USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Wiadomości na temat ST XI
 Strona:  ««  1  2  ...  20  21  22  23  24  ...  45  46  »» 
Autor Wiadomość
Eviva
Użytkownik
#631 - Wysłana: 9 Kwi 2009 19:41:40
Slovaak

Ogólnie się zgadzam, ale protestuję przeciw określeniu "durny ENT". Nie był taki durny i bardziej mi się podobał niż TNG.
Slovaak
Użytkownik
#632 - Wysłana: 9 Kwi 2009 20:13:56
Tak, też tak uważam.

Napisałem tak ponieważ nie uważają tak wszyscy a to paradoks że o tak ważnym problemie poruszono akurat w tak przez wielu uważanym za zły serialu.
Picard
Użytkownik
#633 - Wysłana: 10 Kwi 2009 01:09:27 - Edytowany przez: Picard
Slovaak

A skąd wiesz czy Uchura nie jest rasistką i mówiąc o zwierzętach miała na myśli obcych?

Bo określała Kirka mianem chłopaka z farmy - nazywała go też dickiem, czego ze zwykłej grzeczności nie przetłumaczę - a na farmach właśnie żyją zwierzątka. Musze jednak powiedzieć, że po raz kolejny jestem pod wrażeniem twojej wyobraźni - jak wybrnąłeś z zarzutu o prostactwo, zarzucane nowemu filmowi poprzez wymyślenie uzasadnienia, które nie wynikało wprost z tej sceny. Nie sądzę jednak by twórcy tego ,,dzieła" mieli równie wielką wyobraźnie jak Ty...

Uparłem sie bo zwiastuny oraz przecieki to tylko kropla w morzu.

Przesadzasz, to co teraz wiemy o filmie nie jest jeszcze całym oceanem, ale już znamy pewien obszar tego akwentu wodnego i nie zachęca on do zanurzenia się w nim. Są już przecież zarówno konkretne fragmenty filmu, jak i recenzje ludzi, którzy widzieli całość - i na tym właśnie się opieram w głównej mierze w chwili obecnej.

Masz coś do tej istoty? Wreszcie coś oryginalnego się pojawia. Ostatnich takich obcych pamiętam sprzed wieluu lat, Breen

Poza tym, że przypomina swoją kiczowatością Szatańskiego robota z Przygód kapitana protona? Nic. A Breen mogli wyglądać głupio ale była to cała rasa ciekawych i groźnych istot, a nie jakiś kiczowaty Robocop na fruwającym motorku.

Pościg, cóż, jechał zaledwie 70-80 km/h, kurcze toż wczoraj przeczytałem że jakiś 14 latek w Polsce z mamą jechał 170 km/h. Więc rzeczywiście w filmie SF to jest zbyt naciąganie i nieprawdopodobne.

Po prostu głupie i tyle. Tak jakby w przyszłości nie było szybszych metod podróżowania niż samochody. No i ile pościgów samochodowych widziałeś dotąd z Star Trek? Komu są one tam potrzebne?

A z jakiego powodu młodzi ludzie się buntują? Przebywałeś z Kirkiem przez całe jego dzieciństwo czy po prostu nie znalazłeś powodu w 2 minutowym skrócie jego życia?

To, że pseudo-Kirk jest buntownikiem bez powodu to stwierdził nawet odtwórca tej roli więc nie jest to moja spekulacja. Dwa: postać zbuntowanego nastolatka to zwyczajnie wytarty i nużący schemat skierowany pod konkretną publiczkę. Naprawdę nie dało się wymyślić czegoś lepszego, bardziej oryginalnego?

A nasz drogi Jean-Luc Picard jak stracił serce co mu musieli wszczepić sztuczne?
Burdę w barze widziałem też z udziałem Scotiego i Czekowa w TOS, w tej samej burdzie uczestniczył też Bashir i Obrajan.


Wszyscy walczyli w innych okolicznościach niż pseudo-Kirk i wszyscy oni niezależnie od tego ponieśli konsekwencje swego postępowania. Największe Picard, którego owa burda kosztowała serce - przyznasz, że to dobra lekcja i niezły morał dla młodzieży, że nie warto wdawać się w bójki. Ale nie dotyczy to filmu Abramsa, który musi być przecież cool i dlatego jakimś nudnym dydaktyzmem nie będzie się przecież zajmował...

A ty żeś się przyczepił do tej akurat. :/

Patrz wyżej.

Czy nadmiaru tego nie wiemy, a o totalnym gdybaniu dyskutować nie chcę.

Oj, jeszcze zobaczysz - znając w dotychczasowy dorobek autorów nowego filmu i sceny widoczne w zwiastunach oraz opisywane w internecie nadmiar akcji mamy raczej zapewniony.

Czy wszyscy źli obcy muszą być niezrównoważeni?

Podstawowe pytanie brzmi czemu on wogóle musi być zły? Czemu nie można pokazać filmu takiego jak TMP czy ST IV gdzie zagrożenie nie pochodziło ze strony konkretnej osoby ale siły przekraczającej ludzkie pojęcie i możliwości pojmowania, w dodatku nie tyle złej co zwyczajnie szukającej czegoś, chcącej wykonać swoją misje? I jeśli już musi być w nowym filmie ten zły to czy musi przypominać do złudzenia tego złego z poprzedniego Treka?

Na widowiskowość rozumiem GW mają monopol?

Nie o widowiskowość w tym przypadku mi się rozchodzi - ale ona sama w sobie i sama dla siebie też mi się nie podoba - lecz o schematy fabularne ściągane bezczelnie z SW. Młody chłopak, który stracił ojca, wychowywany przez ojczyma, szukający własnego miejsca w świecie, znajdujący mentora w postaci znajomego swego ojca, w koońcu wypełniający swoje przeznaczenie poprzez pokonanie tego złego... Przypomina Ci to coś kapitanie Skywalker?

Taka moda Picard, poza tym w TNG już na początku Tascha wyskoczyła dla Daty z ubrań, pewnie koleś kuszący dla napalonej kobitki, pewnie bardzo sprawny. :]

Widzisz Trek kiedyś sam dyktował mody - nikt mi nie powie, że czarna kobieta i Rosjanin służący na jednym statku z rodowitymi Amerykanami nie byli przełomem w latach 60 - a nie im ulegał. Złe mody trzeba piętnować a nie iść za ich wskazaniami - inaczej nawet te ,,inteligentne" teksty o zoofilii i wymiotowaniu usprawiedliwić będzie można modą. A Tasha nigdy nie zdejmowała ubrania przed kamerom.

widziałeś choć sutka Uchury?

Nie ma to znaczenia - liczy się sam fakt, że wyskakiwała z ubrania i scena ta znalazła się w filmie dla jednego powodu - by przyciągnąć do niego mało wymagającą młódź.
Sh1eldeR
Użytkownik
#634 - Wysłana: 10 Kwi 2009 01:29:20 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Picard
Po prostu głupie i tyle. Tak jakby w przyszłości nie było szybszych metod podróżowania niż samochody.

Ok, powiedz mi w takim razie, jak myślisz -- czemu Kirk jechał tym samochodem? Jakie wymyśliłeś najsensowniejsze uzasadnienie? Bo chyba musisz być przekonany, że wiesz, jak ta scena będzie uzasadniona, skoro masz taką pewność, że słabo .

A po co ta scena... Coś o Kirku pokazuje, to raz. Dwa, że jest w niej mnóstwo kontrastu. Star Trek i stary samochód? Co do cholery? I właśnie o to chodzi. Dlatego mam nadzieję, że to będzie zrobione jakoś sensownie -- bo było wstawione tam celowo.

Picard, którego owa burda kosztowała serce - przyznasz, że to dobra lekcja i niezły morał dla młodzieży, że nie warto wdawać się w bójki.
Okay, czyli jak to widzisz... Byłoby OK, gdyby Trek uczył młodzież, że bójki są be? Czyli musiałby uczyć dość trudną, "prymitywną" młodzież, bo inna sama wie, że bójki są be (o ile faktycznie są). Ale chwilę dalej piszesz, że wkurza Cię, że Abrams chce taką młodzież przyciągnąć do kina scenami rozbieranymi. Nie widzisz tu trochę sprzeczności?

