USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek XI / ST XI - Pierwsze wrażenia, opinie, itp
 Strona:  ««  1  2  3  ...  123  124  125  126  127  128  129  »» 
Autor Wiadomość
Mav
Użytkownik
#3721 - Wysłana: 25 Kwi 2013 13:24:39
Odpowiedz 
Q__:
Cóż... Wygląda na to, że JJowi restart (hurra!!!) pomylił się z recyklingiem (buu!!! na stos!).

No to za jakieś 20 lat będzie drugi Pierwszy Kontakt

Q__:
Niemniej zamierzam obejrzeć.

Oczywiście ja także, no ale... Miało być lepiej. Aczkolwiek trzeba dać mu jeszcze szanse.
Elaan
Użytkownik
#3722 - Wysłana: 25 Kwi 2013 13:26:33 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
Swoją drogą nie rozumiem jednego... Czemu Cumberbathowi nie przyciemnili skóry i nie podcharakteryzowali go nieco na Montalbana? IMO dało by się z niego zrobić osobnika podobniejszego do wersji ze "Space Seed".

Zrobić to by się dało, ale nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.
Montalban był aktorem o specyficznym wyglądzie, sposobie gry, zachowaniu - czy może lepiej - "byciu na ekranie". No i talencie.
Wykorzystując te atuty stworzył zapadającą w pamięć postać, której podrobienie byłoby dla Cumberbatha trudne, i w gruncie rzeczy, niepotrzebne.
W przeciwieństwie do Quinto, Cumberbath nie musiał się tu mierzyć z trekową ikoną, może więc dobrze się stało, że wykorzystując swój talent i osobowość nadał tej postaci własny rys, nie kopiując nikogo?

Mav:
Bez sensu ten Khan.

To jeden z najbarwniejszych i najinteligentniejszych "czarnych charakterów" w ST.
Dlaczego Abrams miałby rezygnować z takiego "kąska"?
Q__
Moderator
#3723 - Wysłana: 25 Kwi 2013 13:49:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Oczywiście ja także, no ale... Miało być lepiej. Aczkolwiek trzeba dać mu jeszcze szanse.

Znaczy co? Obejrzymy dla świętego spokoju i przechodzimy do obozu Picarda? (Do czasu premiery "trzynastki" rzecz jasna, bo potem się zobaczy.)

Inna sprawa, że nadal będę wdzięczny JJowi za trailerową część "jedenastki" (wiadomo: Kelvin, Robau) i za odgrzanego Pike'a. To był najfajniejszy kawałek Treka od dobrych paru(nastu) lat*.

* moi faworyci w zakresie Treka post-ENT to trzy doskonałe króciaki: SF "Just Passing Through", NV/P2 "Going Boldly" i właśnie ów początkowy fragment '09, przy czym o ile występ Bednarów zajmuje trzecie miejsce, o tyle sam nie wiem czy wolę sentymentalny samograj Cawley'a czy pokazującą nową epokę i nowego kapitana popisówkę Abramsa...

Elaan

Elaan:
Wykorzystując te atuty stworzył zapadającą w pamięć postać, której podrobienie byłoby dla Cumberbatha trudne, i w gruncie rzeczy, niepotrzebne.

W sumie złotym środkiem byłoby pokazanie scenki-retrospekcji gdzie Cumberbath wyglada jak Montalban ze "Space Seed", a potem można już grać swoje...

Elaan:
W przeciwieństwie do Quinto, Cumberbath nie musiał się tu mierzyć z trekową ikoną

Hmmm... To, że Khan wystąpił mniej razy (teraz: trzy) nie czyni go mniej ikonicznym, moim zdaniem.
Mav
Użytkownik
#3724 - Wysłana: 26 Kwi 2013 11:20:56 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Znaczy co? Obejrzymy dla świętego spokoju i przechodzimy do obozu Picarda? (Do czasu premiery "trzynastki" rzecz jasna, bo potem się zobaczy.)

Oboz Picarda nam na szczescie nie grozi

Elaan:
To jeden z najbarwniejszych i najinteligentniejszych "czarnych charakterów" w ST. Dlaczego Abrams miałby rezygnować z takiego "kąska"?

Juz nim jest, wiec po co wchodzic dwa razy do tej samej rzeki?
Elaan
Użytkownik
#3725 - Wysłana: 26 Kwi 2013 16:59:09
Odpowiedz 
Mav:
wiec po co wchodzic dwa razy do tej samej rzeki?

Bo choć płynie w innym strumieniu czasowym, to nadal nasza rzeka?
"Dzięki" Nero przeszłość nie potoczyła się starym torem, ale nie uległa zmianie aż tak, by wyrugować z niej wszystkie istotne, istniejące kiedyś w niej postacie.
Jednostki nieprzeciętne, w dobrym lub złym, w każdej linii czasu zostawiają swój ślad, choć w każdej inny.
Gdyby Abrams w XII całkowicie odciął się od nawiązań do TOS-u, to dopiero byłby burak.
Q__
Moderator
#3726 - Wysłana: 26 Kwi 2013 17:35:24
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Jednostki nieprzeciętne, w dobrym lub złym, w każdej linii czasu zostawiają swój ślad, choć w każdej inny.

Jest w tym jakaś - nawet głęboka - racja zważywszy na to, że w MU też każdorazowo dostawaliśmy komplet znanych bohaterów. A w "Parallels" to już w ogóle zatrzęsienie Worfów, Picardów i Rikerów było...

Choć z drugiej strony Trekowi tak trzeba powiewu dobrze pojętej oryginalności... Ech, że też tą AND wywalili poza kanon, gdzie zmarniała...
Elaan
Użytkownik
#3727 - Wysłana: 26 Kwi 2013 17:50:43
Odpowiedz 
Q__:
Choć z drugiej strony Trekowi tak trzeba powiewu dobrze pojętej oryginalności... Ech, że też tą AND wywalili poza kanon, gdzie zmarniała...

Powiew oryginalności owszem, ale bez odcinania korzeni.
Czy AND nie spotkało właśnie coś takiego?
Q__
Moderator
#3728 - Wysłana: 26 Kwi 2013 17:55:00
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Czy AND nie spotkało właśnie coś takiego?

I tak, i - na szczęście - nie. W końcu pewne nawiązania są tam nadal doskonale czytelne. A i roddenberryzm nie wszystek wyparował.
Elaan
Użytkownik
#3729 - Wysłana: 26 Kwi 2013 22:33:57
Odpowiedz 
Q__:
W końcu pewne nawiązania są tam nadal doskonale czytelne. A i roddenberryzm nie wszystek wyparował.

Więc może kiedyś obejrzę?
Q__
Moderator
#3730 - Wysłana: 30 Kwi 2013 21:31:06 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Więc może kiedyś obejrzę?

Liczę na to, będę miał z kim o AND pogadać.

ps. Wiesz dlaczego większość z nas reaguje niezbyt chętnie na wiadomość, że to jednak KHAAAN? Bo "jedenastka" obiecywała nowy początek, lepszy, gorszy, ale nowy (czyli to samo co proponowali Roddenberry i Wolfe w w/w AND) połączony w dodatku z rzutem oka na nową epokę (jak to planował G.R. raz mówiąc o przygodach młodego Kirka*, drugi raz planując serial osadzony w erze po upadku UFP właśnie). Tymczasem "dwunastka", w której obowiązkowo pojawia się Khan i wrodzy Klingoni dowodzi, że nad ST unosi się nadal duch Bermana i Bragi, a więc zmora sztywnego kanonu, powtarzalności, międlenia tego samego, która coraz bliższa jest uduszenia naszego ulubionego universum.
Z jednej więc strony mamy zastąpienie głębi - akcją, czyli zerwanie z tym co w Treku było najlepsze (a przecież głębię i akcję daje się jednak godzić, nawet "Avatar" dowodem, choć głębi tam tyle, co w kałuży). Z drugiej zaś - mimo pewnej odwagi - zachowanie tego co najgorsze: kanonu, wynalazku Bermana...
Boję się, że tego nawet solidne JJowe rzemiosło nie przykryje.

* owszem, gdyby nie bragizmy z VOY, FC i ENT pewno by nie trzeba tak gwałtownego odcinania się od "starego kanonu" i młody Kirk mógłby działać w ramach starej timeline, także i dlatego, że przy roddenberry'owskim traktowaniu kanonu semi-rebootowanie co jakiś czas stanowiło normę (TMP, TWoK, TNG to wszystko swoiste reBooty)
Elaan
Użytkownik
#3731 - Wysłana: 1 Maj 2013 15:00:54 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
Tymczasem "dwunastka", w której obowiązkowo pojawia się Khan i wrodzy Klingoni dowodzi, że nad ST unosi się nadal duch Bermana i Bragi, a więc zmora sztywnego kanonu, powtarzalności, międlenia tego samego, która coraz bliższa jest uduszenia naszego ulubionego universum.

