USS Phoenix
Logo
 Informacje o odcinku
 
Serial:The Next Generation
Tytuł:Deja Q
Tytuł polski:Deja Q
 
Numer sezonu:3
Numer odcinka:13
Numer produkcyjny:161
Data premiery w USA:18-02-1990
Data premiery w Polsce:19-03-1998
Data gwiezdna:43539.1
 
Reżyseria:Les Landau
Scenariusz:Richard Danus
Muzyka:Dennis McCarthy
Gościnnie występują:John de Lancie
 
Ocena odcinka:9.3
Liczba oceniających:107
Oceń w skali 1 - 10:

Opis

Gdy załoga boryka się z niestabilnym księżycem zagrażającym pewnej planecie, na pokładzie Enterprise pojawia się Q. Czy to może być tylko zbieg okoliczności? Jakby tego było malo, Q utrzymuje, że został pozbawiony swoich mocy...



Minirecenzja

Videorecenzja


Streszczenie

Orbitując wokół Bre'el IV, by zbadać księżyc, który może powodować trzęsienia ziemi i pływy na planecie, załoga jest zaskoczona niespodziewanym przybyciem Q. Chociaż Picard natychmiast podejrzewa, że to psotny Q jest odpowiedzialny za zmianę orbity księżyca, Q przyznaje, że jego zwierzchnicy w Kontinuum Q pozbawili go jego zdolności i uczynili z niego zwykłego człowieka, a tym samym nie mógł on spowodować takiej rzeczy.

Obawiając się, że Q kłamie, Picard przydziela Datę do pilnowania go, podczas gdy załoga boryka się z niebezpieczną sytuacją na Bre'el IV. Obecność Q na pokładzie zaczyna jednak być problematyczna, kiedy Calamarain, gazopodobna forma życia skrzywdzona niegdyś przez Q, pojawia się w okolicy, by go zaatakować. Picard wkrótce uświadamia sobie, że Q przybył na pokład Enteprise wiedząc, że załoga ochroni go przed Calamarainem. Wkrótce jednak, forma życia ponownie atakuje Q, a ratując mu życie, Data odnosi poważne obrażenia.

Poruszony poświęceniem Daty i bojąc się, że zajętej obroną przed obcym załodze nie uda się ruszyć księżyca, Q kradnie wahadłowiec i kieruje się w przestrzeń, wiedząc że Calamarain podąży za nim. Kiedy istota dogania wahadłowiec, Picard rozkazuje rozszerzyć osłony, by ochronić Q, jednak z niewyjaśnionego powodu manewr ten nie przynosi efektu.

Wewnątrz wahadłowca, inny członek Kontinuum - Q2 - pojawia się przy Q i mówi mu, że jest zadziwiony jego bezinteresownością - po czym oddaje mu moce z powrotem, ostrzegając jednak, że będzie go miał na oku.

Wdzięczny Q nagle pojawia się na mostku Enteprise z krzykiem i konfetti, chcąc podziękować załodze. Kiedy Picard prosi go o opuszczenie statku, Q spełnia jego prośbę, ale przedtem dziękuje Dacie i używając swoich mocy pozwala androidowi doświadczyć prawdziwego, ludzkiego śmiechu. Po zniknięciu Q, załoga otrzymuje przekaz z Bre'el IV oznajmiający, że orbita księżyca została poprawiona. Kapitan uświadamia sobie, że Q nauczył się odrobiny człowieczeństwa i uratował planetę.

Tłumaczenie: Nestor the Q
Uzupełnienia: Piotr Pajerski
Źródło: Startrek.com



Recenzja

Deja Q – kosmiczna tragikomedia


Jeden z najbardziej przejmujących odcinków Treka. Załoga Enterprise została wezwana na pomoc przez ludność planety Bre'el IV, której zagraża niewyobrażalna katastrofa. Na rodzimą planetę wzmiankowanych obcych ma bowiem runąć ich własny księżyc, który z niewiadomych powodów zmienił kurs. Podczas gdy ludzie kapitana Picarda starają się umieścić kłopotliwego satelitę ponownie na właściwej orbicie, na pokładzie Enterprise pojawia się nagle nieproszony gość. Załoga zdaje sobie wówczas sprawę co jest przyczyną kłopotów mieszkańców Bre'el IV jako, iż przed Picardem i spółką zmaterializwał się Q (jak zwykle doskonały John de Lancie), w stroju Adama, jak go Kontinuum stworzyło. I właśnie na nie Q się uskarża, jakoby wydaliło go ono ze swych szeregów pozbawiając jednocześnie boskich mocy jakimi uprzednio rozporządzał. Znając przewrotny charakter swojego gościa załoga naturalnie nie chce dać wiary jego opowieści. Czy jest to kolejny podstęp, wyszukana kpina Q, który chce dać ludzkości kolejną lekcje, czy też być może mówi on prawdę i nie ma nic wspólnego z zaistniałymi wypadkami?