To raz. Dwa, że dla mnie ta bójka może być moralnie prześliczna. Samemu naprzeciw paru byczków? Kirk albo to zrobił z kretyńskiego powodu, na zasadzie że sam ich zaczepił (tak po prostu nie broniąc nikogo) i wtedy faktycznie wyszedł na debila, albo zrobił coś, co ja sam bardzo chciałbym mieć odwagę zrobić . Bywa, że parę osób się do kogoś doczepia i nikt nie reaguje, bo każdy się boi. Stanąć wtedy w obronie, w słusznej sprawie -- to jest wielka odwaga i honor. Tym razem Kirkowi się opłaciło -- złamany nos i parę siniaków to niewielka cena za taką postawę. Może wiedział, że nikt w tym barze i w tej sytuacji nie wbije mu noża pod żebro. A może nie wiedział, ale miał to gdzieś -- chciał zrobić to, co było słuszne. Czyli np. klasycznie obronić jakąś kobitkę przez pięcioma debilami, robiącymi do niej końskie zaloty.

Za bardzo cenną uważam zasadę "żyj tak, jakbyś chciał, żeby żyli inni". W pewnych sytuacjach wypełnienie tej zasady może skutkować dostaniem w mordę od paru palantów. Ale jeśli choć parę osób w pobliżu by ją wyznawało... to wtedy te palanty dostałyby po gębie. Można działać w ten sposób i liczyć, że zmieni się świat (lub choć jego część), albo można nic nie robić i tchórzyć. Na logikę: która z postaw uczyni cię najbardziej znanym kapitanem w dziejach Ziemi? Pewnie, taka postawa aż prosi się o śmierć osoby ją stosującej, ale... Może było tak: Gwiezdna Flota miała w sumie 10 000 kapitanów. 100 z nich było takimi właśnie kozakami-ryzykantami, chcącymi zmienić świat. 95 z nich zginęło dosyć szybko. 5 miało ten niesamowity instynkt, który mimo wszystko pozwalał im raz po raz wychodzić z opresji. Kilku z nich i tak zginęło, może wszyscy... oprócz jednego. Jamesa T. Kirka, oczywiście.

Brzmi jak opowieść o jakimś farciarzu-herosie? Hej! Założenie jest takie: gość ma pakować się raz po raz kłopoty (czasem niezależnie od własnej woli), a za każdym razem ma z nich wychodzić cało. Przy okazji czasem ratując Ziemię. On po prostu musi mieć wyjątkowe umiejętności i wyjątkowe szczęście, z samej swojej definicji! Aha, Abrams tej postaci nie wymyślił, tylko Wielki Pan Gene R.

Kirk być może uratował więcej cywilizacji (łącznie z ludzką, kilkakrotnie) niż Superman, Spiderman i Batman razem wzięci. On jest herosem. I to nie Abrams to wymyślił.

liczy się sam fakt, że wyskakiwała z ubrania i scena ta znalazła się w filmie dla jednego powodu - by przyciągnąć do niego mało wymagającą młódź.

Nawet jeśli ta scena miała jeszcze kogoś przyciągnąć, to w żadnym wypadku nie przekreśla to filmu, a nawet idę o zakład, że większości to nie przeszkadza.

Przykłady filmów z takimi (=rozbieranymi) scenami, jakie przychodzą mi do głowy (i to nie były filmy skoncentrowane na seksie, jak Nagi Instynkt, czy 9 i pół tygodnia):

-Casino Royale, że o innych Bondach nie wspomnę. Fakt, część z nich była kiczowatych do bólu, ale część cokolwiek błyskotliwych. "Sceny" były praktycznie w każdym. No ale Bond był kobieciarzem... podobnie jak Kirk
-Iron Man -- j/w
-Matrix -- więcej nagości w scenie Trinity z Neo niż w ST; film podobnie jak Trek jest sci-fi z efektami, ale i z głębią
-Terminator 1/2 -- trochę przewrotnie No co, baby nie chciałyby zobaczyć "najlepiej zbudowanego człowieka w dziejach Wszechświata" w pełnej krasie, tuż po podróży w czasie? A filmy legendarne dla sci-fi, ciekawie zrobione.
-Gwiezdne Wojny -- Leia u Jabby była bardziej hardcorowa niż Uhura w tej jednej scenie (póki co).
-Forrest Gump -- taa, nawet tu dziewczyna Forresta "się pokazała"... grzecznie, ale bardziej niż Uhura
-Ojciec Chrzestny -- jak przez mgłę (dawno nie oglądałem), ale kojarzę, że tam też gangsterzy z Tommy-Gunami zastali parę w łóżku
-Vanilla Sky -- tu Penelope Cruz pokazała ździebko więcej niż Uhura
-American Beauty -- podobnie jak wyżej

To taka mini lista, zupełnie przypadkowa -- po prostu te filmy akurat przyszły mi w tym momencie do głowy. Uważasz, że wszystkie te filmy są do bani? Nie pytam, o Twój osobisty gust. Postaraj się być możliwie obiektywny. (choć szczerze mówiąc to mnie interesuje, co sądzisz o tych filmach )
Picard
Użytkownik
#635 - Wysłana: 10 Kwi 2009 08:41:58
Sh1eldeR

A po co ta scena... Coś o Kirku pokazuje, to raz. Dwa, że jest w niej mnóstwo kontrastu. Star Trek i stary samochód? Co do cholery? I właśnie o to chodzi. Dlatego mam nadzieję, że to będzie zrobione jakoś sensownie -- bo było wstawione tam celowo.

Co do cholery? Mniej więcej powiedziałem to samo gdy zobaczyłem tą scenę i... gdy moim oczom ukazała się łudząco podobna do nie scena gdy kilka lat temu oglądałem Nemesis. Ta ostatnia była chyba najsłabszą w historii Treka wymówką dla umieszczenia w filmie większej ilości akcji - nie miała żadnego logicznego uzasadnienia i mądrością nie grzeszyła. Ale ktoś w Paramount uznał, że młodzież wychowana na Fast and furious będzie nią zachwycona. Nie sądzę by w przypadku nowego filmu było inaczej. A, że scena ta rzekomo pokazuje nam charakter młodego Kirka? Fakt pokazuje nam go jako młodocianego łobuza, ale czy taki powinien być rzeczywiście przyszły kapitan GF, jeden z najlepszych w dodatku? Nie sądzę. Nie sądzę również by tak zarysowana postać była dobrym wzorcem osobowym dla kogokolwiek - ktoś na naszym forum napisał, że młodzi bez, prawa jazdy mogą gdzieś na wiejskich drogach prowadzić samochody i być może taki ,,mądry" przepis zainspirował wspomnianego przez Slovaak'a 14 latka do jazdy z prędkością 170 km/h. Kirk pirat drogowy jest równie inspirujący...

Okay, czyli jak to widzisz... Byłoby OK, gdyby Trek uczył młodzież, że bójki są be? Czyli musiałby uczyć dość trudną, "prymitywną" młodzież, bo inna sama wie, że bójki są be (o ile faktycznie są). Ale chwilę dalej piszesz, że wkurza Cię, że Abrams chce taką młodzież przyciągnąć do kina scenami rozbieranymi. Nie widzisz tu trochę sprzeczności?

Po pierwsze: implikujesz, że bójki są czymś dobrym?
A co do reszty: ja zacząłem oglądać Treka mając 15 lat i przyciągnęło mnie do niego nie co innego jak to ,,nudne" TNG. Co więcej w tamtym czasie zdarzyło mi się mieć w szkole kilka osób, które również ów serial oglądały i zdarzyło im się nawet rzucić okiem na emitowany przez Polsat DS9 co ja rzadko wówczas czyniłem. Czyli można jednak młodzież przyciągnąć przed telewizory dobrą produkcją bez tych wszystkich głupich akcji, rozbieranych scenek i prostackich dialogów! Szczerze powiem Abrams obraża młodzież bo stwierdza, że jedyne co może jej się spodobać to właśnie sztampowy film akcji z dużą ilością efektów i małą ilością sensu. Ale co najważniejsze: mało, która młodzież jest zupełnie grzeczna, ja i wspomniani koledzy też nie byliśmy, a mimo to ,,nudne" TNG jakoś do nas dotarło. I - przynajmniej na mnie - wywarło pewien pozytywny wpływ. Czyli jednak może, ale trzeba chcieć i wiedzieć jak - Abrams najwyraźniej nie wie, bo dydaktyzm to nie dla niego. Popatrz na zwiastun - czy widzisz by pseudo-Kirk po obiciu paszczęki w barze zmienił swoją postawę życiową, czy raczej stwierdza, że morda to nie szklanka i nadal kozaczy?