Widzisz, sęk w tym, że Abrams to właśnie rzemieślnik, a nie reżyser z wyobraźnią, który nie boi się eksperymentować, tworząc własną wizję starych opowieści.
Takim był Wise, kręcąc TMP, tak odległe swoją stylistyką i formą od TOS-owego pierwowzoru, jak czteromasztowy żaglowiec od chińskiej dżonki.
Abrams owe opowieści tylko retuszuje i przyozdabia, przysposabiając tak, by ich stylistyka była strawna dla pokolenia videoclipów i popcornu. Nie próbuje ich zmieniać tak, by nabrały nowej głębi i znaczenia, bo śmiertelnie boi się bata zysków i oglądalności.
Boi się ich tak bardzo, że po nieprzychylnych komentarzach starego fanonu na temat XI, postanowił w XII dać mu coś w stylu "znacie, to posłuchajcie", byle go nie stracić.
mozg_kl2
Użytkownik
#3732 - Wysłana: 1 Maj 2013 16:16:42
Odpowiedz 
Q__:
Cóż... Wygląda na to, że JJowi restart (hurra!!!) pomylił się z recyklingiem (buu!!! na stos!).

Abrams odświeża/uwspółcześnia stare historie. Robi swoistego remake, wyciągając najbardziej znane wątki ze starego treka. Ile starego Khana będzie w nowym Khanie to dopiero się okaże.

Q__:
Hmmm... To, że Khan wystąpił mniej razy (teraz: trzy) nie czyni go mniej ikonicznym, moim zdaniem.

Nie wierzę, co ja pacze. Khan jest takim flagowym antagonistą ery Tosowej. Spina serial z filmami. Pojawienie się Khana była swoistą oczywistą oczywistością, tak jak pojawienie się nowego Jokera.
Q__
Moderator
#3733 - Wysłana: 1 Maj 2013 16:18:16 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Widzisz, sęk w tym, że Abrams to właśnie rzemieślnik, a nie reżyser z wyobraźnią, który nie boi się eksperymentować, tworząc własną wizję starych opowieści.

Rzemieślnik, ale jego - mimo wszystko - odwaga pokazana w "jedenastce" biła na głowę totalny brak kreatywności B&B, którzy nawet tam gdzie mieli dobre pomysły marnowali je koncertowo.

Elaan:
Takim był Wise, kręcąc TMP, tak odległe swoją stylistyką i formą od TOS-owego pierwowzoru, jak czteromasztowy żaglowiec od chińskiej dżonki.

Tyle, że Wise nie był sam. Nie odmawiam mu reżyserskiej wielkości, dorobek aż nazbyt jasno o niej świadczy, ale chwałą musi się podzielić z - pragnącym reBootu - Roddenberrym, Fosterem i... Asimovem. To był cały dream team...

Elaan:
Nie próbuje ich zmieniać tak, by nabrały nowej głębi i znaczenia, bo śmiertelnie boi się bata zysków i oglądalności.

A jesteś pewna, że by umiał? Po "Super 8" bardzo wysoko cenię jego rzemiosło, ale talentem do opowiadania głębokich historii dotąd się nie wykazał.

Inna natomiast sprawa, że oderwany od kumpli-scenarzystów i zmuszony do realizacji cudzego, głębokiego, scenariusza mógłby się sprawdzić całkiem dobrze. K. Kennedy chyba też tak rozumuje skoro zatrudniwszy go do SW EP VII dała mu za scenarzystę Apteda (a Lucas zachował wpływy konsultanta).

Elaan:
Boi się ich tak bardzo, że po nieprzychylnych komentarzach starego fanonu na temat XI, postanowił w XII dać mu coś w stylu "znacie, to posłuchajcie", byle go nie stracić.

I tu pojawia się pytanie kto zabija kreatywność w Treku? Rzemieślnicy B&B czy JJ-z-kumplami niezdolni ścigać się z Roddenberrym (czy co bardziej kreatywną konkurencją - Starczynski, Moore, nawet Whedon)? Chciwe Desilu/Paramount/CBS? Czy może... betonowi fani, którzy z jednej strony słusznie sarkają na brak polotu rzemieślników, a z drugiej strony gotowi są flekować i samego Gene'a za wszystko co uznają za odstępstwo od wzorca?

mozg_kl2

mozg_kl2:
Ile starego Khana będzie w nowym Khanie to dopiero się okaże.

Idealnie by było gdyby i dużo, i mało. (Coś na zasadzie wątków Kobayashi Maru czy dorastania Spocka w poprzedniej części.)

mozg_kl2:
Khan jest takim flagowym antagonistą ery Tosowej. Spina serial z filmami. Pojawienie się Khana była swoistą oczywistą oczywistością, tak jak pojawienie się nowego Jokera.

Zgoda. Tylko, że ten schemat heros/villain ma komiksową genezę. Jesteś pewien, że chcemy w ST jeszcze więcej komiksu? Mnie było dość tego co B&B napakowali...
Elaan
Użytkownik
#3734 - Wysłana: 1 Maj 2013 19:52:12
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Khan jest takim flagowym antagonistą ery Tosowej. Spina serial z filmami.

Racja.
Może warto więc pospekulować, który z TOS-owych "czarnych charakterów" mógłby pojawić się w XIII?
Może nowe wcielenie Gorna?

Q__:
Rzemieślnik, ale jego - mimo wszystko - odwaga pokazana w "jedenastce" biła na głowę totalny brak kreatywności B&B

No cóż, zobaczymy na ile ta odwaga dała o sobie znać w XII.

Q__:
chwałą musi się podzielić z - pragnącym rebootu - Roddenberrym, Fosterem i... Asimovem. To był cały dream team...

Dream team, zgoda. Równy podział chwały - jak najbardziej.
Ale to on koniec końców wcielał ich pomysły w życie i jako reżyser odpowiadał za ostateczny kształt filmu.
Kto wie jednak, jaki byłby TMP, gdyby zamiast Wise`a tym "czwartym do brydża" był ktoś mniej wybitny.

Q__:
A jesteś pewna, że by umiał?

Skądże. Raczej przeciwnie.
Ale, jak sam piszesz, być może zmiana współpracowników wyzwoli w nim jakiś ukryty potencjał. Zobaczymy.
Apted sam jest świetnym reżyserem, patrzy więc niejako z obu stron kamery i współpraca z nim może Abramsowi wyjść tylko na dobre.

Q__:
I tu pojawia się pytanie kto zabija kreatywność w Treku?

Niestety, po trochu wszyscy, których wymieniłeś: rzemieślnicy, liczykrupy z Paramountu i fani, którzy zapominają o słowach Nimoy`a:

"Canon is only important to certain people because they have to cling to their knowledge of the minutiae. Open your mind! Be a Star Trek fan and open your mind and say: 'Where does Star Trek want to take me now'?"
Q__
Moderator
#3735 - Wysłana: 2 Maj 2013 01:08:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Kto wie jednak, jaki byłby TMP, gdyby zamiast Wise`a tym "czwartym do brydża" był ktoś mniej wybitny.

Tu racja.

Elaan:
Apted sam jest świetnym reżyserem, patrzy więc niejako z obu stron kamery i współpraca z nim może Abramsowi wyjść tylko na dobre.

Szkoda zatem, że nic nam o tym nie wiadomo, by wziął się i za "trzynastkę"...*

* aczkolwiek kino rozrywkowe wychodziło mu tak sobie, jego Bond - "Świat to za mało" np. zarobił Złotą Malinę... (inna sprawa, że JJ za "Armageddon", a K&O za "Transformers 2: Revange of the Fallen" zostali nagrodzeni tym samym...)

Elaan:
Be a Star Trek fan and open your mind and say: 'Where does Star Trek want to take me now'?"

Zadedykujmy te słowa Picardowi tak głuchemu na - prawda, słabo wyeksponowane - głębsze treści "jedenastki". Pamiętajmy też o nich gdy będziemy oglądać "dwunastkę"...
Elaan
Użytkownik
#3736 - Wysłana: 2 Maj 2013 12:47:26
Odpowiedz 
Q__:
aczkolwiek kino rozrywkowe wychodziło mu tak sobie,

No, nie wiem.
"Park Gorkiego" i "Na rozkaz serca" oglądało mi się całkiem dobrze. "Blink" był słaby, ale i tak go lubię, ze względu na Madeleine Stowe.
"Enigma" to IMVHO pełna bzdur katastrofa, nie trawię tego filmu.
"Świat to za mało" to Bond na "trzy na szynach", nieco poniżej przeciętnej filmów z Brosnanem.
Za to cenię sobie "Córkę górnika" i "Goryle we mgle", ale to już inna kategoria kina.