Twórcy ,,Deja" Q sprytnie rozgrywają tą kwestie, umiejętnie bawiąc się oczekiwaniami widowni i korzystając z postaci wszechpotężnego Q w sposób dotąd nie spotykany. Jak już uprzednio wspomniałem John de Lancie daje tu jak zwykle solidny popis gry aktorskiej, ale równie dobrze spisuje się Brent Spiner w roli Daty. Ten ostatni nawiązuje bowiem z Q bliższą znajomość – czy android może kogoś nauczyć człowieczeństwa? Relacje tych dwóch są dość zabawne ale w pewnym momencie przybierają dramatyczny obrót a prezentowana we w/w odcinku historia nabiera barw tragicznych. Dość powiedzieć, że czym wyżej się zaszło tym boleśniejszy jest upadek, tym bardziej jeśli naraża on na konsekwencje osoby, na których Wam zależy… Czy Q naprawdę przejmował by się takimi drobiazgami? Takiego go jeszcze nie widzieliśmy! Ale z drugiej strony być może każdy odrobinę by się zmienił gdyby dybała na niego ,,wredna" Guanin (gościnnie występująca Whoopi Goldberg)!

Omawiany epizod obfituje w ciekawe rozwiązania fabularne, dobre kreacje aktorskie, charakteryzuje go huśtawka nastrojów, na przemian komiczno – tragicznych, a w tle pojawia się nowa ciekawa, forma życia: Kalamarianie. To ciekawy pomysł: przedstawić formę życia mającą postać obłoku międzygwiezdnego gazu… Równie ciekawy jest sam odcinek, któremu należą się najwyższe pochwały.


Ocena: 9/10


Autor: Picard




Księżyc spadający na powierzchnię planety, inteligentna chmura gazu szukająca vendetty i sytuacja wręcz kuriozalna: android uczący Q, jak być człowiekiem ;)

Sezon trzeci TNG zaczął się z wielką werwą i właściwie od początku serwował nam epizody poważne, często wręcz ciężkie. Mieliśmy więc poruszane wątki takie jak: terroryzm, śmierć załogantki, żołnierze zaprogramowani do zabijania, nowe formy życia, zagrożenie dla statku i/lub planet, etc. Ktoś najwyraźniej doszedł do wniosku, że trzeba widzom zafundować nieco luźniejszy temat, tak zwane „comic relief” po tych wszystkich ciężkich epizodach. No i tak właśnie powstał "Deja Q".
Nie jest to pierwszy odcinek mający jeden główny cel – rozbawić widza, bo takie epizody w dwóch poprzednich sezonach trafiały się często (może nawet i za często). Niestety było one słabej, co najwyżej średniej jakości i muszę przyznać, że nasz „Deja Q” z omawianego 3. sezonu wyszedł na tym tle naprawdę przyzwoicie.