Tym razem Kirkowi się opłaciło -- złamany nos i parę siniaków to niewielka cena za taką postawę. Może wiedział, że nikt w tym barze i w tej sytuacji nie wbije mu noża pod żebro. A może nie wiedział, ale miał to gdzieś -- chciał zrobić to, co było słuszne. Czyli np. klasycznie obronić jakąś kobitkę przez pięcioma debilami, robiącymi do niej końskie zaloty.

Wiesz z takiej sceny jaką opisujesz był bym rzeczywiście zadowolony, więcej nawet był bym taką postawą naszego protagonisty zachwycony! Ale niestety widziałem już spory fragment tej sceny - do momentu samej bójki - i wynika z niej jasno, że to pseudo-Kirk narzucał się Uhurze, ta chciała go w prostacki sposób spławić, ale napatoczyło się kliku ,,rycerzy w lśniących zbrojach", którzy postanowili ją bronić przed natrętem, a nasz ,,heros" sprowokował ich do działania. Czyli przykro mi ale niestety nie ma tu żadnej odwagi czy obrony uciśnionych - jeśli już to w przypadku tych czterech co pseodo-Kirkowi twarzyczkę obili - , jest tylko durne kozaczenie.

On po prostu musi mieć wyjątkowe umiejętności i wyjątkowe szczęście, z samej swojej definicji! Aha, Abrams tej postaci nie wymyślił, tylko Wielki Pan Gene R

I fajnie było by gdyby Abrans przedstawił nam postać stworzoną przez Gene R. a nie własnego ,,bohatera" naoszącym imię Kirk'a.

Kirk być może uratował więcej cywilizacji (łącznie z ludzką, kilkakrotnie) niż Superman, Spiderman i Batman razem wzięci. On jest herosem. I to nie Abrams to wymyślił.


Nie przeczę - ale czy przy okazji przedstawiania tego Kirkowego bohaterstwa trzeba popadać w schemat schemat rodem z komiksu? No i to bohaterstwo na tym etapie kariery Kirka powinno być jednak stonowane, bo jak zobaczę naszego protagonistę jako kadeta, który ratuje Federacje przed Nero to chyba pęknę ze śmiechu.

Nawet jeśli ta scena miała jeszcze kogoś przyciągnąć, to w żadnym wypadku nie przekreśla to filmu, a nawet idę o zakład, że większości to nie przeszkadza.


No i właśnie do tej większości film jest adresowany. Szkoda, że ta większość jest tak mało wymagająca...

Przykłady filmów z takimi (=rozbieranymi) scenami, jakie przychodzą mi do głowy (i to nie były filmy skoncentrowane na seksie, jak Nagi Instynkt, czy 9 i pół tygodnia):

Chwila, dobrze Cię zrozumiałem? Porównujesz Treka do dreszczowców erotycznych?

-Matrix -- więcej nagości w scenie Trinity z Neo niż w ST; film podobnie jak Trek jest sci-fi z efektami, ale i z głębią

Piszesz o pierwszym Matrixie? Scena sexu pomiędzy Trinity i Neo pojawia się akurat w drugim filmie - niezbyt dobrym zresztą - i stanowi klasyczny zapychacz. Takie podejście twórców Matrixa do tematu sprawia, że ja osobiście uznaje tylko pierwszą część ich trylogii.

Gwiezdne Wojny -- Leia u Jabby była bardziej hardcorowa niż Uhura w tej jednej scenie (póki co).

Fajnie, że potwierdzasz to co piszę o tym, że film Abramsa ciąży w stronę Gwiezdnych Wojen. Myślałem jednak, że Star Trek to co innego niż filmy Lucasa...

Ojciec Chrzestny -- jak przez mgłę (dawno nie oglądałem), ale kojarzę, że tam też gangsterzy z Tommy-Gunami zastali parę w łóżku

Tak i widzimy piersi żony Michaela Corleone ale to nieco inna scena o innym znaczeniu, a cały film miał klasę i wartość, o które - nie oszukujmy się - obraz Abramsa nawet się nie otrze. Gdyby tak Coppola wziął się za Star Trek, tak jak niegdyś zabrał się za ekranizacje Draculi... Milo jest sobie pomarzyć!

Uważasz, że wszystkie te filmy są do bani? Nie pytam, o Twój osobisty gust. Postaraj się być możliwie obiektywny. (choć szczerze mówiąc to mnie interesuje, co sądzisz o tych filmach )

Nie nie sądzę by były do bani ale jak pisze sceny w nich umieszczone miały inny wydźwięk niż ten jaki ma scena z Uhurą. Poza Powrotem Jedi, gdzie oczywiście zgadzam się w twoją diagnozą faktu dlaczego Leia była tam prowadzana na łańcuszku obleśniej ropuchy...
Darklighter
Użytkownik
#636 - Wysłana: 10 Kwi 2009 08:49:42 - Edytowany przez: Darklighter
Picard

Ciekawe z czym będą Ci się kojarzyły sceny z nowego filmu.

Tej walki? W zasadzie to nic nowego, patrząc na trailer, nie widziałem, czego we wcześniejszych filmach by nie było (od czasu CGI kamera nie jest ograniczona jeśli chodzi o ruch, a i najazd można zrobić na statek bez ryzykowania dostrzeżenia przez widza niedoskonałości modelu). Może wyłączając z tego kamerę podążającą za pociskiem - tego w treku nie widziałem, w innych filmach tak (ale nie s-f).


Wiesz powiem Ci, że nie tego szukam w Treku.


A ja tak - szukam ciekawej historii, interesujących postaci i dobrego - wiarygodnego - aktorstwa. Samo rzucanie różnymi górnolotnymi kwestiami to za mało na dobry film, ba, nawet za mało na dobrą książkę. To tak jakby stawiać znak równości pomiędzy nakręconymi amatorsko zdjęciami, gdzie rzucane są hasła z tłumu "Precz z komuną!", "Pracy i chleba" itp., np. z filmem "Człowiek z żelaza".

Ale niezależnie do naszego podejścia do tych scen nie możesz powiedzieć, że ich nie było i, że nie niosły za sobą jakiegoś przesłania.

Nie twierdzę, że ich nie było. Stwierdzę za to, że widziałem wiele o podobnym przesłaniu w filmach takich, jak "Rambo", "Matrix", "Zagadka nieśmiertelności" itp. Nigdy jednak nie stwierdzę, że są to filmy tej samej klasy co ww. film Wajdy.

Bo określała Kirka mianem chłopaka z farmy - nazywała go też dickiem, czego ze zwykłej grzeczności nie przetłumaczę

Zwracam uwagę, że słowo "hick" owszem jest nieco podobne do "dick", ale oznacza "wieśniaka".

Kirka-buntownika bez powodu

W rezenzji osoby, która widziała ten film, stwierdzone zostało, że bunt jest skierowany głównie przeciw ojczymowi Kirka. Widać im się nie układa. Może dlatego chłopak zwinął mu zabytek?

Myślałem jednak, że Star Trek to co innego niż filmy Lucasa...

Oczywiście. SW można rzec, że jest purytańskie w tej kwestii:
http://www.youtube.com/watch?v=FzFwgwE870g
http://www.youtube.com/watch?v=d8eYK5ExJMQ
http://www.youtube.com/watch?v=Tl45bhzneJM&feature =PlayList&p=4282FB0FABB4F129&playnext=1&playnext_f rom=PL&index=1 - miny w 0:03, 0:04, 0:33 - ślepy tylko to zignoruje.


Sh1eldeR
A po co ta scena... Coś o Kirku pokazuje, to raz.