Q__:
Zadedykujmy te słowa Picardowi

Oby wziął je sobie do serca - co daj Borg.

Q__:
Pamiętajmy też o nich gdy będziemy oglądać "dwunastkę"...

No cóż, to jeszcze nieprędko.
Q__
Moderator
#3737 - Wysłana: 2 Maj 2013 17:35:15
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Za to cenię sobie "Córkę górnika" i "Goryle we mgle", ale to już inna kategoria kina.

W sumie bym wolał, żeby Trek wrócił do tej kategorii. Może kiedyś...
Elaan
Użytkownik
#3738 - Wysłana: 2 Maj 2013 18:32:40
Odpowiedz 
Q__:
W sumie bym wolał, żeby Trek wrócił do tej kategorii. Może kiedyś...

Ja też.
Ale wiesz, co wtedy będzie?
Podniesie się spory chór oburzonych fanowskich głosów, że np. "Trek zatracił ducha akcji i przygody na rzecz wątpliwej jakości nudnych intelektualnych wypocin"... albo coś w tym stylu.
Q__
Moderator
#3739 - Wysłana: 2 Maj 2013 18:41:54
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Podniesie się spory chór oburzonych fanowskich głosów, że np. "Trek zatracił ducha akcji i przygody na rzecz wątpliwej jakości nudnych intelektualnych wypocin"... albo coś w tym stylu.

Przypomina się krytyka TMP i TNG przez starych fanów TOS... I dogódź tu fandomowi...
Elaan
Użytkownik
#3740 - Wysłana: 2 Maj 2013 18:49:35 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
I dogódź tu fandomowi...

Całemu naraz? To mission impossible.
Ale po latach to właśnie odrzucone przez fanów TMP okazuje się filmem najwartościowszym pod każdym względem: przesłania, gry aktorskiej, muzyki, efektów specjalnych.
Q__
Moderator
#3741 - Wysłana: 2 Maj 2013 19:19:06
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Ale po latach to właśnie odrzucone przez fanów TMP okazuje się filmem najwartościowszym pod każdym względem: przesłania, gry aktorskiej, muzyki, efektów specjalnych.

A drugim po nim bodaj fan favourite TWoK, by było zabawniej.
Q__
Moderator
#3742 - Wysłana: 6 Maj 2013 10:23:06 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pozwolę sobie skopiować na forum zapis dyskusji pod artykułem o pierwszych recenzjach "dwunastki" (Pierwsze krytyki pod adresem nowego Treka):
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1210

:: Q__ ::
Picard się ucieszy...



Re: :: Eviva ::
>Picard się ucieszy...

A co gorsza, będzie miał słuszność...



Re: :: Delta ::
>>Picard się ucieszy...
>
>A co gorsza, będzie miał słuszność...

1. A czego innego niż krytyki się spodziewaliście? W końcu film robiło przeklęte trio Abrams i O&K. (BTW cieszę się, że Abrams robi Gwiezdne Wojny (pamiętam jak się Starwarsowcom podobała "11"...). Jeśli istnieje jakaś sprawiedliwość, to je spieprzy jak ST. I dobrze.)

2. Film może rzeczywiście oberwać za proamerykańskie nastawienie do terroryzmu, jeśli takie ma (niesłusznie zresztą), bo na świecie panuje głupkowata moda na "anty USA". Natomiast na pewno oberwie za "zmęczenie materiału", czyli za to, że jest na jedno kopyto z innymi "dziełami" Abramsa. Co zresztą było do przewizenia już przy trailerach "11".

3. Film najprawdopodobniej nie zrobi klapy. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jest widowiskowy i naładowany akcją, więc przeżówacze popcornu na niego chętnie pójdą, bo im nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Po drugie, pójdą też te osoby, którym z jakiegoś powodu "11" się podobała, a tych było sporo. No i pójdą pewnie starzy fani ST choćby po to, by mieli potem na co narzekać. Klapę może zrobić za to "13" robiona przez tych samych ludzi i na to samo kopyto, jeśli "12" będzie taka sama jak film z 2009 roku. Zmęczenie materiału. Co zresztą też było do przewidzenia już przy trailerach jedenastki.

A tak poza tym to Abrams powinien się przerzucić na robienie trailerów. To mu wychodzi naprawdę doskonale. Robiąc filmy, zwłaszcza że byle jakie, marnuje się po prostu. Trailery do "12" są bardzo dobre. Mają klimat.

Swoją drogą, film może być odrobinę lepszy niż poprzedni, pod warunkiem, że scenariusz obejmuje coś więcej niż tekst w trailerach rozciągnięty na dwie godziny bezmyślnej i wewnętrznie sprzecznej akcji, jak to było w poprzednim filmie. Kluczem jest postać Harrisona. Jeśli nie będzie kolejnym tępym "złym", jakim był Nero (a na razie dobrze rokuje), to może bardzo dużo wnieść do filmu. Na tyle dużo, że nawet duecik O&K tego nie zdoła spartaczyć. Ale nawet jeśli tak będzie, to idę o zakład, że buraków będzie sterta. ;)

Errata.
jest: "przeżówacze popcornu", powinno być: "przeżuwacze popcornu".

Ot, drobna pomroczność jasna, ale nie syndrom filipiński. ;)



Re: :: Q__ ::
>>>A tak poza tym to Abrams powinien się przerzucić na robienie trailerów. To mu wychodzi naprawdę doskonale. Robiąc filmy, zwłaszcza że byle jakie, marnuje się po prostu. Trailery do "12" są bardzo dobre. Mają klimat.
>
>Swoją drogą, film może być odrobinę lepszy niż poprzedni, pod warunkiem, że scenariusz obejmuje coś więcej niż tekst w trailerach rozciągnięty na dwie godziny bezmyślnej i wewnętrznie sprzecznej akcji, jak to było w poprzednim filmie. Kluczem jest postać Harrisona. Jeśli nie będzie kolejnym tępym "złym", jakim był Nero (a na razie dobrze rokuje), to może bardzo dużo wnieść do filmu. Na tyle dużo, że nawet duecik O&K tego nie zdoła spartaczyć. Ale nawet jeśli tak będzie, to idę o zakład, że buraków będzie sterta. ;)

Tak, gdyby film miał jakość trailerów, to niezależnie od zaburaczenia byłby to bodaj trzeci-czwarty co do jakości film ST (TMP i TWoK raczej zdeklasować się nie da, ale już szóstka choć ogólnie b. dobra, jest - przez dodany wysilony humor - dość nierówna, poza tym nieco zbyt skrótowa, co daje "dwunastce" szansę, tym bardziej, że czwórka wręcz nie trzyma się kupy, a przecież należy do najlepszych kinowych Treków).
Ano zobaczymy na co stać tego J.J.'a. Chwilami mam (płonną?) nadzieję, że umiarkowane opinie krytyków mogą oznaczać coś dobrego właśnie, podobnie jak było w wypadku TMP, "Blade Runnera" czy SW EP IV, których krytycy też nie głaskali (co nie znaczy bym uważał "Into Darkness" za ten sam sort filmowy co tamte).

A Harrison... Jeśli chcesz wiedzieć o nim coś więcej przeczytaj dokładnie teksty zlinkowane w artykule, pod którym piszemy ;).



Re: :: Delta ::
Wiem, że to ma być Khan. I kompletnie niepotrzebnie. To nie musiał i nie powinien być Khan. W zupełności mógłby być to jakiś inny, nawet niech i będzie, że genetycznie modyfikowany, osobnik. Postać Khana jest niemal ikoniczna i przez to jest nie do podrobienia, bez względu na starania aktora i scenarzystów (tym bardziej tak słabych jak O&K). Zresztą, facet kompletnie nie pasuje do portretu psychologicznego Khana (no i oryginalny Khan mścił się na Kirku a nie na odwrót, co m. in. rzutowało właśnie na jego portret psychologiczny). W efekcie twórcy mogą niepotrzebnie popsuć obydwie postacie (i wizerunek starego Khana i jego nowe wcielenie). Khan miał manię wielkości (która zresztą go zgubiła), ale nie był psychopatą. A Harrison jest,jak dotąd, modelowym (i jest w tym świetny). A ci z kolei praktycznie nie popełniają błędów. Szkoda postaci, której Abrams zaszkodzi, byle tylko imieniem Khana przyciągnąć widownię.