Na Enterprise wstaje nowy piękny dzień, w którym to nasi bohaterowie postanawiają uratować znowu komuś życie. Tym razem za cel obierają sobie całą planetę bo, nie wiadomo dlaczego, światu temu grozi zagłada, gdyż mieszkańcom na łepetyny spada ich własny księżyc. Z naukowego punktu widzenia nie jest to praktycznie możliwe – więc jak znaleźć rozwiązanie dla problemu, którego nawet przyczyn nie znamy?
Załoga postanawia zastosować, jak w przypadku kataru, leczenie objawowe, czyli jedyny ich pomysł jest taki, aby przywrócić jakoś księżyc na jego pierwotną orbitę. Tyle jeśli chodzi o plan, ale jak go wykonać? Nie jest to może wielki księżyc, przypomina kształtem i wielkością asteroidę, no ale Enterprise przegrywa jednak z przeciwnikiem gabarytami, i to znacznie.
Wszyscy wysilają szare komórki i rozważają, czy może dobrze by było rozwalić księżyc w drobny mak. Data stwierdza, że niewiele to da, bo i tak łączna masa fragmentów pozostanie taka sama. WTF? Weź sobie spuść na głowę pięciokilową cegłówkę i piasek o takiej samej wadze – zobaczymy, co cię znokautuje ;) Okej, pewnie chodzi i tak o te wszystkie biedne zwierzątka, których cykl rozwojowy i istnienie jest uzależnione od faz satelity, więc dajmy już temu spokój. Inną opcją, jaką widzi La Forge, jest zastosowanie wiązki holującej i popchnięcie księżyca na dalszą orbitę. Będzie to ciężkie do wykonania, porównując wielkość ciała niebieskiego i Enterprise, ale przynajmniej główny inżynier pobawi się przez chwilę w kierowcę ciągnika. Akcję przerywa nagły wysoki i przenikliwy dźwięk, po czym na mostku materializuje się, nagi, jak go Pan Bóg (chyba?) stworzył, Q! Oj, Picard na zachwyconego to nie wyglądał…
Kiedy już pierwszy szok mija i załoga znajduje dla Q jakieś Randomowe Najbrzydsze Ciuchy, co by gołą pupą nie świecił, następuje chwila wyjaśnień. Otóż nasz drogi pan Q nagrabił sobie w Kontinuum. Dlaczego? Okazuje się, że inni Q nie są aż tak perfidnymi i złośliwymi istotami, a nasz bohater ma zapisane chyba w kontrakcie, że zawsze pozostanie głównym villainem, więc musi teraz odkupić swoje grzechy, aby oczyścić trochę kartotekę. Został wydalony z Kontinuum, jego karta członkowska utraciła ważność i miał tylko jedną opcję – stać się śmiertelnikiem! Najfajniejsze, że mógł wybrać, kim się stać – gdyby zechciał, mógłby robić nawet za Króla Borga, albo wydziobywać z chorych drzew korniki jako dzięcioł – ale nie, nasz Q wolał zostać człowiekiem, z niewyjaśnionych na razie powodów. Dlatego właśnie zmaterializował się tu i teraz, godząc się na wszelkie możliwe upokorzenia.
Pierwszą dawkę upokorzeń przeżywa już w ciągu kilkunastu minut, bo nie dość że dostaje ochrzan od Picarda, nikt mu nie wierzy w jego „śmiertelność”, usuwają go z mostka, to jeszcze oskarżają, że to on spowodował właśnie kłopoty z księżycem.
Zrozpaczony Q wyżywa się werbalnie na Worfie, zauważając, że nasz drogi Klingon nie wygrałby konkursu piękności (hehe, zdziwiłbyś się, Q, jest przystojniejszy od ciebie <3), ale i tak nie ratuje go to przed zamknięciem w celi.
Nasz wyrzutek z Kontinuum nie jest jednak w centrum zainteresowania innych, tak więc podczas gdy ucina sobie pierwszą w życiu drzemkę, załoga nadal pracuje nad rozwiązaniem problemów z księżycem. Niestety dochodzi kolejny problem – ktoś lub coś skanuje Enterprise za pomocą wiązki promieniowania, przenikającego wszystkie pokłady. Dziwnym zbiegiem okoliczności, wiązka ta zdaje się „interesować” głównie więźniem w celi.
Tymczasem Picard zaczyna mieć wątpliwości, czy aby na pewno Q ma coś wspólnego z księżycowym kłopotem, co więcej – zaczyna rozważać opcję, że Q jest naprawdę człowiekiem i należy mu się status uchodźcy. Miękkie serce kapitana lituje się nad znudzonym gościem i wypuszcza go z celi, proponując wykonanie na statku jakichś pożytecznych zadań. Kapitan nie ma już jednak tyle serca dla swojego drugiego oficera, bo degraduje go do pozycji niańki i odsyła do sprawowania opieki nad Q.
Dobrze, że ktoś ma mieć stale oko na gościa powszechnie uważanego za niegodnego zaufania, ale dlaczego ten ktoś pełniący rolę stróża to musi być Data? :/
Ponieważ android nie zwykł oponować (i jakby mu Picard kazał, to by pewnie bez problemu poszedł zanieść pierścień do Mordoru), tak też eskortuje Q do maszynowni, po drodze ucinając sobie z nim pogawędkę odnośnie ludzi. Jak widać, obaj panowie mają zupełnie inne zdanie odnośnie człowieczeństwa i to, czym gardzi Q, tak naprawdę jest siłą napędową dla Daty w dążeniu (na pograniczu z obsesją, co już było nieraz udowodnione), aby stać się bardziej ludzkim. Och, co za różnica charakterów, już wiemy, że będzie to w tym odcinku ciekawy duet :).
Q oczywiście nadal zapomina, że nie jest już istotą wszechpotężną i rozwiązując wspólnie z Geordim i Datą problem księżyca proponuje, aby po prostu zmienić prawa fizyki, by uczynić obiekt lżejszym. A potem następuje zdziwienie – o, co wy, nie umiecie tego zrobić? No tak, jesteście tylko małym stateczkiem z prymitywną ludzką rasą na pokładzie…
Człowieczeństwo odbija się nieco Q na zdrowiu, bo najpierw dostaje bólu pleców, co skutecznie leczy dr Crusher (podeślijcie mi ją tu do mnie, też mam problemy z kręgosłupem ;( ), a później dopada go wielki głód – przykre doznanie, w dodatku po raz pierwszy w życiu.