Tę kirkowską nieugiętość może? Tę, która spowodowała "wygranie" scenariusza K.B. i tę, którą potem widać w filmach i serialu. Coś jak "I can be beaten but I cannot be broken".

Z tego co wiemy o filmie Nero zaatakuje statek (Kelvin), na którym urodzi się młody Kirk. Pytanie: co Nero robił przez cały czas, gdy Kirk dorastał?
Picard
Użytkownik
#637 - Wysłana: 10 Kwi 2009 10:17:15
Darklighter

Tej walki?

Nie tylko tej, ale ogólnie walk w filmie. Należy też zważyć, że pojedynek okrętów najpewniej nie będzie przypominał już starcia łodzi podwodnych co tak Ci się podobało.

A ja tak - szukam ciekawej historii, interesujących postaci i dobrego - wiarygodnego - aktorstwa.

Ja też - przy czy pisałeś zdaje się o tym, że oczekujesz od tego filmu umiejętnie budowanego napięcia. Sorry, ale Star Trek to nie dreszczowiec by można było się tego po nim spodziewać - inna sprawa, że takie elementy w filmie oczywiście mogą się znaleźć, ale nie na ich obecność liczę przede wszystkim gdy chce obejrzeć Treka. A co do aktorstwa - zawsze uważałem, że Shatner to kiepski aktor, ale jakby nie było to on jest Kirkiem i nie sadzę by ktoś był go w stanie w tej roli zastąpić. Więc i raczej nie spodziewam się w Treku kreacji aktorskich na miarę Oscara.

Samo rzucanie różnymi górnolotnymi kwestiami to za mało na dobry film, ba, nawet za mało na dobrą książkę. To tak jakby stawiać znak równości pomiędzy nakręconymi amatorsko zdjęciami, gdzie rzucane są hasła z tłumu "Precz z komuną!", "Pracy i chleba" itp., np. z filmem "Człowiek z żelaza".

Zgoda - toż pisałem, że w Treku cenie sobie także sposób w jaki te hasła zostały ukazane na ekranie i dlatego lubie np. Wrath of Khan czy Undiscovered country - gdzie były pewne idee i zaprezentowane zostały one w efektowny i ciekawy sposób - a nie taki np. Enterprise - gdzie ani specjalnie idei nie ma, ani nie zostały one widzowi należycie zaserwowane. Po tym co do tej pory widziałem sądzę, że film Abramsa ciąży w kierunku jednak w kierunku Entka a nie czegoś bardziej ambitnego.

Zwracam uwagę, że słowo "hick" owszem jest nieco podobne do "dick", ale oznacza "wieśniaka".

Sorry, ale ja tak niewyraźnie słyszałem co mówią w tej scenie - nie wiem czy to mój słuch czy kiepskie udźwiękowienie? -, że dlatego pytałem się Was czy dobrze ów ,,genialny" dialog usłyszałem. W każdym razie po usłyszeniu kwesti wypowiadanych przez Uhurę o wcześniactwo - bez urazy dla osób mieszkających na wsi - podejrzewam nikogo innego jak Kurtzman'a i Orciego, w których scenariuszach teksty o onanizmie, zoofilii i wymiotowaniu są gwoździem programu. Co u licha ktoś w Hollywood uważa takie dialogi za autentyczny przejaw dobrego humoru?

W rezenzji osoby, która widziała ten film, stwierdzone zostało, że bunt jest skierowany głównie przeciw ojczymowi Kirka. Widać im się nie układa. Może dlatego chłopak zwinął mu zabytek?


Godna pochwały i naśladownictwa postawa. Zresztą Luke miał ,,złego" wuja, który nie pozwalał mu iść do Akademii a pseud-Kirk ma złego ojczyma, który nie pozwala mu kraść samochodów. Nie wiedziałem, że kiedyś to powiem ale w tym przypadku wole bohatera ze Star Wars, który jednak do czegoś konstruktywnego dążył.

Oczywiście. SW można rzec, że jest purytańskie w tej kwestii:

Nie mówię, że pewnej dozy sexapilu w Star Trek nie było ale nigdy nie była ona tak oczywista i tak jednoznacznie zaprezentowana - nie mamy tu do czynienia z żadnym wątkiem miłosnym tylko zwyczajnie z dziewczyną wyskakującą z ciuchów. To już nawet w ENT było nieco lepiej...


Nie twierdzę, że ich nie było. Stwierdzę za to, że widziałem wiele o podobnym przesłaniu w filmach takich, jak "Rambo", "Matrix", "Zagadka nieśmiertelności" itp. Nigdy jednak nie stwierdzę, że są to filmy tej samej klasy co ww. film Wajdy.


Nie muszą być. Ważne, że są one dobrymi filmami i to zdaje się różnic je od obrazu Abramsa.

Slovaak

A skąd wiesz czy Uchura nie jest rasistką i mówiąc o zwierzętach miała na myśli obcych?

Jeszcze raz ustosunkowując się do twoje wypowiedzi: wszystko pięknie, ładnie, ale Hura mówi w tym fragmencie, że jest lingwistką zajmującą się obcymi językami. To jak: uczy się porozumiewać z istotami, których nienawidzi?
Darklighter
Użytkownik
#638 - Wysłana: 10 Kwi 2009 10:55:24
Należy też zważyć, że pojedynek okrętów najpewniej nie będzie przypominał już starcia łodzi podwodnych co tak Ci się podobało.

Był kiedyś taki program z super czołówką, właśnie z tym mi się to kojarzy. Szczególnie po tym "fire everything!" z trailera.
http://www.youtube.com/watch?v=H0QfVDebLFg

Sorry, ale ja tak niewyraźnie słyszałem co mówią w tej scenie - nie wiem czy to mój słuch czy kiepskie udźwiękowienie?

Zobaczymy co usłyszy tłumacz. Jeśli będzie to osoba, o której myślę, to mogą być dziwne wpadki (terminologia między innymi).

Ja też - przy czy pisałeś zdaje się o tym, że oczekujesz od tego filmu umiejętnie budowanego napięcia.

To raz - nie chcę, aby film był nudny - musi wciągać, niekoniecznie akcją. W TwoK potrafili na przykład tak nakręcić walkę, że ona wciągała, było w niej napięcie. Nie chodzi o to, że trek jest thrillerem, chodzi o to, że potrafili stworzyć sekwencję typową bardziej dla filmów "Das Boot" czy "Polowanie na Cz. Październik". I widz czeka z zaciekawieniem na ostateczne starcie dwóch postaci, bo czuje, że będzie to wyjątkowe.
Są też w treku sceny bardziej nastawione na epicką (czyt. na dużą skalę) walkę, gdzie udział bierze wiele statków. Od razu zaznaczam, że nie jest to gorsze, lecz ma inne zadanie - pokazać widzowi ogrom/chaos bitwy - DS9, FC itp.

A co do aktorstwa - zawsze uważałem, że Shatner to kiepski aktor, ale jakby nie było to on jest Kirkiem i nie sadzę by ktoś był go w stanie w tej roli zastąpić. Więc i raczej nie spodziewam się w Treku kreacji aktorskich na miarę Oscara.

Nie spodziewam się Oscarów, bo jeśli chodzi o s-f, to tylko dwie osoby przychodzą mi do głowy, które były nominowane za role, jednak nie otrzymały tej nagrody.

Po tym co do tej pory widziałem sądzę, że film Abramsa ciąży w kierunku jednak w kierunku Entka a nie czegoś bardziej ambitnego.

Jak już pisałem - liczę na postacie i poddanie ich próbie, zobaczymy jak wyjdzie. Może ktoś się będzie musiał poświęcić? - w końcu to inna linia czasowa...


Nie mówię, że pewnej dozy sexapilu w Star Trek nie było ale nigdy nie była ona tak oczywista i tak jednoznacznie zaprezentowana - nie mamy tu do czynienia z żadnym wątkiem miłosnym tylko zwyczajnie z dziewczyną wyskakującą z ciuchów.


Jeśli tylko zmienia bluzkę, to wydaje mi się, że nie ma po co jojczyć. W recenzjach nie było okrzyków typu: "widziałem cycki Uhury!"