Swoją drogą już choćby po tym widać, że Abrams&Co niczego się nie nauczyli oprócz wykorzystywania znanych tytułów/postaci do trzepania kasy na bezmyślnych, choć widowiskowych, filmach (BTW zdaje się, że pod tym względem koryto się J.J'owi urywa, bo jakiś czas temu narzekał, że filmy są za drogie i nagle cudownie dostał "obsesji na punkcie cięcia kosztów" i wspomnieć nawet raczył, że można zrobić super film za kilka mln baksów i gniota za kilkaset mln. Cóż, to częściowo tłumaczy, czemu najpierw odmówił kręcenia Star Wars, a potem jednak się zgodził. Szkoda tylko, że to do niego dotarło, ale wnioski z tego płynące, co do jego dalszej działalności, już najwyraźniej nie.). Jak dla mnie to on powinien zostawić Harrisona, właśnie jako Harrisona. Z niego mogłaby być niemal wzorcowa "kultowa" postać na miarę Khana, albo i lepsza (i widać przy tym, że aktor grający tę rolę ma ku temu duży potencjał). Ale widać J.J. potrzebuje Khana, co jest pierwszą złą wróżbą jeśli chodzi o fabułę filmu.

Kolejną rzeczą, która raczej nie będzie się trzymała kupy jest tekst Scotta (jaki pomyleniec wybrał go do tej roli? On powinien wylecieć z obsady razem z nowymi Chekovem i Kirkiem), że jak wulkan wybuchnie, to krypa nie wytrzyma temperatury. Już pomijając, że to bzdura, to powstaje wewnętrzna sprzeczność, bo Spocka to w głąb tego wulkanu mogli wysłać w skafanderku i jakoś nie dzieje się mu krzywda (kolejny burak przy tym, to gadka Chekova, że może by złapał Spocka transporterem, gdyby "miał go w linii wzroku"... ręce i macki opadają. i pomyśleć, że to jedna króciutka scena z dwugodzinnego filmu. Idą wykopki. ;)). Jeśli jest coś, czym się Scott powinien martwić, to wytrzymałością kadłuba na stres a nie temperaturą.

A na największego buraka póki co można chyba wytypować ten debilizm z wstrzyknięciem krwi Khana Kirkowi (jeśli to prawda). To zrówna ST poziomem z horrorami najniższego sortu, bo wątpię by znaleźli sensowne wyjaśnienie na coś takiego.

Poza tym takie spostrzeżenie ogólnej natury: w Hollywood mają obsesję na punkcie wielkości. Czemu zawsze okręt "złych" ma rozmiary monstrum? Najwyraźniej mają kompleksy jakieś. ;) Później tylko kłopot w poskładaniu na tyle sensownie scenariusza, by jego pokonanie choćby od biedy było wiarygodne. ST II pod tym względem był bardzo dobrze wyważony. A tu, wiadomo, liczy się ilość efektów specjalnych. Co też, niestety, raczej wskazuje na typowy dzisiejszy popcorn movie niż cokolwiek lepszego.

Aha, i jeszcze jedno. Kirk w tej scenie z Harrisonem, w której dostaje koordynaty jest mało wiarygodny. Bardzo dobrze zagrał tę kwestię, w której mówi: "we all making mistakes". Ale reszta, zwłaszcza to co mówi przed wypowiedzeniem przytoczonego zdania, jest fatalna. Tu akurat chyba wina warsztatu i cholernie to widać w zestawieniu z Cumberbatchem. Przy okazji, miło, że upiorny duecik pamiętał ilu ludzi miał Khan (a ponoć kanon to taka zła rzecz, nie pozwala rozwinąć skrzydeł itd...).

No i jeszcze jedna rzecz związana z samą postacią nowego Kirka, nie z aktorem. On nadal jest totalnie zielony jak szczypiorek na wiosnę. To jest kompletnie nierealistyczne. Raz, z powodu tego, że powinien nabrać jakiegokolwiek doświadczenia. Dwa, zwłaszcza w zestawieniu ze starym Kirkiem (i to w dowolnym punkcie jego kapitańskiej kariery a prawdopodobnie nawet i wcześniejszej) wychodzi to fatalnie. Cóż, wraz z "11" Flota zeszła na psy...

Ale tak poza tym, to film może być lepszy niż "11", choć pewnie będzie to odmóżdżacz. Trailery zachęcają. Za to kompletnie zniechęca do filmu świadomość, że to robota J.J'a i jego kumpli, którzy nie wyciągnęli żadnych wniosków albo niewystarczająco dużo wniosków.

I tak na koniec. Z aktora grającego Kirka byłby dobry materiał na Aprila (zawsze można by było też zrobić nawiązanie do ST: ENT i Bakulę obsadzić w roli starego Archera, za którym “April teczkę nosił”. Albo rzeczywiście postawić na Greenwooda tyle, że nie w roli Pike'a a jakiejś innej szychy). I jak już Abrams chciał rebootu TOS-a i to koniecznie z U.S.S. “Enterprise” w roli głównej (BTW mostek i jego oświetlenie to nadal tragedia...) i wybrał sobie Chrisa Pine'a, to właśnie tak powinien postąpić. Nowi aktorzy w większości nie pasują do swoich postaci, bo widzowie przywykli do starych. Fabuła dostosowywana do TOS'a z Kirkiem i spółką też na tym cierpi. Widać, że Abrams&Co boją się wprowadzenia jakichkolwiek własnych pomysłów poza naszkicowaniem samej fabuły. A że sam szkic to za mało, a wypełnienie go treścią bardzo szwankuje, to mamy to, co mamy. Także ja bym nie liczył na to postawienie ST XII w jednym szeregu z czołówką starych filmów (o TMP nie wspominając). Choć jak wypadnie jako całość na tle innych dopiero się okaże.
Q__
Moderator
#3743 - Wysłana: 6 Maj 2013 10:27:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
cd.

Re: :: Q__ ::
Ha! Sporo napisałeś i wielka szkoda, ze nie na forum, bo Kai okazjonalnie myśli o likwidacji commentów (wtedy i przeszłych, inaczej nie da rady) ze względu na spamboty, a ja go od okazji do okazji od tego odwodzę.

Co do Khana to też uważam, że to jest kiepski wybór. Choć z tego co rozumiem, to on MA jednak motyw. Sekcja 31 użyła jego i jego gromadki jako mięsa armatniego z całą bezwzględnością, a on szuka za to zemsty. To jeden. Dwa: UFP, jak wiemy, zakazuje w praktyce inżynierii genetycznej, a Khan-Harrison widzi jej plusy. Czyli dochodzi motywacja ideowa.
Przy czym owszem, szkoda, że to nie zostało rozpisane na nową postać.

Z krwią? Tak, straszny kicz, ale da się to od biedy podciągnąć nawet pod hard SF, vide "Pieśń krwi" Grega Beara. Czyli fan z kiczu nie-kicz zrobi.

Co do okrętu-monstrum spodziewam się cicho wątku temporalnego, bo podobniejsze toto do Sovka, niż do konstrukcji XXIII-wiecznych.

Co do obsady, to poza villainem podoba mi się tam w sumie tylko Urban (nawet Ty przyznasz, ze znakomity McCoy...). Saldana gra bardzo dobrze, ale jej Uhura przypomina oryginalną b. mało. Quinto? Po tym jak grał w niektórych scenach "Heroes" wiem, że mógłby być świetnym Spockiem, ale prowadzony tak, jak jest prowadzony, wypada b. mało spockowato. Pine? Nieco się wyrobił, ale to nadal pomyłka, Brian Gross, nowy Kirk ekipy Cawley'a bije go na głowę. Pegg? Może by i nie był zły, gdyby nie uparto się robić z niego tak nieszczęsnego comic reliefu (tak, tu widzę winę nie po stronie aktora, a reżysera i scenarzystów). Inna sprawa, że skoro w filmie i tak zagra Chris Doohan można nim było zastąpić zmarłego ojca (może i niepotrzebnie wdał się w projekt z "Continues" w nazwie, ale swojego starego przypomina idealnie). Odtwórca roli Sulu jest b. niewyrazisty, wolę Imaharę z w/w STC, wygląda prawie jak młody Takei. Yelchin jako Chekov? Kolejne nieporozumienie.

Co do braku śmiałych zmian natomiast, to sądzę, że to na poły strach przed fanami (reakcja na Treka '09 musiała dać Abramsowi i jego bandzie do myślenia), na poły zaś wpływ Roda Roddenberry'ego i purysty Cawley'a, o których zakulisowym wpływie na Abramsa zaczynają krążyć legendy. Zauważ, że "dwunastka" od strony metody b. przypomina NV. Kolejną odpowiedzialną za to osobą może być wspomniany Doohan młodszy, również gwiazda amerykańskiego fandomu (i również purysta). Pamiętajmy, że załatwił sobie cameo po raz drugi, czyli wpływ na wytwórnię ma. Tyle gdy mowa o kumplach J.J.'a (bo Rod, James i Chris to teraz jego kumple).

