni. No, ale mówiłem, że doceniłem ST II i uważam go za jedno z arcydzieł kinowej rozrywki.
Picard
Użytkownik
#116 - Wysłana: 9 Maj 2009 13:24:32
Odpowiedz 
Madame Picard

Czyli jeśli krytykuję film, to jest obiektywizm?

No ,ma się rozumieć! Ale na serio: twoja i Evivy reakcja nieco mnie uspokoiła - naprawdę obawiałem się tego, że część ludzi, z którymi tu przez pół roku rozmawiałem na temat tego filmu podejdzie do niego bezkrytycznie nawet jeśli okaże się on taką gupią bajeczką dla nastolatków, jaką obawiałem się, że będzie. I okazuje się, że taki jest w istocie - ale nie ma nad tym filmem bezkrytycznego zachwytu, nie jesteście może jednoznacznie na nie, ale też nie wychwalacie ,,dzieła" Abramsa pod niebiosa. Po prostu jesteście obiektywne - czego Wam serdecznie gratuluje. Wogóle - zważywszy co działo się na forum przez te ostatnie pół roku - spodziewałem się co najmniej małej wojny, tuż po premierze, a jak dotąd jest kulturalnie i spokojnie. Przywracacie mi wiarę w ludzi - i za to dziękuję.

Dreamweb

Zatem to właśnie ENT jako jedyny zostaje "po staremu", reszta seriali w tej rzeczywistości nie istnieje bądź istnieje w innej formie

Tak sobie właśnie czytałem co pisaliście i - nawet ja - nie mogłem uwierzyć w taką bezczelność ekipy Abramsa! Czyli cała klasykę - od TOS'a począwszy a na VOY skończywszy - zamiatają pod dywan, a za jedynie obowiązującego w nowej linii czasowej uważają tego kijowego Entka? Już samo to przekreśla ten film w moich oczach - ale czemu się dziwić skoro ENT to duchowy tatuś nowego filmu? Kłopoczą mnie jeszcze dwie rzeczy: product placement - czy rzeczywiście jest w filmie? Czy jest on reklamą Corvetty, Noki i Budweiser'a? Sam pomysł, że kiedyś będę miał do czynienia z product placement w Treku uważałem za absurdalny - przez myśl by mi to nie przeszło? Trzy: jak ten film przedstawia masowemu widzowi wszechświat Star Trek? Czy dowie się on z niego czegokolwiek na ten temat poza tym, że w ST istnieje jakaś magiczna czerwona materia - pierwsze słyszę - i, że często wybuchają tam planety?
Dreamweb
Użytkownik
#117 - Wysłana: 9 Maj 2009 13:30:58
Odpowiedz 
Sam pomysł, że kiedyś będę miał do czynienia z product placement w Treku uważałem za absurdalny - przez myśl by mi to nie przeszło?
Zdaje się że było to już w Star Trek 5 (jeansy Levi's bodajże, nawet w napisach końcowych było podziękowanie dla firmy)...
valencia
Użytkownik
#118 - Wysłana: 9 Maj 2009 13:45:04
Odpowiedz 
Picard

A ja mimo wszystko zachęcam do obejrzenia tego filmu (17 zł to przecież nie jest majątek), przynajmniej będziesz wiedział co krytykować
kanna
Użytkownik
#119 - Wysłana: 9 Maj 2009 13:47:34
Odpowiedz 
Zatem to właśnie ENT jako jedyny zostaje "po staremu", reszta seriali w tej rzeczywistości nie istnieje bądź istnieje w innej formie

A ja to widze inaczej - ten film nie narusza kanonu, ponieważprzedstawia alternatywna linie czasową - i tyle. Jest to raczej wariacja nt. załogi, rodzaj bocznej linii czasowej, alternatywnej rzeczywistości.
Akcja reszty seriali i filmów rozgrywa się obok, w świecie, gdzie atak na Kelvina nie miał miejsca.
Picard
Użytkownik
#120 - Wysłana: 9 Maj 2009 13:52:55 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Dreamweb

Zdaje się że było to już w Star Trek 5 (jeansy Levi's bodajże, nawet w napisach końcowych było podziękowanie dla firmy)...

Jakby nie było - to było dawno temu i zdarzyło się w kiepskim, powszechnie krytykowanym filmie. Jeśli rzeczywiście miało to miejsce - ale czytałem już wypowiedzi fanów z zachodu, którzy nawet ST V i NEM razem wzięte uważają za lepszy film niż to coś, więc dobrze nie jest...

valencia

A ja mimo wszystko zachęcam do obejrzenia tego filmu (17 zł to przecież nie jest majątek), przynajmniej będziesz wiedział co krytykować

Wiesz przez krótką chwilę, po wysłuchaniu confusedmatthew review - miałem krótkotrwałą ochotę aby pójść do kina i po powrocie zaserwować na tym serwisie podobną recenzje, ostatecznie jednak uznałem, że te 17 złoty to jednak za dużo by wyładować swój gniew, poza tym nie chce dokładać się do psucia Treka. A te pieniądze mogę wydać lepiej - np. na Tyskie, żeby nie było, że $tar Trek Abramsa przekonał mnie do Budweiser'a! Wogóle to wytłumaczyli jakoś skąd pseudo-Kirk wytrzasnął samochód w XXIII wieku, czy to też miało tylko wyglądać cool?
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  125  126  127  128  129  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek XI / ST XI - Pierwsze wrażenia, opinie, itp

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!