W asyście Daty Q udaje się do kantyny, a że chce sobie szybko zafundować cukrzycę typu 2 – zamawia dziesięć czekoladowych deserów. Na jego szczęście, zanim nabawił się insulinooporności poprzez nieprawidłowe odżywianie, w barze pojawia się Guinan.
Ich spojrzenia mówią wszystko. Wzajemna niechęć, wrogość. Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją ciąć siekierą. Przy czym Guinan też nie wierzy w historyjkę Q o jego śmiertelności i sprawdza teorię Ostatecznym Testem z pomocą widelca. Wybucha kłótnia, Q traci apetyt, jego trzustka uratowana (uff...).
Tymczasem na imprezie pojawiają się nieproszeni goście – chmura zjonizowanego gazu będąca istotami o nazwie Calamarain. Niebieski obłoczek bardzo szybko odnajduje Q w barze i przystępuje do ataku. Tylko dzięki modulacji osłon statku udaje się delikatnie dać znać istotom, że nikt ich na imprezę do Ten Forward nie zapraszał.
Rodzi to jednak kolejne pytania w głowach załogi – po co tak naprawdę Q przybył na Enterprise. Odpowiedź jest jakże prosta. Wiedział po prostu, że gdy stanie się człowiekiem, wiele istot we wszechświecie będzie chciało się na nim zemścić za to, co im robił wcześniej, gdy był w Kontinuum. Udręczone, zezłoszczone istoty nie odpuszczą Q i jedyną jego nadzieją było stać się człowiekiem i szukać azylu u Picarda. Kapitan jest niezbyt zachwycony pomysłem bycia ochroniarzem Q, gdyż to by naraziło statek i jego załogę na niebezpieczeństwo, na szczęście nie podejmuje decyzji o wyrzuceniu Q przez śluzę w kosmos, ale i tak chce jak najszybciej pozbyć się problemu w najbliższej bazie kosmicznej. Tymczasem Data robi za adwokata diabła i zauważa, że sugestia Q odnośnie zmiany grawitacji księżyca podsunęła im pewien pomysł w maszynowni i namawia kapitana, aby kontynuować prace w tym kierunku. Picard się zgadza.
Mamy małą pogawędkę Daty i Q odnośnie życia wśród ludzi – a zwłaszcza relacji pomiędzy członkami załogi oraz o tym, jak ważna jest umiejętność pracy zespołowej. W tym miejscu podtrzymuję stronę Q, bo dla mnie, jak i dla niego, wizja pracy w grupie to jakiś koszmar. Nie on pierwszy (Q) i nie jedyny ma takie obiekcje, a potem w odcinkach pojawia się kolejny przykład "samotnika" - Barclaya. Ale wszystko da się wyjaśnić rozmową, spokojnym podejściem i chociaż odrobinką dobrej woli.
Niestety Q jest tak uparty, że nawet nie zamierza słuchać rozkazów Geordiego, dochodzi do kolejnego konfliktu, lecz na końcu opamiętuje się chociaż na tyle, że zgadza się na asystę w maszynowni podczas kolejnej próby przesunięcia księżyca (z zastosowaniem pola napędu warp). Wszystko by pewnie poszło pięknie i ładnie, ptaszki by ćwierkały, słonko świeciło, ale podczas procedury drodzy przyjaciele Q w postaci błękitnego obłoczka przypomnieli sobie o tym, jak bardzo tęsknią za uroczym wygnańcem z Kontinuum i przystąpili do ponownego ataku.
Enterpise jest bezradny, załoga bezradna, a nawet Q bezradny, kiedy Calamarain robią sobie z nim co chcą, jedynie Data zachowuje zimną krew i unosi się honorem, aby jednak nieszczęśnika uratować. Efekt jest opłakany, bo co prawda chmura Calamarain pohamowuje agresję, a Q zabieg przeżywa, to już nasz android nie wychodzi z tego cało i w stanie krytycznym trafia na OIOM. Oczywiście, nasz anty-bohater odcinka biadoli wszystkim nad uchem, jaki to jest nieszczęśliwy i prześladowany, ku bezgranicznej irytacji Picarda, który wpieniony udziela mu słownej reprymendy (a tak naprawdę ma minę, jak by chciał strzelić go w pysk za wszystkie cierpienia, jakich załoga przez Q doświadcza). Tak, egoizm Q osiąga szczyt i – jak sam nieco później zauważa – pomimo że Data ryzykował dla niego życie, on sam dla nikogo nie byłby w stanie zrobić tego samego – zrozumiał wreszcie przerażający fakt odnośnie bycia śmiertelnym. Co to takiego? Tak! Że można umrzeć :D Pan Q wygrał właśnie konkurs na stanowisko Captain Obvious!
Ale jednak lekcję z tego wydarzenia jakąś wyniósł – uruchomiło się u niego poczucie winy, że jego pobyt na Enterprise naraża tysiące o ile nie miliony istnień na niebezpieczeństwo. Podejmuje najbardziej męską decyzję w swoim dotychczasowym życiu – porywa prom i ewakuuje się ze statku, odciągając Calamarain tak, aby załoga mogła kontynuować swoją misję zbawiania świata. Zdaje sobie przy tym sprawę, że jego losy są przesądzone i dosięgnie go krwawa zemsta ze strony wroga. Swoją drogą, co on takiego zrobił tym Calamarain? Umieścił ich w słoiku na szafce kuchennej, żeby robili za nocną lampkę jonizującą? ;).
I gdy już Q szykuje się na śmierć, przybywa drugi przedstawiciel kontinuum (też Q) i oznajmia, że nasz bohater zdał test na człowieczeństwo. Poświęcił się dla dobra sprawy i tym samym odkupił swoje winy. Może wrócić do Kontinuum i odzyskać moce.
Nic tak nie raduje Q, jak bycie znowu sobą. Z wdzięczności natychmiast „naprawia” tor lotu księżyca, a podziękowaniu za wikt i opierunek urządza na mostku Enterprise małą bibę z muzyką, cygarami i hostessami. Picard i Riker nie są zbyt zadowoleni, ale, jak sami zauważają, być może jednak Q czegoś się nauczył – bycia lepszym człowiekiem. Cóż, może to prawda, ale z pewnością znowu wygranym w tym odcinku jest Data, który okazał się lepszym człowiekiem od Q :). Za niańczenie gościa przez cały epizod dostaje prezent od Q w postaci nagłego ataku śmiechu – to była przepiękna scenka wieńcząca ten odcinek, aż gęba widza sama się uśmiecha na ten widok.