Co do wysokiego miejsca natomiast, to nie bazuję tu nawet na zaletach nadciągającego filmu (choć w tych klipach i trailerach gadają całkiem sporo, co stanowi część tradycji ST, a klimat nawet do Ciebie przemawia), bazuję raczej na słabości trójki, piątki i wszystkich filmów spod znaku TNG (GEN to czyste fanboystwo, FC piękna wizualnie popcornówka, INS najbardziej przypomina oryginał, ale ma kiepskie tempo i bywa naciągany, a o NEM nawet szkoda gadać), a nawet "jedenastki". Dajmy więc nawet na to, że Into Darkness nie wygra z filmami Meyera, a zostanie mu rywalizacja z FC i INS, to i tak daje mu spore szanse na trafienie do pierwszej szóstki.

ps. Aha, w ramach prywaty zapraszam Cię - zupełnie offtopicznie - do rzutu okiem na forum, do topicu "Ciemność w Star Trek". Wysnułem tam pewną fanowską teorię. Byłbym ciekaw jak ją znajdziesz.

I jeszcze drobna refleksyjka... Możesz spytać czemu R. R. tak polubił Abramsa? Otóż dlatego, że ten realizuje jedną z najbardziej - stanowczo bardziej niż np. AND - hołubionych idei Gene'a kręci filmy o młodym Kirku połączone z quasi-reBootem.
A Cawley i Doohan? Można oczywiście spłaszczyć rzecz do tego, że zostali przez J.J.'a ambicjonalnie dopieszczeni, ale uczciwie trzeba chyba powiedzieć, że to ich (a więc i fandomu, do którego liderów należą) dopieszczanie jest dokładną odwrotnością arogancji Bermana i Bragi. Jasne, że Abrams może to robić z pobudek wizerunkowych, ale robi. Tamci nie robili.
(Starczy zresztą poczytać zachodnie fora, by zobaczyć, że J.J. bywa nienawidzony, ale to jeszcze nic na tle tego co fani myśleli o Bradze, gdy to on robił Treka.)

I ostatnia sprawa: jako Niner doceń, że Abrams (a może Orci, Kurtzman lub Lindelof) sięgnął po wątek S 31. To bodaj najlepiej przyjęty pomysł z DS9. Był już w ENT, był w "Blood an Fire" Cawley'a, Pedrazy i Gerrolda, wręcz wylewał się z ekranu w niektórych odcinach HF, solidnie wpłynął na Firefly, teraz trafił do "dwunastki". Widać idea osobników mających teoretycznie te same cele co bohaterowie, którym kibicujemy, a przeciwstawne metody wybitnie pasuje do trekowego moralizatorstwa.

-------------------------------------------------- -------------

Cóż... Różnie nam się z Deltą układało, ale - po prostu - jest jedną z osób, które zawsze bym przywitał na forum z powrotem, z otwartymi ramionami. A posty? Uczcie się Newbies!
Q__
Moderator
#3744 - Wysłana: 9 Maj 2013 11:40:01 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kolejne recenzje "dwunastki" głównie pozytywne:
http://trekmovie.com/2013/05/08/star-trek-into-dar kness-reviews-remain-mostly-positive-rt-rating-86- fresh/

Z commentów pod wyłowilem m.in. ciekawą wypowiedź Orciego (który postrzega swój scenariusz jako fanfik):

"Thanks to you and your team for doing all that you’ve done; you guys have a tough job. Since I know the ending of this film already, I do hope you guys still go in a direction where you can create your own universe rather than trying to adhere to canon. I am a true hard core Trek fan, enough to create my own fan film and get it seen around the world, so for me to say, I want Star Trek but brand new stories that aren’t based on anything TOS is hard for me to say but I think it would be an incredible bold move and truly show an original story that could very well have Trek fans on the edge of their seats."

Oraz wiadomość, że Wikipedia streszcza całą fabułę filmu:
https://en.wikipedia.org/wiki/Star_Trek_Into_Darkn ess
Powiem jedno: są tam słabe punkty i (za) dużo akcji, ale całość wydaje się dość logicznie skonstruowana (co na duuży plus po latach rządów Bragi), acz w istocie wyzbyta głębszych treści (co na niemniejszy minus).
Q__
Moderator
#3745 - Wysłana: 16 Maj 2013 18:40:08
Odpowiedz 
Slovaak
Użytkownik
#3746 - Wysłana: 16 Maj 2013 23:05:01
Odpowiedz 
Nie wiem czy wolno tu coś innym pisać ale chcę się tak troszki podzielić wrażeniami króciutko ;) Osoby które nie oglądały niech nie czytają:

+usunięcie Kirka z fotela
+śmierć Kirka
+++Carol Marcus
+wypadający załoganci w warp
+klingon z kolczykami, nietypowo, oryginalnie

+/-nazistowskie mundury

-ponowny awans Kirka
-zmartwychwstanie Kirka
-magiczna krew
-pokonanie Khana jak pierwszego lepszego złego
-super statek
-sabotaż super statku
-całe wnętrze Enterprise a to miejsce z "molo", no od razu było wiadomo po co ;)
-zamach na dowództwo floty - LOL
-stary Spock - LOL2
-Kirk
Q__
Moderator
#3747 - Wysłana: 17 Maj 2013 00:45:37 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Slovaak

Slovaak:
-magiczna krew

Iiitam. Pomysł jak najbardziej hard SF:

"Otworzył drzwi i wyjął stojak z naczyniami pełnymi kultur bakteryjnych.
W każdym z naczyń bakterie stworzyły nietypowe kolonie, plamy zieleni i pomarańczowe, przypominające lotnicze mapy miast: Waszyngtonu lub Paryża. Z jąder kolonii wybiegały linie, dzielące je na sekcje, różniące się budową i - jak sądził - funkcjami. Ponieważ każda bakteria w kulturze miała potencjał intelektualny myszy, nie było niemożliwe, że stworzyły proste społeczności, w których powstał podział funkcji. Ostatnio nie poświęcał im większej uwagi, tak bardzo zajęty komórkami limfocytów B.
Były jego dziećmi. Wszystkie. A dzieci te okazały się wyjątkowymi.
Włączając palnik, biorąc naczynie w długie szczypce i niszcząc po kolei kultury E. coli nad płonącym gazem, czuł przypływ winy i mdłości.
Wrócił do laboratorium i wrzucił naczynia do sterylizatora. Dotarł do kresu. Nie mógł poświęcić nic więcej. Nienawidził Harrisona nienawiścią silniejszą od wszystkich uczuć, jakie do tej pory żywił w stosunku do innej istoty ludzkiej. Do oczu napłynęły mu łzy wściekłości.
Otworzył laboratoryjną zamrażarkę. Wyjął z niej butelkę z mieszadłem i białą plastikową tackę ze stojącymi na niej dwudziestoma dwoma probówkami. Butelka wypełniona była słomkowożółtym płynem - limfocytami w surowicy. Vergil sam skonstruował mieszadło, lepiej mieszające roztwór i uszkadzające mniej komórek - oś z kilkoma skręconymi w część spirali „skrzydłami”. Probówki wypełniał roztwór soli fizjologicznej i specjalna, skoncentrowana odżywka, podtrzymująca życie komórek obserwowanych pod mikroskopem.
Pobrał trochę płynu z butelki i ostrożnie wpuścił po kilka kropel do czterech probówek. Odstawił butelkę i mieszadło znów zaczęło się obracać.
Po podgrzaniu do temperatury pokojowej - ten proces przyspieszał zazwyczaj małym wentylatorkiem, łagodnie dmuchającym ciepłym powietrzem na tackę - zawarte w probówkach limfocyty uaktywniały się i zaczynały rozwijać, uwolnione od ujarzmiającego je chłodu. Teraz mogą się uczyć, dodawać nowe segmenty do wybranych odcinków DNA. A później, w normalnym procesie rozwoju komórki, nowe DNA zostanie przepisane na RNA, RNA posłuży jako matryca do produkcji aminokwasów, aminokwasy przekształcą się w białka...
Białka zaś staną się być może czymś więcej niż tylko jednostkami struktury komórek - inne komórki będą mogły je „czytać”. Albo samo RNA zostanie przez nie wyodrębnione i wchłonięte. Lub też - to trzecie wyjście stało się możliwe w chwili, gdy Vergil włączył fragmenty bakteryjnego DNA w chromosomy ssaków - same segmenty DNA zostaną usunięte i przekazane dalej.
Ilekroć o tym pomyślał, dostawał zawrotu głowy. Ileż możliwości będą miały komórki, by móc się ze sobą porozumieć i rozwijać swój intelekt?
Pomysł inteligentnej komórki ciągle wydawał mu się dziwny i cudowny - tym razem Vergil wstał i zamarł w bezruchu, gapiąc się w ścianę, aż wreszcie wróciła mu świadomość i mógł kontynuować pracę.
Przyciągnął mikroskop i włożył jego pipetę do jednej z probówek. Wysterowany instrument pobrał automatycznie zaprogramowaną ilość płynu, który Ulam wpuścił do łezki wyszlifowanej na szkiełku podstawowym.
Od początku wiedział, że jego pomysły nie są nierealne i nieużyteczne. Trzy pierwsze miesiące pracy w Genetronie, podczas których pomagał w stworzeniu krzemowo-białkowego interfejsu dla biochipów, przekonały go, że twórcy programu BM pominęli coś oczywistego i bardzo interesującego. Bo niby czemu ograniczać się do krzemu, białek i biochipów wielkości setnej części milimetra, gdy w każdej niemal żywej komórce istnieje funkcjonujący komputer o potężnej pamięci. Komórka ssaka zawiera łańcuch DNA składający się z wielu miliardów podstawowych par, z których każda działa jako fragment informacji. Czym jest w istocie rozmnażanie, jeśli nie skomputeryzowanym procesem biologicznym, bardzo skomplikowanym, lecz wysoce niezawodnym?
Genetron jeszcze do tego nie doszedł, a Vergil już dawno zdecydował, że wcale o tym nie marzy. Popracuje, dowiedzie swego tworząc miliardy działających komputerów komórkowych, opuści Genetron i założy własną firmę.
Po półtorarocznych przygotowaniach i studiach zaczął nocami pracować na maszynie genetycznej. Używając klawiszy komputera syntetyzował ciągi zasad tworzących kodony, z których każdy był podstawą prostej logiki DNA-RNA-białka.
Pierwsze ciągi biologiczne wszczepił jako okrągłe plazmidy w bakterie E. coli, które przyjęły je i włączyły w swe DNA. Następnie bakterie rozmnożyły i uwolniły plazmidy, przekazując biologikę innym komórkom. W kluczowej fazie swej pracy Vergil użył wirusowej odwrotnej transkryptazy zamykając pętlę sprzężenia zwrotnego między DNA i RNA. Nawet pierwotne, najprostsze bakterie wyposażone w biologikę używały rybosomów jako „dekoderów” i „czytników”, a RNA jako nośnika informacji. Dzięki pętli sprzężenia zwrotnego komórki stworzyły własną pamięć wraz ze zdolnością działania w oparciu o informacje czerpane z otoczenia.
Prawdziwa bomba wybuchła, gdy testował przekształcone mikroby. Zdolności obliczeniowe nawet bakteryjnego DNA wielokrotnie przewyższały możliwości ludzkiej elektroniki. Wystarczyło tylko wykorzystać istniejący potencjał. Wystarczyło jedno pchnięcie we właściwym kierunku!
Kilkakrotnie Vergil doznawał dziwnego uczucia, że jego praca przebiega zdecydowanie za łatwo, że jest mniej twórcą, bardziej sługą... Molekuły wydawały się same z siebie zajmować właściwe miejsca, a jeśli już coś się nie udawało, błąd był zawsze tak oczywisty, tak łatwy do naprawienia...
Najdziwniejszego uczucia doznał, gdy zorientował się, że tworzy coś więcej niż małe komputery. W momencie, w którym uruchomił proces, wprowadzając sekwencje genetyczne mogące składać i mnożyć wyposażone w biologikę segmenty DNA, komórki zaczęły funkcjonować jako jednostki autonomiczne. Zaczęły „myśleć” za siebie i tworzyć coraz bardziej skomplikowane „mózgi”.
Pierwsze mutanty E. coli miały zdolności intelektualne wypławka. Vergil uczył je poruszania się po prostych labiryntach w kształcie litery T, dając im w nagrodę cukier. Szybko jednak przewyższyły wypławka. Bakterie, proste prokarionty, robiły to lepiej niż wielokomórkowe eukarionty! W ciągu miesiąca pokonywały już bardziej skomplikowane labirynty w tempie - jeśli uwzględniło się skalę - porównywalnym z tempem myszy.
Usunąwszy najdoskonalsze sekwencje biologiki z E. coli Ulam włączył je w limfocyty B, białe krwinki pobrane ze swej własnej krwi. Łańcuchy intronów - samopowielających sekwencji bazowych par, najwyraźniej nie kodujących białek, lecz mimo to stanowiących wielką część komórkowego DNA u eukariontów - zastąpił swymi specjalnymi łańcuchami. Używając syntetycznych białek i hormonów jako środków komunikowania, przez ostatnie kilka tygodni Vergil uczył limfocyty jak najściślejszej współpracy ze sobą i ze środowiskiem - bardzo skomplikowanymi szklanymi labiryntami. Rezultaty o niebo przewyższyły jego oczekiwania. Z nieprawdopodobną szybkością limfocyty nauczyły się przechodzić labirynt, by otrzymać nagrodę w postaci odżywki.
Odczekał, aż probówki zostały wystarczająco podgrzane, by się uaktywnić, podłączył mikroskop do aparatury video i włączył pierwszy z czterech monitorów, stojących na półce nad laboratoryjnym stołem. Widział na nim bardzo dokładnie mniej więcej okrągłe limfocyty, w które zainwestował dwa lata życia. Pracowicie przekazywały materiał genetyczny przez długie rurki wyglądające jak słomki, przypominające bakteryjne pili. Niektóre z cech charakterystycznych dla E. coli zachowały się u limfocytów, nie miał pojęcia, jak. Dorosłe limfocyty nie rozmnażały się same, lecz włączały w prawdziwą orgię wymiany genetycznej. Każdy z nich, każdy z limfocytów zawartych w probówce, którą obserwował, miał potencjalne zdolności intelektualne małpy rezusa. Wprawdzie prostota ich działań wcale o tym nie świadczyła, ale w końcu żyło się im bardzo łatwo.
Rozmawiał z nimi skomplikowanym językiem chemicznego treningu, uczył je i rozwijał - aż do końca. Ich krótkie życie dobiegło kresu. Rozkazano mu je zabić. Nic trudnego. Mógł dodać do zbiorników detergentu i rozpuścić ich błonę komórkową. Zostałyby poświęcone ku chwale grupki ostrożnych, krótkowzrocznych i niewątpliwie głupich jak but biurokratów.
Oddychając chrapliwie Vergil patrzył na zajęte swymi sprawami limfocyty.
Były piękne. Były dziećmi zrodzonymi z jego krwi, wychowanymi tak troskliwie, tak troskliwie udoskonalonymi, a on sam, osobiście, wstrzyknął materiał biologiki co najmniej tysiącowi z nich. Pracowicie zmieniały teraz wszystkich swych towarzyszy, którzy zmieniali swych towarzyszy i tak dalej, i tak dalej...
Jak szympansica Washoe, ucząca swe dzieci amerykańskiego języka migowego, przekazywały z pokolenia na pokolenie pochodnię możliwej inteligencji. Jak dowie się, czy będą kiedyś mogły użyć tego potencjału?
Pasteur.
- Pasteur - powiedział głośno. - Jenner.
Uważnie przygotował strzykawkę. Ściągając brwi przebił bawełnianą zatyczkę zamykającą pierwszą probówkę i zanurzył igłę w roztworze. Wyciągnął tłoczek. Pięć, dziesięć, piętnaście centymetrów jasnego płynu wypełniło strzykawkę.
Vergil trzymał ją przed oczami przez kilka minut, wiedząc, że postępuje pochopnie. Do tej pory, pomyślał zwracając się do istot, które stworzył, żyłyście bardzo, bardzo łatwo. Może nawet zbyt łatwo? Siedziałyście w roztworze, popierdując wokół i mając w obfitości wszystkie hormony, których potrzebowałyście. Nie musiałyście nawet pracować na życie. Żadnych trudnych prób, żadnych testów. Nie musiałyście używać tego, czym was obdarzyłem.
Więc co ma zamiar zrobić? Włączyć je w ich naturalne środowisko? Wstrzykując limfocyty w swój krwiobieg mógł nie tylko przeszmuglować je z laboratoriów Genetronu, lecz także odzyskać później w ilości wystarczającej, by wznowić eksperymenty."