Ważne, że są one dobrymi filmami i to zdaje się różnic je od obrazu Abramsa.

Na chwilę obecną, fani ST - a chyba właśnie ich można uznać za oceniającą najbardziej krytycznie film - po seansie wyrażają się pozytywnie. Chociaż z drugiej strony dla niektórych z nich samo zobaczenie starego Spocka na ekranie to przeżycie niemalże o charakterze religinym , może więc nie każdy spojrzy na film w miarę obiektywnie, hę? No nie wiem.
Eviva
Użytkownik
#639 - Wysłana: 10 Kwi 2009 13:22:57
Picard

SHATNET TO KIEPSKI AKTOR?!

Weź teraz "Słownik wyrazów zelżywych",przeczytaj od deski do deski,a będziesz miał jakie takie pojęcie, co chce Ci powiedzieć.
Domko
Użytkownik
#640 - Wysłana: 10 Kwi 2009 13:31:25 - Edytowany przez: Domko
To że lubisz Kirka nie znaczy, że Shatner jest dobrym aktorem. Obiektywnie patrząc jest bardzo kiepskim aktorem - takie są, niestety, fakty (choć ostatnio ponoć mu się polepszyło). Co nie przeszkadza w tym, aby nieraz lubić Kirka, jak mi się zdarzało w niektórych filmach kinowych.
Eviva
Użytkownik
#641 - Wysłana: 10 Kwi 2009 13:34:25 - Edytowany przez: Eviva
Domko

Nie zgadzam się z ani jednym słowem. Widziałam Shatnera w filmach preTOSowych i postTOSowych i nie uwazam,by był kiepski, przeciwnie. Uważam ze to dobry, jeśli nie bardzo dobry aktor, któremu nie dano żadnej szansy, by wykorzystał swój potencjał.
michstach
Użytkownik
#642 - Wysłana: 10 Kwi 2009 13:59:08
W poszukiwaniu jakichś możliwych przecieków i znalazłem taki film: "Star Trek Starfleet Academy - the Movie". Wydaje mi się, że to jest składanka przerywników z gry, aczkolwiek ciężko mi powiedzieć na pewno, bo raczej nie mam czasu na gry Można w nim obejrzeć sobie Shatnera, Koeniga, oraz Takei żeby przypomnieć sobie starych aktorów i posmakować czegoś w miarę nowego w oczekiwaniu na ST11 Jeżeli ktoś ma ochotę, to proszę bardzo:
URL
PS. Wg mnie Shatner to dobry aktor
Eviva
Użytkownik
#643 - Wysłana: 10 Kwi 2009 14:11:10
michstach
PS. Wg mnie Shatner to dobry aktor

Bóg zapłać za dobre słowo, balsam na moje serducho.
Picard
Użytkownik
#644 - Wysłana: 10 Kwi 2009 18:27:50
Pozwólcie, że na wasze posty odpowiem Wam później, póli co zapytam się tylko czy ktoś z Was się wybiera na:
http://www.filmweb.pl/Warszawa+Zobacz+z+nami+%22St ar+Trek%22+przed+premier%C4%85,News,id=50661
Eviva
Użytkownik
#645 - Wysłana: 10 Kwi 2009 18:42:44
Picard

Ja! Tylko nie mam z kim, psiakrew.
kordian
Użytkownik
#646 - Wysłana: 11 Kwi 2009 14:00:04
chiba tam sie musze zarejestrować
Picard
Użytkownik
#647 - Wysłana: 11 Kwi 2009 15:43:03
Darklighter

Był kiedyś taki program z super czołówką, właśnie z tym mi się to kojarzy. Szczególnie po tym "fire everything!" z trailera.

Chcesz powiedzieć, żeby walki przypominały starcia okrętów z - chyba z XVIII wieku? Nie mówię ładnie czołówka Morza wygląda - tak piamiętam ją z dzieciństwa - ale co ona ma wspólnego ze Star Trek? Szczególnie ten abordaż i walka na wręcz pomiędzy załogami okrętów. Przypomina mi to Nemesis, co jeszcze raz dowodzi, że jeśli Abrams umieści taką ,,piracką" scenę w filmie to znaczy, że nawiązuje do bezpośredniego porzednika swoje produkcji, który ani nie był przecież ani zbyt popularny ani zbyt dobry. Jeszcze jedna rzecz w tej kwestii: zauważ, że wszystko co ciekawe co dzieje się w bitwach takich galeonów jakie Ty pokazałeś rozgrywa się właśnie na pokładach tych statków, pomiędzy załogami dokonywującymi abordażu i broniącymi się przed tym abordażem - same okręty stoją praktycznie w miejscu i ostrzeliwują się z dział. Czy to naprawdę ciekawsze niż Trekowe statki wykonywające uniki, zmieniające pozycje i manewrujące by zyskać przewagę nad przeciwnikiem?

Zobaczymy co usłyszy tłumacz. Jeśli będzie to osoba, o której myślę, to mogą być dziwne wpadki (terminologia między innymi).

Nie wiem jak Ty ale ja jeśli oglądam już film w wersji angielsko języcznej wolę polegać na swoich własnych - być może ułomnych - zdolnościach translatorskich, napisy niepotrzebnie mnie dekoncentrują. Stąd chce aby udźwiękowienie było jak najlepsze.

To raz - nie chcę, aby film był nudny - musi wciągać, niekoniecznie akcją. W TwoK potrafili na przykład tak nakręcić walkę, że ona wciągała, było w niej napięcie. Nie chodzi o to, że trek jest thrillerem, chodzi o to, że potrafili stworzyć sekwencję typową bardziej dla filmów "Das Boot" czy "Polowanie na Cz. Październik". I widz czeka z zaciekawieniem na ostateczne starcie dwóch postaci, bo czuje, że będzie to wyjątkowe.
Są też w treku sceny bardziej nastawione na epicką (czyt. na dużą skalę) walkę, gdzie udział bierze wiele statków. Od razu zaznaczam, że nie jest to gorsze, lecz ma inne zadanie - pokazać widzowi ogrom/chaos bitwy - DS9, FC itp.


OK, zgadzam się ze wszystkim co tu napisałeś. Tylko czy myślisz, że rzeczywiście sceny walk z nowego filmu będą przypominały te ze starych filmów - chodzi tu tak o ogólny klimat jak i realizacje? Czy będzie to raczej coś w stylu Transformers gdzie chodzi tylko o szybką akcje z zastosowaniem jak największej ilości efektów specjalnych?

Jak już pisałem - liczę na postacie i poddanie ich próbie, zobaczymy jak wyjdzie. Może ktoś się będzie musiał poświęcić? - w końcu to inna linia czasowa...


Serio wyglądasz tego poświęcenia? Dla mnie nie było by niespodzianką jeśli okazało by się, że znów zabiją Spocka co było by kolejnym dowodem na to, że pomysły im się skończyły i Abrams ściąga z Nemesis, który z kolej kopiował Gniew Khana.

Nie spodziewam się Oscarów, bo jeśli chodzi o s-f, to tylko dwie osoby przychodzą mi do głowy, które były nominowane za role, jednak nie otrzymały tej nagrody.

Mnie na nagrodach dla filmu nie zależy - tym bardziej, że widzę, że rzadko kiedy przypadają one tym tytułom, które naprawdę na to zasłużyły. Obawiam się natomiast czy obraz Abramsa nie zgarnie jakieś anty-nagrody w rodzaju Złotej Maliny, skoro w tym roku w kategorii najgorszy sequel został nią ,,nagrodzony" nie taki znowu zły Indiana Jones IV... A jakim aktorom grającym w SF przyznał byś Oscary?

Jeśli tylko zmienia bluzkę, to wydaje mi się, że nie ma po co jojczyć. W recenzjach nie było okrzyków typu: "widziałem cycki Uhury!"


Ale nie wydaje Ci się to ostentacyjne, że taka scena gdzie dziewczyna wyskakuje z ciuchów wogóle znalazła się w filmie a już na pewno, że twórcy pochwalili się nią w zwiastunie?

