USS Phoenix
Logo
« 20-12-2009KSIĄŻKI 
Picard "Star Trek/X-Men" - recenzja

Image Hosted by ImageShack.us

"Star Trek/X-Men"
Scenariusz: Scott Lobdell
Rysunki: Marc Silvestri & studio
Wydawca: Marvel Comics
Data wydania: Grudzień 1996
Stron: 64

W latach dzewięćdziesiątych pewną popularnością cieszyły się w Polsce komiksy z serii "X-men" wydawane nakładem wydawnictwa TM-Semic. Emitowany w trakcie trwania tej samej dekady serial "ST: TNG" - będący kontynuacją oryginalnego Star Treka - nie mógł poszczycić się jednak podobną estymą. Jest to zdumiewające i smutne zarazem, jako, iż oba tytuły mają podobny rodowód – oba narodziły się w latach sześćdziesiątych, oba stanowiły fantastyczną alegorię dla problemów społecznych takich jak rasizm, wojna, czy walka z uprzedzeniami, a także oba wykreowały szereg kultowych postaci. Obydwa tytuły skierowane były – w głównej mierze – do młodego odbiorcy, który za ich pośrednictwem, nie tylko stykał się z porządną rozrywką, ale też był wystawiany na oddziaływanie takich wartości jak tolerancja i pokonywanie rasowych i międzykulturowych barier w imię wspólnego dobra. Wobec tego wielką szkodą jest, iż żadna z wyżej wzmiankowanych sag nie zakorzeniła się na trwałe w Polsce.

Na Zachodzie jednak obie serie mają wierną grupę zwolenników i cieszą się mianem kultowych opowieści. W związku z czym, wietrzące zysk, wydawnictwo Marvel Comics postanowiło wydać zeszyt prezentujący wspólne przygody oryginalnej załogi statku Enterprise i zmutowanych podopiecznych profesora Xaviera. Mimo, że – pod względem ideologicznych – obie grupy wiele łączy, a alegoryczny wydźwięk ich przygód jest podobny, to jednak podchodziłem do pomysłu z rezerwą, zasadniczo bowiem nie przepadam za tzw. crossoverami. Niewiele z nich jest bowiem udanych – lwia ich część jest płytka i tworzona wyraźnie tylko dla zysku, natomiast jedynie mała ich ilość niekierowana jest na dostarczenie odbiorcy porządniej historii. Zazwyczaj w przypadku crossoverów mamy do czynienia ze skonfrontowaniem popularnej postaci A z równie popularną postacią B i - elementarnym w swej naturze - podkreśleniu dzielących je różnic, bądź łączących je podobieństw, natomiast wszystko inne schodzi na dalszy plan. Jak jest w przypadku "Star Trek/X-men", czy nie podobnie? Całe szczęście – niezupełnie, w gruncie rzeczy powiedzieć można, iż wzmiankowany tytuł pozytywnie rozczarowuje.

Data gwiezdna 4740.5: Enterprise "stoi na kotwicy" w pobliżu tajemniczej anomalii, która swego czasu przekształciła Garego Mitchella – jednego z członków załogi rzeczonego okrętu i dobrego przyjaciela kapitana Kirka - w istotę podobną bogom. Podczas gdy załoga Enterprise stara się zbadać fenomen, a Kirk wspomina przeszłe wydarzenia, które doprowadziły go do tragicznej w skutkach konfrontacji z Mitchellem, dzieje się coś niespodziewanego: z anomalii wyłania się obcy okręt nieznane konfiguracji. Obca jednostka nadaje sygnał S.O.S, nim jednak załoga Enterpise zdoła jej pomóc, okręt zostaje zniszczony w nagłej eksplozji. Wkrótce potem przed dziobem statku Kirka pojawia się, nowy okręt, znacznie większy i – najwyraźniej – potężniejszy od poprzedniego. Wkrótce załoga Enterprise otrzymuje od Obcych – warto nadmienić, że bardzo niekonwencjonalną drogą – ultimatum: albo wycofają się z przestrzeni Imperium Shi'ar, albo zostaną zniszczeni. Tymczasem, okazuje się, że załoga pierwszego, zniszczonego, statku zdołała przeżyć, niepostrzeżenie uciekając ze swojego ginącego pojazdu, na pokład Eneterprise. Oczywiście rozbitkami są członkowie grupy X-men, która ma do wypełniania własną, jedynie sobie znaną misje. Jednocześnie, na pobliskiej planecie, Delcie Vedze, złoczyńca spoza drugiej strony bariery, zwany Proteuszem wciela się w ciało Garego Mitchella przywracając go tym samym do życia. Na pytanie jak to możliwe znajduje jedną odpowiedź: fizyka komiksu! Z czasem załoga Eneterpise i X-men łączą siły by wspólnie dotrzeć do Mitchella nim zrobią to niecni Shi'ar i zaprzęgną jego moc do niecnych celów…

Całość fabuły jest więc dość interesująca i zbliżona poziomem do przyzwoitego odcinka TOS – mamy więc potężny, wielokroć większy od Enterprise okręt obcych, mamy nadludzi z tajemniczą mocą, mamy też obce planety i niezbadane anomalie, pojawiają się także bezpośrednie nawiązania do wcześniejszych odcinków, w szczególności do "Where No Man Has Gone Before". Na pochwałę też zasługuje to, że każda z postaci została tu zaprezentowana w sposób identyczny do tego w jaki odmalowano ją w serialu: Kirk jest więc śmiałkiem i podrywaczem niepozbawionym jednak pewnej psychicznej głębi, Spock stoikiem z telepatycznymi zdolnościami, a nieodmiennie starający się go wyprowadzić z równowagi doktor McCoy bawi swoją zrzędliwą gadaniną. Całość okraszona jest znakomitym humorem charakterystycznym dla serii "TOS" – jest to humor sytuacyjny i słowny stojący naprawdę na bardzo przyzwoitym poziomie, nie odwołujący się do wulgarności ani prostactwa. Ale to co najbardziej zasługuje na uznanie w omawianym tytule to fakt, że idzie on krok dalej niż większość crossoverów – prezentowana w nim historia jest owszem ciekawa, ale najważniejsze jest to co z niej wynika: ten komiks porusza bowiem pewien problem zasygnalizowany jedynie w "Where No Man Has Gone Before", a stanowiący intrygujący dylemat natury moralnej. Czy załoga Enterprise tak naprawdę miała prawo wygnać Garego Mitchella , tylko dlatego, że był mutantem? W kontekście opowieści konfrontującej załogę Enterprise z X-men, którzy sami walczą z nietolerancją i uprzedzeniem względem swojej odmienności, jest to tym bardziej ważkie pytanie. Jak członkini X-men, Jean Grey, która niegdyś sama sięgnęła po wszechmoc zbliżoną do tej jaką rozporządza Mitchell, zareaguje na to, iż Kirk zabił swojego zmutowanego przyjaciela? Czy istnieje jakaś granica tolerancji dla inności, czy strach przed odmiennością może być niekiedy uzasadniony? Dobrze, że rozwiązanie tych problemów znajduje tu odzwierciedlenie bardziej w sile umysłu i rozmowy niż w superbohaterskim młóceniu pięściami –w tą historię włożono rzeczywiście sporo serca. Całości pięknie dopełniają zaskakująco dobre ilustracje, niespodziewanie licznej załogi artystów – statki, mgławice, planety i postacie zostały narysowane staranie, odwzorowując klimat "Star Treka". Czyli: jak się chce, to i crossover zrobić można!

Ocena: 8/10

Autor: Picard

komentarze [13]


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!