Greg Bear*, "Pieśń krwi"


* m.in. autor trekowej "Corony" zresztą


U Beara, jak widzimy, idzie to w kierunku rozumnych krwinek, na nasze potrzeby wystarczą działające jak nanoroboty pełniące w organizmie funkcje naprawcze. (Nawiasem mówiąc zwracam uwagę na pojawienie się w "Pieśni..." nazwiska Harrison.)
Q__
Moderator
#3748 - Wysłana: 22 Maj 2013 02:11:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jeszcze a'propos...
Toudi:
potrafił zmodyfikować transporter do Transwarpu

W "dwunastce" zgrzyta mi jeszcze bardziej ten nowy wynalazek, to dziwo wymyślone przez starego Scotty'ego na przełomie XXIV i XXV wieku i przywiezione - jako know how - przez starego Spocka w czasy nowoliniowego Kirka, to prawie jauntowanie foyle'owe, ten Transport Transwarp.
Skoro - jako świadczy kanon - da się przerzucić człeka z Ziemi na klingoński glob stołeczny w sekundy, to ciut rozwinąć wątek logicznie i... żegnaj Treku (witaj "Hyperionie"* czy inne "Dziś wybieramy twarze"**)

* Dana Simmonsa oczywiście:

"Mój dom ma trzydzieści osiem pokoi na trzydziestu sześciu planetach. Żadnych drzwi: łukowo sklepione przejścia są jednocześnie portalami transmiterów. Niektóre przesłaniają mleczne zasłony, inne są otwarte dla każdego. Każdy pokój ma wielkie okna, a w co najmniej dwóch ścianach znajdują się portale. Siedząc w wielkiej jadalni na Renesansie, widzę brązowozłociste niebo i grynszpanowe wieżyce twierdzy wzniesionej na skałach poniżej wulkanicznego szczytu, na którym jestem. Wystarczy jednak, bym zwrócił głowę w lewo, ku wejściu do najbliższego transmitera, a moim oczom ukaże się wyłożona białym dywanem podłoga pokoju gościnnego na Nigdy Więcej, za nią zaś spienione fale Morza Edgara Allana, rozbijające się z hukiem na pionowych ścianach Przylądka Prospera. Z biblioteki roztacza się panorama lodowców i zielonego nieba Nordholmu, ale uczyniwszy zaledwie dziesięć kroków, mogę zejść do zacisznego gabinetu na szczycie wieży w Karakorum, skąd często podziwiam skaliste zbocza i poszarpane wierzchołki wznoszące się w odległości dwóch tysięcy kilometrów od najbliższej ludzkiej siedziby w Republice Jamnu na Denebie Drei.
Obszerna sypialnia, którą dzielę z Helendą, kołysze się łagodnie na konarach trzystumetrowego Światodrzewa na zamieszkanej przez templariuszy Bożej Kniei i ma bezpośrednie połączenie z solarium usytuowanym na Hebronie, na jednej z jego słonych równin. Rzecz jasna, nie otaczamy się wyłącznie głuszą; jeden ze średnich pokojów sąsiaduje z lądowiskiem śmigaczy na 138. piętrze jednej z wieżyc na Pierwszej Tau Ceti, nasze patio zaś jest położone na tarasie w najstarszej, niezwykle rojnej i gwarnej części Nowej Jerozolimy. Architekt - uczeń legendarnego Miliona DeHaVre - zawarł w projekcie kilka żarcików: schody prowadzące w dół na szczyt wieży, bezpośrednie połączenie jej z pokojem rekreacyjnym na jednym z najniższych poziomów Kopca na Lususie, a przede wszystkim przeznaczona dla gości łazienka z miską klozetową, bidetem, umywalką i kabiną prysznicową zainstalowanymi na pozbawionej wszelkich ścian tratwie, dryfującej po fioletowych wodach Mare Infinitum.
Początkowo trochę przeszkadzały mi nagłe zmiany ciążenia przy przechodzeniu z pokoju do pokoju, ale szybko przyzwyczaiłem się do tego, odruchowo napinając mięśnie przed wkroczeniem na Lususa, Hebron i Sol Draconis Septem, gdzie przekraczająca ziemski standard grawitacja była dwu- a nawet trzykrotnie większa niż na pozostałych planetach."


** Rogera Zelazny'ego

Na pociechę mogę jednak dodać, że już przy okazji omawiana polskiego wydania "Log One" recenzent "Nowej Fantastyki" strasznie się dziwował nielogiczności Treka, w którym Transporter nie wyrugował tradycyjnej kosmolocji, więc zapewne możemy spać spokojnie.
Jo_anka
Użytkownik
#3749 - Wysłana: 22 Maj 2013 14:14:54 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Artykuł o fenomenie ST na łamach... "Polityki":
http://www.polityka.pl/flexi/article/2908,1543044. html

KULTURA
Wędrówka po Wszechświecie

Ostatniego dnia maja na ekrany naszych kin trafi „W ciemność. Star Trek”, dwunasty film o kosmicznej wyprawie załogi statku USS Enterprise. Kolejna odsłona jednego z największych fenomenów współczesnej popkultury.


Katarzyna Czajka

Sześć seriali telewizyjnych, w tym jeden animowany, setki książek i komiksów, gry komputerowe i 11 pełnometrażowych filmów. Mało jest we współczesnej popkulturze projektów, które mogłyby dorównać popularnością „Star Trekowi”. Świadczą też o tym tzw. trekkies, jak określa się zagorzałych miłośników serii. Fani nie tylko organizują spotkania, ale także wydają czasopisma poświęcone bohaterom „Star Treka”. Szczytem fanowskiego obłędu było dopracowanie wspomnianego jedynie śladowo w serialu języka kilingońskiego, który wciąż się rozwija. Powstają strony internetowe, naukowe opracowania i słowniki, nie mówiąc już o przetłumaczeniu na ten język m.in. „Hamleta”.
Jak się łatwo domyślić, amerykański wahadłowiec kosmiczny nieprzypadkowo nosił nazwę USS Enterprise, tak jak serialowy statek kosmiczny. Wspomnieć jeszcze można parodie serialu, rozmaite nawiązania do postaci, aż po charakterystyczne pozdrowienie, które kojarzą nawet ci, którzy nigdy nie oglądali kosmicznych przygód. Krótko mówiąc, wielki kosmiczny sukces. Tymczasem historia jednego z największych fenomenów kultury popularnej rozpoczęła się od klęski.

Tam, gdzie nie dotarł człowiek
Gene Roddenberry, twórca serialu, reklamował nową fabułę szefom stacji NBC jako połączenie westernu, powieści marynistycznej i podróży Guliwera. Wszystko to w nowym wspaniałym świecie, gdzie ludzkość – po zwycięstwie nad biedą, chorobami, nietolerancją i po odrzuceniu konfliktów zbrojnych – pokojowo odkrywa kosmos wraz z innymi inteligentnymi rasami zamieszkującymi galaktykę. W centrum opowieści znajdowała się załoga statku badawczego odbywającego gwiezdną wędrówkę.
NBC dało nowatorskiej produkcji zielone światło. Jednak pierwszy nakręcony odcinek serialu nie spodobał się szefom studia. Za mało było w nim akcji i przemocy, za dużo rozważań nad naturą człowieka i znaczeniem wolności. Nikt też nie strzelał do kosmitów, wręcz przeciwnie – okazywało się, że można się z nimi porozumieć. Nie spodobał się też główny bohater, dzielny, ale już nieco zmęczony dowodzeniem statkiem kapitan Chistopher Pike. Studio miało też zastrzeżenia wobec faktu, że pierwszego oficera na Enterprise grała kobieta.
Roddenberry szybko przygotował nowy odcinek pod tytułem, który stał się potem mottem całej serii – „Where No Man Goes Before”. Enterprise dostało nowego dowódcę – młodego i przystojnego kapitana Jamesa Tiberiusa Kirka, na pierwszy plan wysunięto Spocka, oficera naukowego, przedstawiciela wyrzekającej się emocji rasy Vulkan. Jako element komediowy dodano nieco zgorzkniałego medyka Leonarda McCoya. Z mostka zniknęła pierwsza oficer, a jej miejsce zajęła czarnoskóra specjalistka od łączności Uchura. Tym razem odcinek spodobał się wytwórni i produkcja serialu ruszyła pełną parą.
„Star Trek” przełamywał stereotypy. Wśród załogi Enterprise znajdowała się nie tylko czarnoskóra kobieta w randze oficera, ale także Amerykanin japońskiego pochodzenia. Choć postaciom tym poświęcano niewiele czasu, to sam fakt ich obecności w serialu uznawano za przełom w myśleniu o rasowym zróżnicowaniu obsady. „Star Trek” jest pierwszym w historii serialem telewizyjnym, w którym widzowie mogli zobaczyć, jak biały mężczyzna całuje czarną kobietę. Co prawda bohaterowie zostali do tego zmuszeni przez kosmitów, niemniej bariera została przełamana.
Z kolei nawigacją zajmował się młody Rosjanin, co w czasach zimnej wojny mogło budzić zaskoczenie, ale wynikało z antywojennego przesłania projektu. Główną zasadą Zjednoczonej Federacji Planet było nieangażowanie się w konflikty wojenne. Misją statku było bowiem pokojowe poznawanie Wszechświata, wiara w to, że ludzkość jest w stanie uczyć się na błędach z przeszłości i podążać ku lepszej, oświeconej przyszłości.