Na chwilę obecną, fani ST - a chyba właśnie ich można uznać za oceniającą najbardziej krytycznie film - po seansie wyrażają się pozytywnie. Chociaż z drugiej strony dla niektórych z nich samo zobaczenie starego Spocka na ekranie to przeżycie niemalże o charakterze religinym , może więc nie każdy spojrzy na film w miarę obiektywnie, hę?

Wiesz, mnie osobiście najbardziej zaskakuje reakcja osób, które na tym forum krytykowały Nemesis czy Enterprise - często za elementy, które pojawiają się też w nowym filmie - a teraz zachwycają się tym co zrobił Abrams i wyglądają jego filmu z wytęsknieniem. Czy to kwestia lepszych efektów, czy też niektórzy tak spragnieni są nowego Star Treka, że przyjmą go z otwartymi ramionami, jakikolwiek by on nie był? Nie wiem i nie rozumie tego! Inna sprawa, że ja mogę się mylić a osoby wyglądające filmu Abramsa mogą mieć racje. Życzył bym sobie tego, ale osobiście już - nawet odrobinę - w to nie wierzę.
Slovaak
Użytkownik
#648 - Wysłana: 11 Kwi 2009 16:12:43
ale co ona ma wspólnego ze Star Trek? Szczególnie ten abordaż i walka na wręcz pomiędzy załogami okrętów.


Mi się przypomina odcinek TOS gdzie Klingoni weszli na pokład Enterprise i doszło do walki na... miecze. I to akurat jest TOS a nie późniejszy potwór. I trzeba to zaakceptować a nie zignorować bo nie pasuje do ducha Treka czy też reszta scen była ważniejsza a że sie nam tamto nie podoba to ignor.


Ale nie wydaje Ci się to ostentacyjne, że taka scena gdzie dziewczyna wyskakuje z ciuchów wogóle znalazła się w filmie a już na pewno, że twórcy pochwalili się nią w zwiastunie?

Picard zdaje się że nie rozumiesz roli pieniądza i roli pokazówki. Film ma dziś przede wszystkim zarobić, przyciągnąć jak największą ilość osób a nie tylko najbardziej zatwardziałych trekerów. Scena nagości jeśli jest w filmie musiała się pojawić w zwiastunie bo to gwarancja przyciągnięcia uwagi.

Poza tym dziś stanik Uchury a wcześniej co było? Mega obcisły kostium 7z9, czy pani Troi, do dziś mam przed oczami jej dekolt. A co z seksownymi kobitkami z TOS? Ciekawe ile osób w trakcie pierwszej emisji TOS uważało że takie stroje są... niesmaczne.

Jeszcze raz: zwiastun ma przyciągnąć uwagę widza, każdego widza i dlatego jeśli w filmie jest sensacyjna scena to będzie właśnie ona pokazana a nie coś innego.
Q__
Moderator
#649 - Wysłana: 11 Kwi 2009 17:37:21 - Edytowany przez: Q__
Są tacy co już oglądali ST XI, i nawet chwalą...
http://www.cinemablend.com/new/Early-Review-Of-JJ- Abrams-Star-Trek-12650.html
Darklighter
Użytkownik
#650 - Wysłana: 11 Kwi 2009 20:05:25
Nie mówię ładnie czołówka Morza wygląda - tak piamiętam ją z dzieciństwa - ale co ona ma wspólnego ze Star Trek?

Chodziło o typ walki: statki zbliżają się do siebie i majestatycznie manewrując ostrzeliwują się. Scena abordażu tu nie pasuje - chodziło o same statki.

http://www.youtube.com/watch?v=sPR4pNQGNYk - przykładowy majestatyczny manewr odwrócenia statku.

W nowym trailerze też walka wydawała mi się przebiegać w podobnym stylu, tylko tam więcej dział użyto niż w Generations, a romki zaatakowały kilkoma/nastoma rakietami - stąd moje skojarzenie ze statkiem morskim walącym ze wszystkich dział.

Tylko czy myślisz, że rzeczywiście sceny walk z nowego filmu będą przypominały te ze starych filmów - chodzi tu tak o ogólny klimat jak i realizacje?

Realizacja a co za tym idzie klimat walk w treku ewoluował wraz z postępem technologicznym. Walki z TOS nie przypominają tego co mamy w Nemesis - na przykładzie 1 vs 1. CGI zniosło ograniczenia. To tak jakby mówić, że jedyny i klimatyczny film o wampirze to Nosferatu, bo jest czarno-biały i niemy, a kolor i dźwięk i f/x wypaczyły wszelkie inne obrazy o tej tematyce. Analogicznie można by mówić, że ekrany LCD na statkach zastępujące namalowane flamastrem imitacje ekranów na naklejonej tapecie wypaczyły klimat - a to nonsens. Chyba klimat treka to nie konkurs w trzymaniu się archaicznego wystroju i 40. letnich f/x?

Serio wyglądasz tego poświęcenia?

Ten fish-ship Spocka w końcu się rozbija o statek Nera.

Ale nie wydaje Ci się to ostentacyjne, że taka scena gdzie dziewczyna wyskakuje z ciuchów w ogóle znalazła się w filmie a już na pewno, że twórcy pochwalili się nią w zwiastunie?

Nie, bo tak jak pisał Slovaak, trailer ma zaciekawić, dlatego ładuje się do niego sceny akcji, nieco romantyczności/erotyzmu/gniewu/ - ogólnie silnych emocji. Trailer ma uderzyć na trzech poziomach: wizualnym, dźwiękowym i emocjonalnym. Zobaczcie jak wygląda trailer TMP (wrzucili sceny akcji: strzały klingonów na początku, atak sondy, atak na asteroidę, potem wątek miłosny, a później atmosferę zagrożenia jaką wywołała nieznana i niszczycielska siła (odpowiedni głos narratora i muzyka grozy) a potem porównajcie to z filmem co ma ksywkę "slow".


Q__

Podałem też wcześniej kilka innych linków do opinii: fanów są pozytywniejsze niż nie fanów.
Eviva
Użytkownik
#651 - Wysłana: 11 Kwi 2009 20:50:51
Slovaak

Mi się przypomina odcinek TOS gdzie Klingoni weszli na pokład Enterprise i doszło do walki na... miecze.

Klingonie nie weszli, mój panie, a zostali ściągnięci, nie był to więc abordaż. A walka była na miecze, bo tajemnicza istota, która opanowała statek, zamieniła całą broń na sieczną. Nie było więc czego"przeboleć",sceny były zgodne z logiką odcinka ("The Day of Dove")

A co z seksownymi kobitkami z TOS? Ciekawe ile osób w trakcie pierwszej emisji TOS uważało że takie stroje są... niesmaczne.

Zwłaszcza cenzorzy. Mało ich szlag nie powytrafiał, że niby to niemal pornografia, a teraz takie sceny,jak w TOS, to są dla niemowlaków i bezzębnych staruszków.
Slovaak
Użytkownik
#652 - Wysłana: 11 Kwi 2009 20:59:58
Nie było więc czego"przeboleć",sceny były zgodne z logiką odcinka

Mimo wszystko były takie sceny.

A poza tym to ups... Widać słabo pamiętam odcinek. Właściwie to oglądałem go raczej na Sat1 i to w dodatku nie cały, pamiętam tylko scenę gry chyba Scott wchodzi do jakiegoś pomieszczenia i jest bardzo zadowolony z broni którą sobie wybrał
Delta
Użytkownik
#653 - Wysłana: 11 Kwi 2009 21:02:04
Picard
co ona ma wspólnego ze Star Trek? Szczególnie ten abordaż i walka na wręcz pomiędzy załogami okrętów. Przypomina mi to Nemesis, co jeszcze raz dowodzi, że jeśli Abrams umieści taką ,,piracką" scenę w filmie to znaczy, że nawiązuje do bezpośredniego porzednika swoje produkcji

Akurat NEM nie jest pierwszym ST w którym pokazano abordaż. Wcześniej było DS9 (np. DS9: The Search, The Way of the Warrior). Ferengi, którzy w TNG zdobyli "Ent-D" i Khan, który zdobył "Reliant" także dokonali w pewnym sensie abordażu. O Voyagerze nie wspomnę.
Zresztą abordaż jest logicznym krokiem -po co niszczyć okręt/stację, skoro można ją zdobyć?
Q__
Moderator
#654 - Wysłana: 11 Kwi 2009 21:20:05 - Edytowany przez: Q__
Doctor_Who
Użytkownik
#655 - Wysłana: 11 Kwi 2009 22:56:08
valencia
Użytkownik
#656 - Wysłana: 12 Kwi 2009 05:33:58
Sh1eldeR
Użytkownik
#657 - Wysłana: 12 Kwi 2009 17:34:15 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Picard
Po pierwsze: implikujesz, że bójki są czymś dobrym?
Wierzę, że czasem postawa, która może do nich doprowadzić jest tą właściwą. Jestem zdecydowanie przeciwko bójkom (takim na poważnie) po pijaku -- w takim stanie IMO najlepiej za wszelką cenę bójki unikać, bo rzadko wychodzi z tego coś dobrego (nawet jeśli jakimś cudem nie będziesz miał obitej maski, to mogą cię skazać za pobicie, nawet jeśli tylko się broniłeś -- pijaneny=winny).