Jak bym miała podsumować ten odcinek w jednym zdaniu – to napisałabym, że było luźno, fajnie, ale jednak z jakimś przesłaniem – że warto jednak nie być egoistycznym i pomagać innym w potrzebie (i taką lekcję każdy widz powinien wynieść z tego epizodu).
Bardzo ciekawe jest to, że główny villain znany od początku TNG spuścił tutaj z tonu i stał się postacią komiczną, delikatnie rzecz ujmując. A mówiąc bardziej wprost – największy wróg uległ upodleniu. W słusznej sprawie. Co więcej – Q jest typowym anty-bohaterem odcinka. Jego egoizm i zapatrzenie w samego siebie jest wręcz karykaturalne. Stanowi rewelacyjny kontrast w porównaniu z zawsze niewinnym, działającym w obronie innych Datą.
Jednakże jak na anty-bohatera Q jest tutaj nadzwyczaj sympatyczny. Może to tylko ja, ale nie sposób go nie polubić. A może to przekonująca gra Johna de Lancie czyni z tej postaci takiego fajnego gościa. Aktor wszak bardzo charyzmatyczny, ciekawy, przesympatyczny, o miłym głosie i osobowości. Lubię oglądać jego popisy na ekranie, nawet bardzo.

Cytat odcinka:
Data (do Q): „An irony. It means that you have achieved in disgrace what I have always aspired to be.”

Czego się nauczyliśmy:
Nie dręczyć innych dla własnej przyjemności, bo kiedyś przyjdą i spuszczą manto ;P

Czego się nie dowiedzieliśmy:
Tylko możemy się domyślać, co Q robił innym stworzeniom i ilu wrogów ma we wszechświecie.

Screenshot dnia:

A co tam cukrzyca, dajcie mi te desery!


Autor: Pleiades





© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!