Romantyczni odkrywcy
Jednocześnie serial nawiązywał do romantycznej wizji odkrywców nowych lądów. Bohaterowie realizowali jedno z marzeń ludzkości o odkrywaniu czegoś nowego, nieznanego i prawie na pewno niebezpiecznego. Żeglowanie po morzu i w przestrzeni kosmicznej są do siebie podobne. Pomysł na niewielką, dobrze opisaną i zagraną grupę bohaterów był największym plusem „Star Treka”, co możemy ocenić także dzisiaj, oglądając pierwsze odcinki serii.
Nie sposób jednak nie dostrzec, że sam format był typowym wytworem lat 60. XX w. W każdym 45-minutowym odcinku dzielny kapitan Kirk bez problemu rozwiązywał wszystkie konflikty, godził zwaśnione strony i ratował planetę. Co więcej, wizja odległych cywilizacji nie była szczególnie oryginalna – na swojej drodze bohaterowie znajdowali całe planety, dziwnie przypominające Chicago z lat 30. czy starożytną Grecję.
Zaskakujące, że język nigdy nie stanowił szczególnego problemu, bo zawsze się okazywało, że można spokojnie porozmawiać po angielsku. Do tego, z dzisiejszego punktu widzenia, z roku na rok bardziej widać, że choć serial był jak na ówczesne czasy postępowy, kobiety wciąż odgrywały w nim rolę drugorzędną i raczej dekoracyjną. Początkowo Roddenberry chciał całą załogę ubrać w jednakowe charakterystyczne stroje, jednak ostatecznie kobiety na statku przechadzały się w kusych spódniczkach. Także podejście do kwestii rasowych wydaje się nieco bardziej skomplikowane. Wprawdzie nikt nie dyskryminował w serialu ludzi, ale Spock co chwila musiał wysłuchiwać złośliwych uwag pod adresem swoich charakterystycznych spiczastych uszu.
Zaskakujące, że język nigdy nie stanowił szczególnego problemu, bo zawsze się okazywało, że można spokojnie porozmawiać po angielsku. Do tego, z dzisiejszego punktu widzenia, z roku na rok bardziej widać, że choć serial był jak na ówczesne czasy postępowy, kobiety wciąż odgrywały w nim rolę drugorzędną i raczej dekoracyjną. Początkowo Roddenberry chciał całą załogę ubrać
w jednakowe charakterystyczne stroje, jednak ostatecznie kobiety na statku przechadzały się w kusych spódniczkach. Także podejście do kwestii rasowych wydaje się nieco bardziej skomplikowane. Wprawdzie nikt nie dyskryminował w serialu ludzi, ale Spock co chwila musiał wysłuchiwać złośliwych uwag pod adresem swoich charakterystycznych spiczastych uszu.
Nie ma także zgody co do prawdopodobieństwa futurystycznej techniki przedstawionej w serialu. Całkiem spora grupa naukowców twierdzi, że serial przewidział pojawienie się takich wynalazków, jak telefony komórkowe, tablety czy Google Earth. Nad fizyką podróży świetlnych, przedstawionych w serialu, pochylali się najwięksi współcześni naukowcy, zastanawiając się, czy istotnie są one możliwe. Z drugiej strony wygląd statków, teleportacja czy podróże w czasie budzą pewne zastrzeżenia sceptyków.

Widzowie ratują załogę
Pogłębione badania nad światem serialu to jednak współczesny punkt widzenia. W czasie swojej pierwszej emisji serial okazał się klapą. Był 54 programem spośród 72 nadawanych wówczas przez stację. NBC chciała go więc zdjąć z anteny już po dwóch sezonach. Wtedy po raz pierwszy odezwali się fani produkcji. Po tym jak studio zostało zalane falą listów z prośbą o przedłużenie produkcji, zdecydowano się przystać na żądania widzów. Niestety, znacznie ograniczono budżet oraz przesunięto „Star Treka” na porę najgorszej oglądalności.
Rozgoryczony Roddenberry zrezygnował ze stanowiska producenta.
Po kolejnym nieudanym sezonie stacja ostatecznie zdecydowała się zdjąć program z anteny, jako mało popularny i za drogi. Decyzja o zakończeniu produkcji zazwyczaj kończy żywot programu. Ale w przypadku „Star Treka” stało się inaczej. Producenci, którzy stracili na niedochodowym serialu, postanowili odsprzedać prawa do jego emisji. Dzięki temu „Star Trek” mógł pojawić się w powtórkach nie tylko w Stanach, ale i w 60 innych krajach. I ku zaskoczeniu wszystkich, a rozpaczy NBC, stał się prawdziwym przedmiotem popkulturalnego kultu.
Pod koniec lat 70. ubiegłego wieku atmosfera wokół filmów science fiction się zmieniła. Komercyjny sukces „Gwiezdnych wojen” czy „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” sprawił, że sceptycznie nastawione do odnowienia serialu studio filmowe zmiękło. W 1979 r. na ekrany wszedł pierwszy film pełnometrażowy opowiadający o załodze USS Enterprise. Producenci mieli nadzieję na spory zysk. Film nie był porażką, ale nie wszyscy recenzenci się nim zachwycali i przyniósł zdecydowanie mniejsze zyski, niż się spodziewano. Zadecydowały o tym gorsze niż w przypadku „Gwiezdnych wojen” efekty specjalne, a także nieco zbyt skomplikowana, jak na gusta publiczności, fabuła.
Jednak nawet umiarkowany sukces filmu sprawił, że świat z serialu ożył. W następnych latach wyprodukowano kolejne, przynoszące coraz mniejsze zyski, filmy pełnometrażowe, aż w końcu w 1987 r. „Star Trek” powrócił do telewizji.

Sto lat później
Serial „Star Trek: The Next Generation”, choć opowiadał o zupełnie innej załodze (rozgrywał się sto lat po wydarzeniach z oryginalnego serialu), kontynuował tradycje pierwszych serii. Podobnie kolejne telewizyjne produkcje, rozgrywające się zarówno wiele lat po, jak i przed wydarzeniami opisanymi w pierwszym „Star Treku”. W nowych odcinkach zawsze pojawiały się problemy praw człowieka – zwłaszcza uchodźców czy terroryzmu. Zmieniło się także podejście do kobiet – w kolejnych serialach dawano im coraz większą rolę, aż w końcu w wyprodukowanym pod koniec lat 90. serialu „Star Trek: Voyager” kobieta pełniła funkcję kapitana statku. Serial dużo mówi o przemianach obyczajowych amerykańskiego społeczeństwa w drugiej połowie XX w. 
Najnowszy film z serii zapowiada się na pełne akcji i przemocy widowisko, choć o samej fabule wiadomo niewiele. Reżyser J.J. Abrams znany jest z tego, że pilnuje, by widzowie wiedzieli przed premierą jak najmniej o filmie. Fani miesiącami zgadywali, do jakich wątków, znanych z oryginalnej serii, naw
Jo_anka
Użytkownik
#3750 - Wysłana: 22 Maj 2013 14:16:48 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
- iąże scenariusz. Szczególne emocje wzbudzał zwłaszcza obsadzony w roli filmowego złoczyńcy Benedict Cumberbatch (niedawno dał się poznać jako Sherlock Holmes), któremu przez długie miesiące nie pozwolono ujawnić nawet imienia bohatera, którego miał grać. Ostatecznie niedługo przed premierą okazało się, że wystąpi on w roli Johna Harrisa, terrorysty, z którym załoga Enterprise będzie musiała wejść w niespodziewany sojusz. Wszystko zapewne dobrze się skończy, choć – jak można przeczytać w materiałach prasowych przesłanych przez UIP, polskiego dystrybutora filmu – „Jednostka kosmiczna Enterprise zostaje wciągnięta w wir zawrotnej gry na śmierć i życie z nieposkromionymi siłami zniszczenia”, zatem „będzie to test dla siły przyjaźni, miłości i poświęcenia”.
Krytycy, którzy mieli już okazję widzieć film, twierdzą, że J.J. Abrams zafundował widzom idealne połączenie humoru, akcji i efektów specjalnych. Co prawda niektórzy wierni fani kręcą nosem, że w nowym „Star Treku” jest trochę za mało kosmicznej wędrówki, ale nawet oni przyznają, że film jest zgodny z duchem oryginalnego serialu. Możemy się zatem spodziewać, że kiedyś jeszcze zobaczymy dalsze przygody załogi USS Enterprise.
 Strona:  ««  1  2  3  ...  123  124  125  126  127  128  129  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek XI / ST XI - Pierwsze wrażenia, opinie, itp

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!