Mogę opowiedzieć historyjkę z "pozytywną bójką", która -- gdy ją słyszałem -- naprawdę sprawiła mi radość i nawet pewną mini-satysfakcję.

Mieszkańcy przynajmniej większych miast znają pewnie z autopsji lub opowieści taką prawdę, że jest nawet mniej więcej w centrum miasta (nie liczę pseudoslumsów) taka ulica, gdzie w niektóre dni (zwykle czwartki) zawsze wieczorem "coś się dzieje", bo ludzie wracają pijaniu z clubów, albo przechodzą od jednego, do drugiego. W każdej chwili jakiś debil może coś głupiego krzyknąć do zupełnie nieznanej osoby, albo kogoś niby przypadkiem potrącić, wpaść na niego, czy nawet klepnąć przechodzącą laskę w tyłek. To po prostu prymitywne chamy, gnoje i debile szukające zaczepki i myślące w danym momencie, że są panami ulicy i wszystko im wolno. Ludzie to przeważnie ignorują, bo w sumie rzadko wynika z tego coś groźnego, niemniej jednak mnie np. cholernie irytuje to, że takim debilom trudno jest wybić takie zachowanie z głowy. Raz, że nigdy nie wiadomo, czy któryś nie ma jakiegoś noża, czy cholera wie czego. Dwa, że jak się samemu jest wstawionym, to kończy się to na "udziale w bójce" a nie samoobronie. Zresztą co, przylać komuś w mordę dlatego, że coś tam krzyknął? Albo że teoretycznie przypadkowo się na kogoś przewrócił? Niby nic nie zrobił, ale zawsze, jak o czymś takim słyszę/widzę, to wpienia mnie samo istnienie tego procederu -- człowiek ma IMO prawo iść sobie spokojnie ulicą.

No to teraz historyjka. Jeden mój kumpel wraz z kolegą i koleżanką szli sobie właśnie po takiej ulicy, właśnie chyba w czwartek. Szli z clubu, ale byli trzeźwi, bo praktycznie nie piją alkoholu. No i jakiś właśnie kretyn, który pierwszy raz ich na oczy widział, coś tam do nich krzyknął, nawyzywał itp. Ten kolega mojego kolegi obrócił się i powiedział mu, że może by się jednak zamknął, bo nie można tak się przyczepiać do losowo wybranych ludzi. Tamten podbiegł do niego, spytał się standardowo, czy ma jakiś problem i chciał mu przypierdzielić...

Nie zdawał sobie sprawy z jednej rzeczy. Tamten gościu i mój kumpel trenowali razem różne sztuki i (głównie) sporty walki bez przerwy przez 6 lat.

Ten pajac się rzucił z problemem, który sam w swojej prymitywnej, pijanej durnocie stworzył, na ich dwóch. Ale ten mój znajomy nawet palcem nie kiwnął, bo nie musiał. Jego kumpel raz-dwa załatwił sprawę. Byczkowi nic się poważniejszego nie stało, ale dla pewności zabrała go karetka.

I moim zdaniem bardzo dobrze, że się stało tak, jak się stało. Pochwalam coś takiego w 100%. Nawet jakby napastnik nabawił się jakiegoś złamania (na szczęście był tylko tymczasowo niezdolny do ruchu), to i tak bym to pochwalał. Chce się pobić, to niech się zapisze na jakiś sport walki i niech się sprawdzi na sparingach. A nie będzie się doczepiał do losowo wybranych ludzi myśląc, że jest zupełnie bezkarny.

Tbh bójki z udziałem Kirka to w Treku pewna tradycja i coś mi się zdaje, że nie wszystkie były jakieś super-hiper-sensowne. W jednym filmie, nie pamiętam którym (może Fight Club?) widziałem nawet aluzję do tego stanu rzeczy. Jeden gościu spytał się drugiego, z kim chciałby stoczyć bójkę, jeśli mógłby wybrać dowolną osobę na Ziemi. Padła odpowiedź, że z Williamem Shatnerem .

to pseudo-Kirk narzucał się Uhurze, ta chciała go w prostacki sposób spławić, ale napatoczyło się kliku ,,rycerzy w lśniących zbrojach"
Yup, skoro tak to jest baaardzo duża szansa, że było to "durne, prostackie kozaczenie". Kirk za młodu, jak widać, popełniał błędy... A ten konkretny mógł mu się akurat (fartem) odpłacić, bo to po nim odbył rozmowę z Pikiem i wstąpił do GF. Czyli z głupoty wyszło coś bardzo dobrego.

No i to bohaterstwo na tym etapie kariery Kirka powinno być jednak stonowane
Cóż, tak czy siak, Kirkowi z pewnością nie uda się w jednym filmie przebić osiągnięć naszego kochanego Wesleya z naszego kochanego TNG!


Chwila, dobrze Cię zrozumiałem? Porównujesz Treka do dreszczowców erotycznych?
A czy gdziekolwiek to zasugerowałem? Źle mnie zrozumiałeś. Choć tak, mogę porównywać Treka do dreszczowców erotycznych. Porównuję: to coś zupełnie innego i jedno z drugim nie ma praktycznie nic wspólnego. Porównałem. Coś podobnego napisałem też w poprzednim poście, gdzie porównywałem sceny z Treka z dużo bardziej "hardcorowymi" scenami z innych filmów, głównie sci-fi, które erotycznymi dreszczowcami nie są (i tak właśnie to napisałem).

Scena sexu pomiędzy Trinity i Neo pojawia się akurat w drugim filmie - niezbyt dobrym zresztą - i stanowi klasyczny zapychacz.
Wiem wiem. IMO to nie jest klasyczny zapychacz. Pamiętasz, jak to było zrobione? Ta scena była pokazywana na przemian z imprezą w Zionie (że impreza była łudząco podobna do tej z Blade'a, to inna sprawa). Naprawdę nie czułeś, o co chodziło w tych 2 minutach filmu i czemu były one ważne?

Ludzka natura.

O to chodziło. O coś, co nas odróżnia od maszyn. Miłość, namiętność, uczucia, irracjonalna zabawa, również gra ciał. To robią ludzie, gdy wiedzą, że zbliża się straszna walka i że nic już za bardzo nie mogą zrobić. Plany są, umocnienia są, obrona już lepsza nie będzie. Maszyny w takiej sytuacji czekałyby w stanie gotowości na stanowiskach obronnych i prawdopodobnie przez ten dzień czy dwa nawet by się nie poruszyły. Ludzie się żegnają, bawią się tak głośno, jak się da, żeby maszyny usłyszały, że ludzie się ich nie boją i że stawią im czoła. Na "parkiecie" widzieliśmy ekipę z Nabuchodonozora, Hammera i innych okrętów bawiącą się ze sobą nawzajem i ze swoimi bliskimi, którzy mieli zostać w Syjonie. Neo i Trinity postanowili wykorzystać ten czas w inny sposób. IMHO jak na sci-fi, to w Matrixie naprawdę dobrze udało się pokazać łączące ich uczucia, w tym i pożądanie.

Nie wiem, Picard, może tak nie lubisz takich scen (za sam wygląd, czy może prymitywizm), że nie dostrzegłeś wagi tej sceny... Dziwi mnie to, bo pewnie Odyseję czy TMP przeanalizowałeś na 100 różnych sposobów i rozumiesz je znacznie głębiej, niż ja. Tutaj -- tak mi się wydaje -- odrzucasz sceny jakby bojąc się nad nimi zastanowić.

A może to ja mam jakieś głupie przemyślenia na ten temat... Jak tam, inni też odebrali matrixową scenę impreza+seks w podobny sposób jak ja? Czy to faktycznie był suchar? Bo może dorabiam sobie ideologię, gdzie jej nie ma, jednak wydaje mi się, że tutaj wydźwięk jest dość oczywisty.


film Abramsa ciąży w stronę Gwiezdnych Wojen
A ciąży trochę. Albo wzlatuje. Zobaczymy, jak będzie. Jeśli wyjdzie totalna sieczka, to jednak ciąży. Jeśli film będzie miał sens, ale po prostu wizualia będą lepsze i będzie trochę dynamiczniejszy, a i same walki będą się nadał wyraźnie różniły od SW, to będzie OK.

Tak i widzimy piersi żony Michaela Corleone ale to nieco inna scena o innym znaczeniu, a cały film miał klasę i wartość, o które - nie oszukujmy się - obraz Abramsa nawet się nie otrze.
Trek z efektami lepszymi niż SW i klasą Ojca Chrzestnego... to by było coś! Aż takim optymista, to nawet ja nie jestem . Co do sceny to pewnie, że miała inny wydźwięk. Chciałem jednak pokazać, że same takie sceny filmu nie przekreślają.

Cholera, naprawdę jesteś trekkerem czystej krwi, Picard, że nie możesz odżałować tych kilku sekund, gdy Uhura paraduje bez sensu w staniku. Mi to szczerze mówiąc zwisa i powiewa, za przeproszeniem. Ładna, zgrabna aktorka -- mogą się ją przez chwilę pochwalić, nie przeszkadza mi to (choć już dawno wyrosłem z jarania się na ekranowe panienki).

Zresztą... Hej! Seven of nine też paradowała w trochę ciasnawym kostiumiku i jakoś Trek to przetrwał. T'Pol -- podobnie. Wiem wiem, Voy i -- o zgrozo! -- Entek. Ale pamiętasz In a Mirror, Darkly? To był przecież naprawdę niezły odcinek, a T'Pol paradowała w już totalnie bezsensownie kusej bluzeczce. Przez cały cholerny odcinek. Muszę przyznać, że nawet mnie to trochę rozpraszało -- to było tak irracjonalne... A odcinek jak na Entka to był epicki, a tak w ogóle był dobry. A w TOS-ie jak wytłumaczysz te kuse spódniczki? I tradycyjną gołą klatę Kirka? (te supernowoczesne mundury darły się od byle czego ) To też miało nabić widzów.

I jakoś nie zepsuło to tych wszystkich odcinków...
Picard
Użytkownik
#658 - Wysłana: 12 Kwi 2009 22:00:36
Mein god in himmel! Kiedy ja Wam na to odpowiem? OK, jak jutro zaczne pisać mój post rzekę to może do połowy bieżącego stulecia zdążę skończyć.
Sh1eldeR
Użytkownik
#659 - Wysłana: 12 Kwi 2009 22:18:06
Picard
Spokojnie -- to, że mi się chciało tym razem napisać "książkę" do niczego Cię nie obliguje.

Heh, uwielbiam takie życiowe chamstewka. Znaczy się chodzi mi o samą zasadę działania -- nie, że uwielbiam je stosować.

Pisanie mega postów na forum, najlepiej skierowanych do jednej osoby. Niby uprzejme, ale z drugiej strony ta osoba "musi" to przeczytać, no i "wypada jej" odpisać... To, że ja jestem no lifem, a w dodatku programistą i klepię grubo ponad 40 słów na minutę to nie znaczy, że druga osoba też musi być no-lifem. Niby nie znaczy, ale...

Jeszcze lepsze chamstewko to niby uprzejme przytrzymywanie komuś drzwi -- ale tylko wtedy, gdy widzimy, że namierzona przez nas osoba znajduje się chociaż te 4-5 metrów od nich. Przytrzymujemy i patrzymy, jak się uśmiecha i szybciutko stara podbiec, żebyśmy za długo nie czekali...

To już chyba jest sadyzm!

Więc widzisz, Picard, mnie co prawda fascynują takie małe igiełki wbijane innym ludziom niby to z uprzejmości, ale sam staram się unikać ich stosowania. Więc się nie obrażę, jeśli nawet nie znajdziesz czasu na przeczytanie tego klocka tekstu, a co dopiero odpisanie. Ale oczywiście rozumiem, że to temat-rzeka i że można o tym mówić i mówić, a Ty w tym temacie łatwo nie odpuszczasz. Ale połowa stulecia to ciut za długo -- nie wybaczyłbym sobie, gdybyś opuścił np. transmisje z lądowania na Marsie .

Chociaż wcale bym się nie zdziwił, jakby nasza dyskusja na temat ST XI ciągnęła się i przez te następne 20 lat.
Q__
Moderator
#660 - Wysłana: 12 Kwi 2009 22:31:58 - Edytowany przez: Q__
Sh1eldeR

Kirk być może uratował więcej cywilizacji (łącznie z ludzką, kilkakrotnie) niż Superman, Spiderman i Batman razem wzięci. On jest herosem. I to nie Abrams to wymyślił

BTW. zauważmy jak ten bohater ciekawie ewoluuje. W początkach TOS to zapalczywy, acz dość małomówny słuzbista, ktory sam siebie określa mianem "żołnierza". Potem - gdy jakby "nakręcają" go kolejne sukcesy staje się awanturnikiem i kobieciarzem w stylu - prawie - płaszcza i szpady, by pod koniec TOS dojrzeć do stania się wyznawcą prawie-TNGowskich ideałów (przełamał np. swoją niechęć do Klingonów). Potem, w TMP, staje się up***, starzejacym się panem, który przez swoje ego omal nie naraża misji - użerał się z up*** oficjelami, by w końcu stać się jednym z nich, można rzec. A potem, w ST II, oswoiwszy sie juz widać z myślą o przemijaniu - patrzy, nie bez goryczy na swoją przeszłość i ma poczucie osobistej klęski, choć teoretycznie jest wielbionym bohaterem. (I w tym zakresie - przyznac muszę - TWoK pięknie domyka wątek z TMP.) A jeszcze potem? Cóż, widać uznawszy, że nie ma juz nic do stracenia ponownie rzuca sie w wir przygody, nie patrząc na metrykę, rosnący brzuch, ani regulamin Floty.

A mówi się, że rozwój postaci zaczął sie dopiero w DS9...

-------------------------------------------------- ------------------------------------

ps. Mam niemiłe wrażenie, że drepocemy na forum w kółko dyskutując o niczym, bo ST XI jeszcze nie ma dla nas (no więksozści) konkretnych kształtów. Zresztą czy Star Trek kończy sie na filmie Abramsa (o którym dyskusje zdomnowały forum od paru miesiecy)? Jeśli ST XI będzie IMO-swietny polubię go, ale czy to wpłynie na moją ocene Treka jako całości? Raczej nie. A jeśli fatalny? Fatalne Treki też już znamy. A jeśli dobrze odbierany, ale nie w moim guście (jak np. "wojenne" sezony DS9)? Zawsze moge wrócić do TMP. Trek jest zbyt szrrokim zjawiskiem by sprowadzać go do produkcji Abramsa (choć nie przeczę: jeśłi będzie dobra, Treker zabrzmi jakoś dumniej). Pogadajmy może na inny temat, a ten zostawmy chwilowo w spokoju. Chociaz do czasu, gdy wszyscy już obejrzymy film.

(BTW. też mam obawy, że ST XI powiela najgorsze schematy z FC, NEM, VOY i ENT, tylko co z tego? ST III był denniejszy od średniej ENT czy VOY i chyba nawet od poziomu NEM, a Trek sie na nim nie skończył jakoś.)
 Strona:  ««  1  2  ...  20  21  22  23  24  ...  45  46  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Wiadomości na temat ST XI

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!